piątek, 26 sierpnia 2016

Update

Kochani moi… Tęskniliście, co?:) No ostatnio nie mam za dużo czasu. Chociaż czuję, jak mocno ten czas zwolnił. I jako, że tak zwolnił, i mieści się w nim dużo więcej momentów, niż mieściło się do tej pory (hmm…. ciekawe…), nie sposób powiedzieć w jednym wpisie, co się w moim życiu wydarzyło przez ostatnie 4 tygodnie. Chociaż, spróbuję, czemu nie. Wydarzyło się sporo.

Byliśmy w dziećmi w Sobączu nad jeziorkiem. Bliżej natury. Bliżej siebie.

Odwiedził mnie mój Ukochany. TAK, latam sobie i się zachwycam. Nawet nie wiedziałam, że się da… tak wysoko… Tak pięknie… Poprzez siebie nawzajem -  bliżej siebie.

Tak się dobrze czuję w swoim ciele… Serio. Jak nigdy. Ani po, ani nawet przed diagnozą. Czuję więcej, widzę więcej. I też bardziej kocham. I jestem bardziej sobą.

Spokojniejsza się też zrobiłam (tak, JA!). Oddycham spokojniej. Tętno jakby niższe. Żyję wolniej, a jednocześnie bardziej. Takie to dziwne…

A zdjęcia… zdjęć przez ostatni miesiąc zrobiłam gigabajty. Nie mam pojęcia jak mam coś z tego wybrać żeby Wam pokazać… Synteza wydaje się zupełną niemożliwością. No dobra, spróbuję coś.

Razem

(Te ładne, to zasługa Ukochanego)








Z ogródka

Lotnisko. Alhumbhra!

Aquapark

Z Sobącza


Sobąckie słońce


Garnizon


Sztuka Wyboru


Słońce w garnizonie


Całuję Was! 

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Jak ryba, co wypływa na wycieczkę w poszukiwaniu wody

W brzuchu ciężarnej kobiety były bliźniaki. Pierwszy zapytał się drugiego:
- Wierzysz w życie po porodzie?
- Jasne. Coś musi tam być. Mnie się wydaje, że my właśnie po to tu jesteśmy, żeby się przygotować na to co będzie potem.
- Głupoty. Żadnego życia po porodzie nie ma. Jak by miało wyglądać?
- No nie wiem, ale będzie więcej światła. Może będziemy biegać, a jeść buzią....
- No to przecież nie ma sensu! Biegać się nie da! A kto widział żeby jeść ustami! Przecież żywi nas pępowina.
- No ja nie wiem, ale zobaczymy mamę a ona się będzie o nas troszczyć.
- Mama? Ty wierzysz w mamę? Kto to według Ciebie w ogóle jest?
- No przecież jest wszędzie wokół nas... Dzięki niej żyjemy. Bez niej by nas nie było.
- Nie wierzę! Żadnej mamy jeszcze nie widziałem, czyli jej nie ma...
- No jak to? Przecież jak jesteśmy cicho, możesz posłuchać jak śpiewa, albo poczuć jak głaszcze nasz świat. Wiesz, ja myślę, że prawdziwe życie zaczyna się później.

All we need is right there inside

czwartek, 28 lipca 2016

Kroczek w górę

Cześć kochani. Wiecie, mam teraz taki okres… Wszystko "się" układa i to w wymarzony sposób. Marzenia się materializują. A proces twórczy… Cały czas odkrywam tajniki manifestacji. I tylko przecieram oczy ze zdumienia. Kochani, czy Wy wiecie ile od Was zależy? Czy wiecie, że każda Wasza myśl tworzy? Nie tylko to, czego sobie życzycie, co byście najbardziej chcieli. Co planujecie. Też to, czego się boicie. Im więcej uwagi poświęcimy na to, żeby dbać o jakość i kierunek naszych myśli, tym rzeczy będą nam „się” piękniej działy. Najłatwiej powiedzieć, że nie mamy wpływu. Na nasze zdrowie, na nasze relacje, na inne rzeczy. Że wszystko się nam „przytrafia”. Jestem głęboko przekonana, że wszystko, co się dzieje, stworzyliśmy sami. Wraz z osobami które pojawiają się w naszym hologramie (nigdy przez przypadek!). Zamiast szukać winnych, obserwuj. Zapytaj… czemu to mi się akurat dzieje? Czemu straciłem pracę? Czemu spotkałem tą (niekoniecznie-miłą) osobę? Czego próbuję się w ten sposób nauczyć? Bo… jak już zrozumiemy czemu… nie będziemy musieli tego robić ponownie. Nie będziemy musieli do tego wracać. Mówi się że ludzie powtarzają schematy relacji. Powiedzmy najpierw ojciec alkoholik, potem partner. I każdy następny partner też. Najpierw ojciec bije, potem mąż. Czemu tak się dzieje? Czy można z tego schematu wyjść? Pewnie że można. Ale „samo” się nic nie zrobi. Najpierw musimy zrozumieć DLACZEGO. Jaka jest w tym lekcja. Odłożyć na chwilę na bok maskę męczennika, którego „los” skrzywdził i wziąć odpowiedzialność. Bo tak, mamy wpływ. Powiem więcej, to jest takie piękne. Że rzeczy naprawdę od nas zależą. Odpowiedzialność to pierwszy krok ku wolności. Wszystko można przekroczyć. Wszystko co nas blokuje. Ale najpierw (zanim to przekroczymy, uleczymy), trzeba dowiedzieć się (i przyjąć), co to takiego jest. A to wymaga odwagi. Niemałej.


