Posty

Gilenya

Cześć kochani :) Jak samopoczucie? U mnie parę baaardzo ekscytujących rzeczy. Takie, powiedzmy, manifestacyjne nasionka (na razie). Cieszę się strasznie i opowiem Wam, jak będę miała konkretniejszy plan. 

2 maile i 1 komentarz z pytaniami o gilenyę, więc postanowiłam napisać. W tamtym okresie, a brałam od 2013 roku, gilenya była dla mnie wybawieniem. Ania mówi, że postawiła mnie na nogi. Dokładnie tak było, w dosłownym tego słowa znaczeniu, bo wtedy nie wychodziłam z domu bez wózka. Ale stopniowo, zaczynała mi coraz bardziej szkodzić. Leukocyty poleciały na łeb i szyję, a ja zaczęłam chorować. Ciągłe infekcje, szczególnie górnych dróg oddechowych i pęcherza i w związku z tym ciągłe antybiotyki. W ustach afty, i jeszcze parę inny problemów skórnych. Nie było na to lekarstwa, a ból i dyskomfort okropny. Więc zrezygnowałam z gilenyi. Troszkę mi się pogorszyło po odstawieniu, ale już wszystko wróciło do normy i mój stan śmiało mogę określić jako stabilny. 
Był jeszcze jeden intuicyjny powód…

O ciałku

Cześć kochani. TGIF?:) O czym dziś? O dbaniu o siebie, o swoje ciało. 

Nie od razu wiedziałam, czego potrzebuje moje ciało. Kiedyś, to co robiłam, było mocno chaotyczne. Testowałam różne rzeczy na zasadzie „tonący brzytwy się chwyta”. Szkodziły mi te rzeczy. Nie tylko alternatywna medycyna, ta konwencjonalna chyba zaszkodziła mi najbardziej. Lata immunosupresji (interferon, copaxone, gilenya), przez to ciągłe infekcje i antybiotyki. Lata antydepresantów, bo przecież lęk (stres) szkodzi na SM, trzeba przed nim jakośuciec. Sterydy przy każdym pogorszeniu. Leki przeciwzapalne przy każdym bólu. I nie tylko medycyna mi szkodziła. ŻYCIE. Lata dezodorantów z aluminium (neurotoksyna, ale kto to wiedział?). Lata past do zębów z fluorem (neurotoksyna, ale kto to wiedział?). Lata diety nie-mądrej. Lata pośpiechu. Wreszcie lata wymagania od siebie za dużo, nie doceniania siebie, stawiania sobie nierealistycznych standardów. 
Nie da się wyzdrowieć z dnia na dzień. Że nagle się „oświeciłam” na temat …

O miłości i lęku

Obraz
Cześć kochani:) Co dziś za dzień? Taaaak, dzień miłości! Kocham walentynki. Tak bardzo, że codziennie je świętuję. Ale dziś oczywiście świętuję świadomiej i dobitniej. Nawet planuję serduszkowe naleśniki. Jaglano-gryczane. Z „twarożkiem” kokosowym. Pochwalę się potem:)
Pamiętacie, jak Wam kiedyś pisałam o dwóch biegunach? Na jednym jest miłość na drugim lęk. Ale to nie jest continuum, nie ma nic pomiędzy. Albo jest miłość albo lęk. To znaczy, zawsze, kiedy nie ma miłości jest lęk. Nazwijmy to zazdrością – też lęk, boję się że kogoś stracę, bo nie kocham siebie (i uzależniam swoją wartość od tego, że ktoś ją potwierdzi). Nazwijmy to złością – też brak miłości – boję się, że nie kontroluję czegoś, że nie robię wystarczająco dużo. Nazwijmy to smutkiem – brak miłości – czego się boję, może zrobienia czegoś i odpowiedzialności, może nie kocham siebie i nie daję sobie na coś szansy. Mogłabym tak mnożyć. 
Co dobrego z tego wynika? Kochani, na każdy lęk jest lekarstwo. I to dostępne nam lekarst…

O miejscu

Cześć kochani. Wiecie już, czego chcecie? Od życia, od siebie? Jaki jest TWÓJ następny krok? 

