Posty

Gdy zimno i pada

Obraz
A dziś (dla odmiany, hehe) będę się chwalić moim synkiem. Jacuś, z małą pomocą mamy, odkrył w sobie artystę. Stworzył (rączkami i pędzelkami) piękne, ciut abstrakcyjne, dzieło. Wisi teraz dumnie na ścianie i dumna mama zmusza każdego gościa do, choć kilku, zachwytów nad talentem potomka. Asiunia pomagała w tworzeniu pracy. To znaczy pakowała farbki do buzi, malowała zabawki… Sprzątania trochę było, ale radość Jacuśka i Małej – nie do przecenienia. Tak się wkręcili, że następnego dnia też robiliśmy plakat. Tym razem kredki-klej-bibuła. Na razie niedokończony. A ja się cieszę, że wolą zabawy plastyczne od bajek. Przeczytałam gdzieś wyznanie mamy dorosłego dziecka. Co by zmieniła, jeśli jeszcze raz by je wychowywała. Oprócz zapewnień o mniejszej ilości krzyków, pouczania i mądrzenia się, było, że pozwoliłaby dziecku i więcej się brudzić, żeby lepiej poznawało świat. Jako młoda mama korzystam z doświadczeń koleżanek po fachu. Zanim będzie za późno! ;) Moje geny! ;) Kolorowy pys...

Radzenie sobie z chorobą

Towarzyszka w chorobie, Aga, była kolejną osobą, która spytała mnie, jakie biorę suplementy i   co polecam. Więc postanowiłam poświęcić temu ten wpis. Otóż biorę sporo rzeczy, z czego mam szczególne przekonanie o bardzo pozytywnym działaniu kilku z nich. Są to: - rhodiola – walczy ze zmęczeniem, daje energię, - astaxanthin – jeden z silniejszych przeciwutleniaczy, pomaga szczególnie na oczy, - andrographis – immunomodulujący, naturalny suplement. Badania wykazały że pomaga przy SM, - resveralrol – przeciwdziała ogniskom zapalnym, - cholina + inozytol (warto poczytać o tym), - GLUTATION - także odsyłam do światowej kopalni wiedzy - lisinoratio – jest to lek na receptę, obniżający ciśnienie. Z badań wynika, że potrafi zdziałać cuda w leczeniu SM. - witaminka B complex, oczywista oczywistość.   - i dużo innych, nie będę zanudzać ;) Testowałam także wiele kuracji naturalnych, diet, ziół, cudów-nie cudów. Nie wszystko było dla mnie. Z wielu powodów. Sporo oc...

Błogosławieństwa macierzyństwa

Obraz
Witajcie. Byliśmy dziś w kościółku. Jacuś jeszcze trochę się wstydzi księdza, ale stopniowo podchodzi coraz bliżej w czasie kazania (msza dla dzieciaków, może nie takich małych jak on, ale niech poznaje:) ). Zaczął się u nas sezon orzechowy. Mamy olbrzymi orzech włoski w ogrodzie i co roku zbieramy tyle, że obdzielamy całą rodzinę i znajomych. Ale najpierw jest wielkie suszenie. Orzechy porozkładane po całym mieszkaniu we wszystkich płaskich pojemnikach jakie mamy. A przed suszeniem – oczywiście zbieranie, największa frajda dla Jacusia. Tak się cieszy, jak znajduje orzecha, jak jego mama w dzieciństwie się cieszyła z każdego znalezionego w lesie grzyba. Asia jeszcze nie jest zainteresowana. Za to zbiera jabłka. Nadgryza, zostawia i szuka kolejnego. Jacuś swoimi grabkami sprząta liście. A mówi się, że jesienią w ogrodzie dzieci nie mają co robić. Fakt, z piaskownicy zrobiło się bagno (mimo, że jest przykrywana), basen zimuje w piwnicy, a na mokrą huśtawkę raczej nikogo nie ciągnie. Ale ...