edit: PS. A dziś? Dziś rocznica śmierci Herberta. Pochylam głowę. Dziękuję.

poniedziałek, 25 lipca 2016

sobota, 23 lipca 2016

Z zoo

Nie będę opowiadać... Smutno. Dzieci w każdym razie zadowolone.






Na dobry początek weekendu

 



Ach przecież ja już nie muszę! Krzyczeć. Nie muszę. Jak dobrze,
że nie muszę. Oddycham. O ile piękniej można kochać, jak nie trzeba krzyczeć. Udowadniać
sobie rzeczy. O ile lepiej można pomagać, jak już się naprawdę siebie kocha.
Porzuciwszy balast mechanizmów obronnych. Porzuciwszy wszystko, co nam zasłania
istotę rzeczy. Jaka jest istota? Jaka jest TWOJA istota? Czy ją widzisz? Wiesz,
że ona tam jest. Wiem, że wiesz. Co ci ją zasłania?

czwartek, 21 lipca 2016

A marzy mi się...

Prawda że ładne lato? I PRAWIE nie jest gorąco! A tak ładnie. Znowu zabrałam Małe do aquaparku. A jutro... może plaża? Oni chcą jechać do Zoo. Tak nie lubię Zoo... Zobaczymy.

Aaa, miałam parę ekstra refleksji (haha), którymi się chciałam podzielić, ale no nie dadzą mi chwili spokoju, no way.... Może potem :) Btw ciekawe czemu... czego jeszcze nie ułożyłam w głowie wystarczająco, żeby Wam tu powiedzieć :P Nic się nie dzieje bez powodu, ja wiem. A teraz... Teraz dam się im wyciągnąć na dwór, no dam.




Na granicy Sopotu i Gdyni. Musiałam się upewnić ;)

poniedziałek, 18 lipca 2016

O błędach

Wszyscy je popełniamy. Mniej lub bardziej świadomie. Mniej lub bardziej celowo. Jakie ja popełniam błędy? Oj różne. Zwykle takie, których popełnienia nie dostrzega świat. Których większość nie dostrzega. A czasem i takie, których nie dostrzega nikt. Oprócz mnie oczywiście. Sobie wypunktowuję każdą maleńką rzecz, która nie jest idealna. Zauważam. Staram się korygować. I mam wrażenie, że ten perfekcjonizm mój (Też błąd? Blessing? Cecha osobowa?) pochodzi z dużo wyższego poziomu mnie, niż obecnie świadomie zdaję sobie sprawę. Nie mogę tego dokładnie zlokalizować. Ale tak naprawdę… czy to nie jest ‘idealne’? Nie dość, że rozwijam się ładnie i szybko i dotrzymuję słowa, gdzie trzeba i w ogóle... To jeszcze mogę GO, ten mój perfekcjonizm szczęsny/nieszczęsny dostrzec. I nauczyć się wybaczać sobie. I po prostu słuchać. Bez poczucia winy. Bez przyznawania wartości. Bez wyrzutów sumienia. Bo jaka jest lekcja 2 poziomy dalej? A może i na poziomie zero, który pod osłonką perfekcjonizmu TAK się mocno oddalił? Że błędów nie unikniemy. A kochać siebie musimy i tak. Bóg nam wybacza. Czemu nie możemy wybaczyć sami sobie? Co to za twist jest wstrętny. A może próżność? Idealizm? Wiara że skoro „powinniśmy” być idealni to JEST to możliwe? Coś tam pamiętamy chyba. Skądś. Kim jesteśmy.


Całuję Was kochani! Dobrej nocy (dnia).