Chcę się z Wami dziś podzielić, jak te „następne kroki” na naszej drodze planować. Konkretniej chodzi mi o zrobienie miejsca na nowe. Żeby zrobić miejsce na nowe przekonanie, trzeba pozbyć się starego przekonania. Nie mogę jednocześnie myśleć w coś, w co uwierzyłam dawno, dawno temu, np. „SM jest nieuleczalne” i próbować się wyleczyć, testując coraz to nowe terapie, diety, ćwiczenia. Myśl, która we mnie tkwi, że to wszystko i tak jest na darmo, sprawi, że dokładnie tak będzie. Nie mogę sobie pomóc, dopóki nie wierzę, że jest to możliwe. 
Ale skąd mamy wiedzieć, jak posprzątać w naszym umyśle, żeby zrobić miejsce na nowe, dobre myśli? Które przekonania szkodzą nam najbardziej? Często przecież, nawet nie wiemy, jakie W OGÓLE mamy przekonania na jakiś temat. Powiem Wam o przykładzie przekonania, które we mnie tkwiło bardzo głęboko i jednocześnie nie było dla mnie do końca dostępne. 
Pod koniec zesz…

O odpowiedzialności

Obraz
Jeśli nasze myśli tworzą naszą rzeczywistość… Jeśli to wiemy, i nawet doświadczyliśmy tego… Może się zdarzyć takie „wow!”. JEŚLI naprawdę jestem twórcą w swoim życiu, to CZEGO ja właściwie chcę? Skoro mogę „pomóc” się temu zadziać, dzięki moim własnym myślom… Co to jest to „coś”, czego pragnę, co mnie spełni, co mi pomoże? Duże pytanie, co… Bardzo duże pytanie. 

Myślę, że ważna jest tutaj precyzja. Konkrety. Intencja „chcę być szczęśliwy” nie jest zbyt precyzyjna. Mi pomaga po pierwsze wyobrażenie sobie dokładnie, czego bym chciała. A po drugie „poczucie” uczuć z tym związanych. 
Na przykład chciałabym zacząć chodzić na basen. Wyobrażam sobie więc, że znajduję na to czas. Wyobrażam sobie, jak się będę czuła pływając i o ile lepiej się będę czuła po pływaniu. Wyobrażam sobie, jaka jestem z siebie dumna, że udaje mi się to zorganizować z dziećmi, dojazdami i tak dalej. Wyobrażam sobie, jak moje ciało się cieszy, że dostaje więcej ruchu, endorfin. Wyobrażam sobie, jak woda mnie leczy. Wyob…

O myślach ciąg dalszy

Obraz
Cześć kochani. Jak się czujecie? Niech to będzie ekstra dzień. 

Ostatnio pisałam, o tym, jak ważne jest to, co myślimy. Dziś będzie o zdrowiu. Choruję, wiecie, że choruję. Jestem przekonana, że zanim zachorowało moje ciało, zachorowała dusza. Ciało jest moim zdaniem najbardziej zewnętrzną częścią człowieka, najmniej intymną. I teraz, co zrobić, żeby poczuć się lepiej? 
Jeśli będę myśleć o sobie, jako o „osobie niepełnosprawnej”, jeśli będę myśleć o swoich objawach (myśleć lub opowiadać ludziom czy to w celu wyżalenia się, czy też zdobycia współczucia z ich strony), nasilam te objawy. Jeśli myślę o swoich ograniczeniach „dodaję” im racji bytu. Potwierdzam, że są, że „tak już jest”. Ale ja nie chcę, żeby tak było. Ja chcę się czuć dobrze. Dlatego skupiam się na dobrych rzeczach. Doceniam swoje sukcesy. Sukcesy w ćwiczeniach, sukcesy w odżywianiu się. Sukcesy w coraz lepszym rozumieniu siebie i w konsekwencji też rozumieniu swojego ciała. 
Rozmawiam ze sobą w lustrze. Szczególnie, jak mi ci…

O naszej osobistej mocy

Obraz
Cześć kochani. Dzisiaj o naszej osobistej mocy. Tak jest, jeszcze troszkę o potędze naszych własnych myśli. Jesteśmy czymś więcej, niż tylko naszym ciałem. Dużo, dużo więcej. Fakt, nie jesteśmy wszystkiego świadomi stąd tutaj. Ale, czy nie zdarzyło się Wam, że w życiu, dzieje się „akurat przypadkiem” coś,o czym wcześniej myśleliście? Jakieś „znaki” od wszechświata? Że nie jesteśmy sami, że nasze myśli są słyszane? To się dzieje. 

