Witajcie pierwszego dnia jesieni

Mój telefon dziś poszedł do serwisu, a tak chciałam się pochwalić wczorajszymi zdjęciami… Byliśmy w kościółku, potem na placu zabaw. I choć bilans strat były spory – lizak upuszczony na piasek, zagubiona czapeczka i butki w psiej kupie – to bilans radości był dużo większy. Szaleństwa na karuzeli, zjeżdżalniach, żarty Jacuchy, że boi się małej dziewczynki (żarty, które rozumiał tylko on, Asia i ja). Bo ostatnio dużo się bawi w udawanie. W sklep, w pożar, w chodzenie do pracy, chodzenie do szkoły, w deszcz (i znikanie sufitu). I te jego teksty.. pewnie fajne tylko dla matki, a dla innych nudne. Ale tak czy siak zacznę je chyba zapisywać. Bo czasem jest wesoło. Jacek dziś rozlał picie, zawołał mnie, pokazał i poważnie powiedział „i co ty najlepszego zrobiłeś!”. Wczoraj jeszcze myślałam sobie, że dobrą mamy pogodę, jak na wrzesień. Codzienne spacerki, zabawy w ogrodzie. Dziś, cóż, wrzesień pokazał pazury. Ale nie nudziliśmy się rano w domku. Odgrzebaliśmy zapomniane układanki, gotowaliśmy (wspólnie!) obiadek. To znaczy dzieci moje jakoś od gotowania preferują sprzątanie. Ja sobie gotuję, a oni gąbeczkami polerują meble, zmywarkę… I każą mi płukać szmatkę i dodawać płynu do naczyń :) Piękny czas, kiedy jeszcze lubią takie rzeczy. Teraz zasnęły oba padnięte (nawet Jacuś, który już w dzień rzadko sypia). Tak nam szybko mijają dni. To cieszy, zdecydowanie cieszy. Dobre dzieci. Wujek Sławek był u nas w tym tygodniu z ciocią Marilyn. Przywieźli wspaniałe ręcznie malowane ubranka dla dzieci. Biżuterię dla mamy. I zachwycali się, jakie to grzeczne dzieci są. I jakie szczęśliwe. No cały czas się cieszą. Zupełnie nie rozumieli o co im chodzi. Ja już jestem do nich przyzwyczajona, ale bardzo cieszy, że ktoś zauważy, jakie to są dwa małe radośniaki z moich Małych :] Codziennie dziękuję Bogu, że takie szczęście mam. I ze stanem zdrowia (Gilenya!) i z nimi. Taki sobie mamy tutaj nasz mały prywatny raj.
Pozdrawiamy gorąco wszystkich którzy tu zaglądają :)

Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Koniec Agaty. Tak właśnie.

Barbara Kazana