Witajcie pierwszego dnia jesieni

Mój telefon dziś poszedł do serwisu, a tak chciałam się pochwalić wczorajszymi zdjęciami… Byliśmy w kościółku, potem na placu zabaw. I choć bilans strat były spory – lizak upuszczony na piasek, zagubiona czapeczka i butki w psiej kupie – to bilans radości był dużo większy. Szaleństwa na karuzeli, zjeżdżalniach, żarty Jacuchy, że boi się małej dziewczynki (żarty, które rozumiał tylko on, Asia i ja). Bo ostatnio dużo się bawi w udawanie. W sklep, w pożar, w chodzenie do pracy, chodzenie do szkoły, w deszcz (i znikanie sufitu). I te jego teksty.. pewnie fajne tylko dla matki, a dla innych nudne. Ale tak czy siak zacznę je chyba zapisywać. Bo czasem jest wesoło. Jacek dziś rozlał picie, zawołał mnie, pokazał i poważnie powiedział „i co ty najlepszego zrobiłeś!”. Wczoraj jeszcze myślałam sobie, że dobrą mamy pogodę, jak na wrzesień. Codzienne spacerki, zabawy w ogrodzie. Dziś, cóż, wrzesień pokazał pazury. Ale nie nudziliśmy się rano w domku. Odgrzebaliśmy zapomniane układanki, gotowaliśmy ...

Dzień dobry

Robicie czasem rzeczy dla świętego spokoju? Moja mama uważa, że – jako iż stres szkodzi mojemu zdrowiu przy stwardnieniu rozsianym – powinnam przysłowiowe „g…” dla świętego spokoju zjeść. I nie przejmować się. Jakoś jednak nie mam takiego daru. Robienia czegoś wbrew sobie i udawania, że wszystko jest ok. Żeby tylko ze wszystkimi żyć zgodnie, miło i spokojnie. Nie dyskutować, najlepiej to w ogóle nie różnić się. Czasem bym chciała. Spojrzeć obok, nie przejąć się, udawać że coś jest fajne albo prawdziwe. Ale wiem, że jak tak zrobię, potem będzie mnie to zjadało od środka. Dlatego jestem szczera. Niektórzy mnie za to cenią, niektórzy mnie za to nie lubią. Cóż, ja właśnie gówna dla świętego spokoju omijam. Nawet jak mnie to kosztuje czasem kilka kroków więcej. Parę dni temu świętowałam urodziny. Kolejna 19-stka. Czas mknie. Wiecie jaki był mój najlepszy prezent? Taki, że aż się popłakałam ze wzruszenia? Siedziałam sobie na podłodze z Asiunią. Ona przodem do mnie, wtulona w moje piersi....

Wakacji ciąg dalszy

Obraz
Jak Wam mija końcówka lata? Lubię, jak się lato kończy. Już nie jest gorąco, a jeszcze nie trzeba się mocno ubierać wychodząc z domu. I co najważniejsze – nie trzeba ubierać dzieci (Jacek i tak by chętnie pomykał, tak jak go Pan Bóg stworzył). Ogród pełen dojrzałych owoców. W sklepach sezon gruszkowo-śliwkowy za pasem. Oszczędności na klimie. Energia uśpiona upałami zaczyna się powoli budzić. Jakoś chce się robić rzeczy. Zaczęły się zabawy w sklep, w chodzenie do pracy, w wycieczki, w dom. Jacek zadziwia mnie cały czas kreatywnością radosną i niewinną (jego pomysły chyba zacznę spisywać, będzie miał pamiątkę). Przy okazji odkurzyłam kreatywność własną. Nawet porządki się w domu zrobiły, sama nie wiem kiedy;) Myślałam dziś o aktywowaniu telewizji dla maluchów. To że mama nie lubi, nie znaczy, że muszą być pozbawione ważnego elementu dzieciństwa, jakim są bajki. Żeby nie wyrosły na dzikusów. Ostatnia próba bajkowa (parę miesięcy temu) średnio wypadła. Jacuś oglądał minutę, po czym ucieka...

