sobota, 23 maja 2015

Osobiste zwycięstwo

Wczoraj. Zwyczajny dzień dla świata. Dla mnie - niezwykły. Pokonałam mój największy lęk. Lęk, który ciągnął się za mną od wczesnego dzieciństwa. Powiedziałabym że ostatni, ale prawda jest taka, że być może ostatni, ale z tych uświadomionych. Jestem z siebie taka dumna. Na tyle dumna, że chociaż nie zdradzę, czego ów lęk dotyczył, to z wielką radością się tym z Wami dzielę.

środa, 20 maja 2015

Nad morzem

Byłam wczoraj z dziećmi na placu zabaw nad morzem. Tym dużym, z tyrolką. Przyglądałam się różnym dzieciakom i ze zdziwieniem zauważyłam, że połowa ma na głowach kaski. Ludzie powariowali myślę sobie. Ale potem zauważyłam stado (jak to mówi Jacek) rowerków i hulajnóg :) Łatwo kogoś szybko oceniać, prawda? Jacek mnie wzruszył jak poszliśmy na samą plażę. Zobaczył muszelki. Rzucił się do ich zbierania z krzykiem: "Stado muszelek! Jesteśmy bogaci!!"



Karuzela była hitem. I miejscem zawierania serdecznych przyjaźni. Pod tym względem możemy się uczyć od dzieci.



Pierwsza tyrolka w życiu. Spadło małe. Ale zaraz chciało jeszcze raz!

piątek, 8 maja 2015

Pragnienie życia

Wczoraj byłam świadkiem cudu. Opowiem Wam, bo do tej pory nie mogę się nadziwić, co się wydarzyło. W zeszłym roku ogrodziłam posadzone tulipany płotkiem z powbijanych patyków, żeby dzieci nie deptały kiełkujących kwiatów. Wczoraj przyglądałam się z bliska tulipanom. I co zwróciło moją uwagę? Wśród nich rośnie drzewo! Malutkie, ale pełne - listki, gałązki. Jeden z wbitych patyków samoistnie zapuścił korzenie! Wyobrażacie sobie, jakie musiało być w nim pragnienie życia. Gleba jest fatalna, pełno drobin z cegieł. Był jedynie patykiem wbitym w ziemię. A teraz sobie rośnie, żyje. Niewiarygodne, coś pięknego.

Z dobrych rzeczy muszę się jeszcze pochwalić, jaki komplement mi się ostatnio dostał :) Byłam z dziećmi na spacerze w lesie, koło nas. Na moście nad koleją metropolitalną. Bawię się z nimi i obok spaceruje sobie pan. I pyta mnie: "A czyje to dzieci?". Ja na to: "Moje". Pan na to westchnął: "Ech, dzieci mają dzieci!". Haha, czyżbym wyglądała na nastolatkę? Ale mi się zrobiło miło.

Pozdrawiam Was kochani! Piękny maj!

wtorek, 5 maja 2015

fit

Wiecie co dziś odkryliśmy z dziećmi na spacerze? Tuż przy wejściu do lasu koło nas zrobili siłownię pod chmurką! Nie dwa wejścia dalej, nie koło kościoła, nie koło przystanku nowej kolejki - tuż obok nas! Mamy rzut kamieniem. Ale była radość. Większa niż na placu zabaw. Ciężko mi było ich zaciągnąć z powrotem do domu, oj ciężko. Deszcz trochę pomógł, ale tylko trochę.



piątek, 1 maja 2015

Majówka

A dziś byliśmy w ZOO. Tak, kto rano wstaje temu słońce świeci! Teraz pada, ale było bezchmurne niebo...
Asia najbardziej zachwycała się krokodylem i skaczącymi małpkami. Jacek wszystkim po kolei. Przejechali się na konikach, zjedli lody, wycieczka zaliczona! :)

krokodyl otworzył paszczę

ale śmierdzi ten koń!


odważyła się, moja bohaterka!


pingwiny w tle


A jak spadły pierwsze krople deszczu zapakowaliśmy się do auta, a Jacek machał i krzyczał przez oko: "Papa zwierzątka! Będę tęsknił!"

