poniedziałek, 11 grudnia 2017

„Gram w kiepskiej sztuce życiem zwanej, lecz chciałabym w niej zagrać pięknie”

Ekstra punkt wyjścia, Jacek. Kaczmarski. A jak już, Saro kochana, wypiękniejesz, to kiepska sztuka, stanie się naprawdę dobrą sztuką. To kim jesteśmy, wysyłamy w nasze otoczenie, w nasz hologram. Także zmieniając się na lepsze, rośniemy, rozluźniamy się. I dzieje się magia. Ok, fizyka kwantowa;) Hologram pięknieje. Prawo przyciągania nie jest do końca o tym, że przyciągamy do siebie to, czego pragniemy. Prawo przyciągania polega na tym, że przyciągamy do siebie to, czym jesteśmy. Warto być świadomym, co się myśli. I zreflektować się czasem – „czy chcę żeby ta myśl, co to mi właśnie przebiegła przez głowę, tworzyła moją przyszłość?” Czy myśląc o negatywnych rzeczach, krytykując siebie i innych, tworzymy przyszłość pełną miłości i pokoju? Czy myśląc o tym, jaka ja jestem biedna i chora, tworzymy sobie zdrową przyszłość? Czy myśląc o długach i zobowiązaniach tworzymy sobie dostatek? Co więc zrobić, żeby przyciągać do siebie to czego naprawdę chcemy… Musimy się tym stać (och come on, PEWNIE że to jest możliwe:). Nie tylko myśleć dobre myśli, spójne z naszym marzeniem. Także poczuć. Pomedytować, jakby to mogłoby wyglądać emocjonalnie, jakbyśmy już spełnili nasze marzenie… Spróbować poczuć. I myśleć dobre myśli. Razem – stać się tym. Wtedy nasza częstotliwość (wysyłana przez nas wibracja) staje się zgodna z częstotliwością pożądanej przez nas manifestacji. Wtedy nic już nie stoi na przeszkodzie, żeby to, czego pragniemy, radośnie do nas przygrawitowało. 

Kocham Was! :)


PS. Będę czasem pisać rzeczy. Niech płyną, niech świadomość rośnie. A kiedyś, KIEDYŚ (już niedługo) wszyscy, ale to wszyscy, będą wiedzieli, że nasze myśli tworzą (to jedna rzecz, którą bym chciała wszystkim uświadomić). Co z tego wynika, otóż, zmieniając nasze myśli, możemy zmienić swoje życie. A druga rzecz, którą chciałabym się z Wami podzielić - drogą do tych zmian jest miłość własna, wybaczenie sobie, bycie dla siebie dobrym. Także... będę czasem pisać rzeczy. O.
Ta A'sha inTa DorA' (and so it is:)


niedziela, 10 grudnia 2017

O odpowiedzialności

Cześć kochani. Jestem:) Postanowiłam się z Wami podzielić kilkoma przemyśleniami o odpowiedzialności. 

Odpowiedzialność. Co może blokować nas przed decyzją, żeby brać odpowiedzialność za swoje życie? Poczucie winy na przykład może. Poczucie winy jest zupełnie bezużytecznym uczuciem, ani nie sprawia że się czegoś uczymy, ani nie naprawia naszego błędu – nic nie zmienia na lepsze. Tylko sprawia, że czujemy się źle, i dodatkowo ‘guilt always looks for punishment’, więc manifestujemy sobie „karę”.  I jak już mamy problem z poczuciem winy, to nie podejmowanie odpowiedzialności jest potrzebne dla naszej ochrony. Żeby nie generować jeszcze więcej poczucia winy, przy okazji każdej niefortunnej manifestacji. Więc, żeby zacząć brać odpowiedzialność za rzeczy, świadomie tworzyć, a nie tylko być materiałem w procesie tworzenia innych, trzeba najpierw wyleczyć swoje poczucie winy. Wybaczyć sobie. To jest zupełnie wykonalne, korzystając z wiedzy, że zawsze najzawszej robimy najlepiej, jak tylko jest to możliwe, biorąc pod uwagę poziom wiedzy jaką dysponujemy oraz nasz aktualny poziom świadomości. Kiedyś się rozwiniemy, dowiemy rzeczy i może postąpimy lepiej. Ale to, co już było – wiedzmy, że nie mogliśmy postąpić inaczej. Wybaczam sobie. I forgive myself. I am forgiven. 