Optymistycznie

Rzeczywiście, dawno mnie tu nie było. Ale nic złego się nie dzieje, wręcz przeciwnie. Dzieje się tyle, że czasu na opisywanie tego – brak. Choć podobno, te osoby, którym szybko mija czas są najszczęśliwsze. Z resztą nie będę Was nudzić zwykło-niezwykłymi dzieciowymi sprawami. Co dziś chciałam napisać? Coś pozytywnego. Ostatnio dużo się modlę do Ducha Świętego z prośbą o mądrość i siłę. Z moich modlitw, mam wrażenie, wynikło coś więcej. Chociaż oczywiście mądrość i siła są nie do przecenienia. Otworzyłam oczy :) Że nie wolno mi się zagubić w tej codzienności, która dzieje się tak szybko, żebym jej nie przegapiła. A zagubić się w rutynie, wbrew pozorom, wcale nie jest trudno. Muszę mocniej docenić, jak wielkim darem jest to – że teraz czuję się prawie zupełnie dobrze. I że chociaż pewne rzeczy mogę już robić od dłuższego czasu – nie mogę zapomnieć, jak wielki to jest dar. Że chodzę. Że widzę. Że samodzielnie mogę robić wszystko przy dzieciach. No i w końcu, że zmartwień jest dzięki t...

Obiecane foty :)

Obraz

Aquapark

Byliśmy w Aquaparku :) Pierwszy raz od niepamiętnych czasów. Asia się czuła jak ryba w wodzie. Pluskała, kopała, cieszyła się, zjeżdżała ze zjeżdżalni, pływała na specjalnym kółku z miejscem na nóżki. Będzie z niej pływaczka. Nie bała się niczego. Nawet jak ktoś pryskał wodą. Jacuś z kolei nawet nie chciał zdjąć ubranka, nie mówiąc o wejściu do wody. Za głośno było dla niego, za dużo ludzi. Dziwił się i nie mógł ogarnąć, o co w tym wszystkich chodzi. Ale powoli się oswajał. Weszłam do wody, on też chciał. Trochę marudzenia było. Ale chwilę później już biegał, oglądał i wspinał na większe baseny, żeby skakać w mamy ramiona :) Nie chciał wracać. A wiecie jak to jest, jak dwuletni „anioł” nie chce skądś wyjść ;) Ale daliśmy radę, był z nami dziadek (z malinowymi bułeczkami) i ciocia Ania. Maluchy takie padnięte… Najpierw przysypiali prawie w samochodzie, a potem padli w domku nawet bez kąpieli. A najwięcej radości, to chyba jednak miałam ja. Patrzyłam, jak moje aniołki poznają świat. Ja...

Humor wraca

Obraz
Upały rozpanoszyły się na dobre, a my się czujemy doskonale. Asia przepięknie mówi ‘mama’. Jacuś opowiada całe zwrotki wierszyków. I śpiewa piosenki. Asia nuci piosenki i usypia nimi lalę. Pięknie tańczy, jak Jacek zaśpiewa. Jacuś proponuje gościom napoje i sam je przynosi. I to bez rozlewania. A ja patrzę i pękam z dumy. Tyle sukcesów i radości. Parę dobrych niespodzianek mnie też spotkało. I to prawdziwych, super niespodzianek. No i cieszę się strasznie, że upały nie dają mi popalić. 100% humoru i dobrego samopoczucia. No prawie 100, bo zawsze jakieś psikusy się zdarzają. Ale nic to. Jutro podobno rekordy ciepła. Ale my się w domu nie nudzimy, takie mam pomysłowe szkraby. Nawet nie trzeba im zabaw wymyślać. Aha, z newsów – moje oko wróciło do normy. Kto by pomyślał :) Na pewno nie ja, bo przyznam, że trochę się bałam. Ale dzięki Bogu wszystko się dobrze skończyło. A poniżej mała sesja mojej ukochanej modelki :]