Mam swoją teorię, po co się dzieje… Myślę, że takie „zbiegi okoliczności” czy też „znaki z góry”, dzieją się po to, żebyśmy uzmysłowili sobie rzeczy. Przede wszystkim fakt, że nie jesteśmy sami, budujące. 
I druga rzecz – jak ważne jest to, o czym myślimy (swoiste ‘obudź się, wszystko, co pomyślisz ma znaczenie, może ci pomóc, ale też może ci zaszkodzić’). Kiedyś tak tłumaczyłam dzieciom, jaka jest moc ludzkich myśli. Wyobraź sobie, że masz w dłoni kubek gorącej herbaty. Pełny. I musisz z nim zejść po schodach. Schodek, za schodkiem, idzie ci ekstra. Ale co się…

O ko-rezonansie wibracyjnym

Cześć kochani. Miło wiedzieć, że jest ktoś z drugiej strony. Nawet, jeśli są to dwie wiadomości. Bless you, Ania, Asia. Wiecie czemu „znudziło” mi się pisanie „w przestrzeń”? Bo kiedyś, jakieś 5-6 lat temu było zupełnie inaczej. Mój świat był kompletnie inny. Kiedyś… JA byłam zupełnie inna. Kiedyś narzekałam, że nie mogę chodzić, narzekałam, że nie mogę utrzymać kubka w ręku, podpisać się. Narzekałam, że nie mam pieniędzy na leki i nie mam już na nic nadziei i że koniec Agaty. Wtedy dostawałam, od czytelników bloga, dziesiątki maili. Serio, nie nadążałam, żeby na wszystko odpisywać. Ja wiem, to dobrze. Ludzie chcą pomagać, nawet jeśli jest to podzielenie się własnymi objawami. 

Ale z drugiej strony… Smutno mi, bo mam wrażenie, że ludzie wolą czytać złe rzeczy. Złe wiadomości. Zły przekaz. Kiedyś w Stanach ktoś stworzył radio, podające tylko dobre wiadomości. Bardzo szybko zbankrutowali. Parę lat temu, fakt, że nie trzymam moczu i kału był bardzo, bardzo popularny. NAPRAWDĘ popularny. A…

O przerwie

Cześć kochani. Dziś chciałam powiedzieć Wam, że na razie przerywam pisanie bloga. Od grudnia napisałam 25 notek i nie dostałam od Was żadnej informacji zwrotnej, żadnego komentarza, żadnego maila. Nic sugerującego, że ktokolwiek w jakikolwiek sposób rezonuje z tym, co piszę. Nic złego, oczywiście, ale nie chcę mi się pisać w przestrzeń. Może tu wrócę. Kto wie. No dobra, pewnie wrócę. Jeszcze nie wiem, kiedy. Na razie nie będę się dzielić swoją podróżą. Kocham Was i jestem z Wami duchem. Niech WASZA podróż będzie piękna, dobra i niech Wam przyniesie dużo, dużo radości. Blessing <3

Przyczyny duchowe a przyczyny fizyczne

Cześć kochani. Pamiętacie moją ostatnią notkę? O moich przyczynach SM? Pisałam o przyczynach fizycznych i przyczynach duchowych. 

Chciałam dziś do tego wrócić i troszkę rozwinąć. Jestem przekonana, że najpierw dzieje się coś na wyższych poziomach, a dopiero potem manifestuje się w ciele. Na przykład, żeby śledziona się rozchorowała, musi być najpierw jakaś psychiczna obsesja. Jak choruje tarczyca, często najpierw było jakieś upokorzenie. Jak chorują oczy – często najpierw nie chcemy czegoś widzieć, albo nie podoba nam się to, na co patrzymy. Uszy – nie chcemy czegoś słyszeć. Nos – nie chcemy słuchać intuicji. Uzależnienie – chcemy uciec od siebie. Wrzody – mamy poczucie bycia niewystarczająco dobrym. Wątroba – niechęć do zmian i wybaczenia (to samo rak, przy głębokich zranieniach). Upraszczam, żeby pokazać mechanizm.
Choroba każdej części ciała jest symbolem, bardziej zewnętrzną manifestacją choroby poziomu duchowego. Jeśli rozwiążemy nasz problem duchowy wcześniej, zanim pojawi się cho…