Kiedyś zastanawiało mnie czemu guilt, to zaburzenia w piątej czakrze. Guilt blokuje twórczość, coś, po co piąta czakra jest, nasza ekspresja, electrical, 2nd density. Przestajemy tworzyć. Z lęku, żeby potem nie cierpieć pod ciężarem wyrzutów sumienia. A jaka jest piąta ‘atitude of mastery’, LECZĄCA tą piątą czakrę? Responsibility. Właśnie tak to jest powiązane. I piąta ‘responsibility of mastery’ – self-love.
Kocham Was, 


piątek, 15 września 2017

Życie Cię kocha

Dostałam zaproszenie na debatę o konfliktach społecznych. Nie pójdę, dzieci... Ale zawsze mogę się pomądrzyć tutaj:) Konflikty społeczne? Blessing. Ktoś z kim mamy konflikt pokazuje nam, odbija nam coś, co jest ważne dla naszego rozwoju, czego sami nie byliśmy w stanie zobaczyć, bez jego pomocy. Nieważne czy „my” to ja czy grupa. Gramy dla siebie nawzajem te role, uczymy się od siebie. Wyciągnąć wnioski i być wdzięcznym. To wcale nie jest trudne, a nawet zupełnie łatwe. To tylko schemat myślowy, który trzeba zmienić. Że nie ma ofiar, nie ma winnych i nie ma przypadków. Wszystko dzieje się dla naszego wspólnego dobra. Współ-tworzymy. I wystarczy że wystarczające quantum osób w grupie to zrozumie i zaczyna się shift.

A na zupełnie osobistym poziomie… Jak kogoś nienawidzimy, ktoś nas denerwuje, nie możemy znieść jego zachowania… Można sobie pomyśleć, ok, nie cierpię go. Mogę sobie z tego powodu napsuć jeszcze trochę nerwów albo założyć, tylko założyć, że nie ma przypadków i wszystko, co się dzieje, dzieje się dla mojego najwyższego dobra. Relacja z tą osobą jest mniej ważna niż moja relacja ze mną. Relacja z tą osobą może mi pomóc, nauczyć się czegoś o mnie, rozwiązać coś do tej pory nierozwiązanego w moim osobistym życiu. Może jest coś, czego nie cierpię w sobie? Czego nie mogę sobie wybaczyć, zmienić? Może nie jestem dla siebie zbyt czuły, wyrozumiały? Ciągle się krytykuję? Może tak naprawdę trudno mi siebie kochać?

Ok, to teraz pomyśl… czy krytykowanie siebie gdzieś cię kiedyś zaprowadziło? Czy kiedyś ci pomogło?  

Jeśli nie, można spróbować alternatywnego podejścia. Nowego podejścia, które twoje ciało, twój umysł i twoja dusza mogą duuużo bardziej docenić. Podejścia chwalenia siebie, doceniania. Podejścia bycia dla siebie dobrym. Podejścia „Jestem wystarczająco dobry. Kocham i akceptuję się takiego jaki jestem tu i teraz. Życie mnie kocha. Ja siebie kocham. Kocham i aprobuję.”

Znacie ten eksperyment? Pisała o tym Louise Hay, już kilka dekad temu. Podejdź do lustra i uśmiechnij się do siebie. Powiedz „Kocham cię. Naprawdę cię kocham.” Jeśli przyjdzie ci to łatwo – ekstra. Jeśli ciężko przechodzi przez gardło, czujesz że to tylko słowa, nieszczere, nieprawda…. Może warto poćwiczyć? Nasza podświadomość bierze wszystko, co usłyszy, za prawdę. Nie ma poczucia humoru. (To prawdziwy strach jak oglądamy horror, nieważne że umysł mówi „to tylko film”, ciało się NAPRAWDĘ boi). Zamiast strachu wykorzystajmy to, jak ta podświadomość działa, na naszą korzyść. Powiedzmy jej/sobie do lustra „kocham cię”. I powtarzajmy. Aż uwierzy. A jak ona uwierzy, to „zejdzie z drogi” świadomemu umysłowi. I będziemy dla siebie czulsi, zobaczymy jacy jesteśmy piękni.

Wracając do osoby z którą mamy konflikt. Ta osoba, COŚ nam próbuje pokazać o nas samych. I tylko od nas zależy, czy wyciągniemy z tego wnioski. Plus wyciągnięcia wniosków i przyjrzenia się sobie (zamiast projektować rzeczy na inne osoby w hologramie) jest taki – że JUŻ SIĘ TEGO NAUCZYLIŚMY. I więcej nie będziemy musieli manifestować sobie podobnej sytuacji. Lesson will be learned.

Całuję Was kochani! :) Jestem. Zawsze jestem. Nawet jak mnie nie ma, jestem. Kocham Was wszystkich.