wtorek, 28 kwietnia 2015

Urodziny Jacka

Dzisiaj rano moja starsza latorośl skończyła 4 lata. Z jednej strony – przecież dopiero co był u mnie w brzuszku. Z drugiej – już prawie nie pamiętam czasów, kiedy go nie było na świecie. Czuję jakby był ze mną od zawsze. Mój Jacuś, mój synek. Przyjęcie urodzinowe mamy już za sobą. Świętowaliśmy w sobotę (tak, przy najmniej było ciepło, grillowanie itp…). Wszystko było wymarzone – prezenty, goście, nawet tort z motywem z ulubionej bajki. Wielokrotne dmuchanie świeczek (bo życzeń było więcej niż jedno). Bieganie, skakanie na trampolinie, szaleństwa. Nie zrobiłam ani jednego zdjęcia. Nie złośćcie się na mnie, naprawdę szkoda mi było czasu. Szkoda mi było przegapić najmniejszą chwilkę. Jestem strasznie ciekawa czy Jacek będzie pamiętał swoje czwarte urodziny. Jednak niezależnie, czy będzie pamiętał czy też nie, mam wrażenie, że był zadowolony. Tylko jedna rzecz mu spędzała sen z powiek. Mama kiedyś powiedziała, że zastrzyk (szczepienie) będzie jak minie dużo, dużo czasu, dopiero po urodzinach. Jacek zapamiętał i mówił w sobotę tak: „Ale dziś nie są moje prawdziwe urodziny? Dziś jest tylko przyjęcie? Tylko impreza?”. Ja na to: „A co synek, nie cieszysz się?”. „Ale jak dziś nie są moje prawdziwe urodziny, to jutro nie będzie zastrzyku, prawda?” I rozpłynęłam się w zachwycie nad wrażliwością mojego Skarbu. Nie sądziłam, że będzie mi dane być matką TAKIEGO dziecka. Dziecka, które patrzy inaczej. Które widzi więcej. Czuje więcej. Dziecka, od którego uczę się życia każdego dnia.

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Wiosenne cuda

Ach wiosna. Przepiękna. Dzieci popsuły mi żaluzję w łazience. Z zewnątrz wszystko widać jak na dłoni. Byłam mocno zła, że nie mogę się wykąpać bez potencjalnego bycia podglądaną przez przechodniów. Byłam zła pochopnie. Siedziałam dziś w wannie myjąc włosy i co widzę? Za oknem, na szczycie choinki, która przed Bożym Narodzeniem była skrócona o połowę (bo sięgała linii energetycznej) zobaczyłam sroczkę. Sroczka trzymała całkiem sporawą gałązkę. Obok ptaszka na szczycie drzewa – cały stosik podobnych gałęzi. Oo, myślę sobie, wije gniazdo! Przypatrywałam się, jak z gracją przeplata między sobą patyczki. Co raz to odlatywała i chwilkę później wracała z materiałami. Jak patyczków było dość – wracała z czymś w rodzaju mchu. Z trwogą obserwowałam jak spadła jej na ziemię część pracy. Nie wyglądała jednak na zmartwioną. Woda w kąpieli już mi dawno wystygła, a tymczasem co zobaczyłam – druga sroczka przyleciała z patykiem! To para. Para połączona wiosenną porą, przy pracy w trakcie budowania gniazda, żeby było gdzie powiększyć rodzinę! Od tej chwili sroczki pracowały razem. Razem wylatywały i razem wracały z nowymi zdobyczami. I sama czułam się trochę jak intruz, wkraczający w cudzą intymność, jak obserwowałam tę ptasią pracę, przepełnioną miłością, pełną niezwykłej precyzji i wytrwałości. Za moimi oknami zamieszka ptasia rodzina. Cóż mi po przypadkowych spojrzeniach przechodniów, jak mogę być świadkiem takich cudów.  





Fotki zrobione później. Tak, dalej śledzę, jak tam moi nowi sąsiedzi :)

piątek, 10 kwietnia 2015

Trening uważności

Im świadomiej staram się żyć, tym więcej mam spokoju i radości w sercu. To chyba dobrze świadczy o życiu jako takim, czyż nie?

wtorek, 7 kwietnia 2015

Świąteczna pamiątka

Moje zdolności (oraz chęci) fotograficzne nie utrzymują się na zbyt wysokim poziomie, ale podzielę się z Wami, jak wyglądał nasz drugi dzień Świąt u dziadków.


Pokaz umiejętności zdobytych na moim orbitreku

Walka o pistolet na wodę

wygrałem!

Języczek wystawiony (to z zachwytu nad prezentem od zajączka)


Testowanie prezentu

Ojej, i za domkiem były następne prezenty!

Ta mina miała być straszna


Dzień pełen wrażeń...
Mój kochany wstydzioszek