czwartek, 17 kwietnia 2014

Dobrych Świąt kochani!

Przeziębienie Asi, które ciągnęło się właściwie już od czwartku, niestety się rozkręciło. I przekształciło w paskudne zapalenie ucha. A nie chorowała tak porządnie od jesieni, czyli, jak na tak małego Aniołka, całkiem spory kawałek czasu. Wczoraj zaczęła gorączkować, toteż pojechaliśmy do pani Doktor. Posłuchała, obejrzała. Zajrzała do gardełka, do uszka i... niestety sporo wydzieliny. Lekarstwa już są i kurujemy się, teraz tak porządnie, bo to nie byle katarek. Dobrze, że nic ją nie boli. Nie łapie się nawet za to uszko, ani za głowę. Tylko marudzi. Jak to chore dziecko. A Jacuś dostał pochwałę od pani Doktor, jaki jest grzeczny. Pokazał sam gardełko, nawet bez patyczka. Na szczęście czysto. A i Najmłodsze wykurujemy i będziemy znowu śmigać po ogrodzie :] Bo wiosna choć powoli to chyba się zbliża. Czereśnia u nas w ogrodzie już pięknie kwitnie.

Aa, zapomniałabym o najważniejszym! Miałam podziękować dwóm dobrym duszom! Magdzie i Adzie. Kochane, dziękuję Wam gorąco!! A dzieci dziękują jeszcze bardziej :)

Tradycyjnie pozdrowienia dla wszystkich, którzy tu zaglądają. No i... wypadałoby złożyć życzenia świąteczne :) Niech te Święta będą dla Was okazją do celebrowania życia. Które zwyciężyło. I mnóstwa, mnóstwa radości Wam życzę. Nawet jak trzeba będzie jej trochę poszukać. Życzę Wam, żeby łatwo się znalazła i sprawiła, że będą to niezapomniane Święta!

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Niespodzianka!

Wiecie kto jest kochany? Ola jest kochana :) Dostaliśmy dziś paczkę. Jacuś pyta: "mama zamawiałaś coś?". Ja mówię, że nie. "Hmm, ciekawe co to jest, mogę otworzyć?". I co to było? Prezent wielkanocny od Oli. Prześliczne ubranka dla Jacka i Asi ze słodkościami. I ze wzruszającą kartką. Dzieci szalały. Super niespodzianka. Ostatnio spotykają nas same dobre niespodzianki, te złe nas omijają. Oli dziękujemy i cieszymy się strasznie!!

sobota, 12 kwietnia 2014

O Kopciuszku

Dziś moje dzieci miały swój debiut na widowni teatru. Sztuka była im znana (acz przedstawiona w nieco inny - lecz także baśniowy - sposób). Była to bajka o Kopciuszku. Trwała ponad godzinę. Teatr pełen dzieci. I żadnego biegania, przeszkadzania. Jacek i Asia, także, dwa wzory grzeczności. Po prostu przedstawienie było tak pięknie zrealizowane, wręcz magicznie, że nie było mowy, żeby zajmować się czymś innym, nawet jak się nie ma jeszcze skończonych 2 latek (tak jak Asia). Wszystko pełne kolorów, piosenek, tańca i śmiechu (dzieci pocieszały smucącą się dziewczynkę "Tańcem Rozweselańcem"). No rewelacja. Następny spektakl w Domu Kultury w Gdyni w maju. Wszystkim z Trójmiasta gorąco polecam. http://kultura.trojmiasto.pl/Kopciuszek-s1823.html I małym i dużym. A nasza następna wizyta w teatrze już niedługo (mam nadzieję!), jak w Miniaturze wznowią Czerwonego Kapturka. Przedstawienie od 2 lat i z doskonałymi recenzjami, więc już nie mogę się doczekać.

Zdjęcia niestety nie oddają piękna wydarzenia, bo w czasie trwania spektaklu oczywiście nie można  było robić zdjęć.





Przy okazji pobytu w Gdyni, zajechaliśmy do Kliniki dla zwierząt, żeby dzieci zobaczyły, gdzie pracuje ich dziadek. Akurat był jeden pies na kroplówce, drugi na stole w gabinecie przyjęć, jeden rekonwalescent bezpośrednio po zabiegu oraz mały kotek w inkubatorze. Małym najbardziej podobało się jednak w sklepie zoologicznym. Trochę mnie to zaskoczyło, bo zwierzątka to one kochają mocno i ze szczerego serca. Jacek miał przebłysk dobrego serca, bo chciał zanieść chorym zwierzątkom zabawki, które były sprzedawane w sklepie. A potem najlepiej ze sobą do samochodu ;)

piątek, 11 kwietnia 2014

Bo kto nie lubi niespodzianek :)

Znaleźć 50zł w kieszeni dawno nie używanej kurtki? Bezcenne. A poniżej parę fot z dzisiejszej wizyty w ogródku.


A tu Jacek i Asia grzecznie bawią się w PRZEDSZKOLU!






czwartek, 10 kwietnia 2014

W domku

Ogród cały mokry, pogoda niepewna - więc dziś mamy z Małymi dzień siedzenia w domu.

Wywołałam zdjęcia. Od sierpnia zeszłego roku do teraz. I dziś od rana segregowaliśmy, układaliśmy w albumach, pakowaliśmy do ramek. A moje próżne dzieci zachwycały się sobą i zachwycały ;) A mama jeszcze bardziej.

I wiecie co dziś czytaliśmy? Ulicę Czereśniową. Wspaniała książka dla dzieci, francuskiego autora. Jedna książka, a szczegółów... jak w Waldo! I to nieprzypadkowych - masa historii, dziesiątki opowiadań, mnóstwo pomysłów, bohaterów i rewelacyjne ćwiczenie dla wyobraźni (bo to książeczka obrazkowa). Dzieci gorąco dziękują cioci Adzie za prezent roku :*
 
A co teraz? Teraz malowanie. A ja odwróciłam głowę, bo strach patrzeć na pomalowaną podłogę, więc przyszłam się z Wami przywitać i napisać co nie co, co się dzieje. Aha, ale malowanie "po wszystkim" udało mi się ograniczyć poprzez prosty pomysł. Koniec z plakatówkami - teraz tylko akwarele. A nimi wcale nie tak łatwo namalować sobie cętki jak u żyrafy albo przyozdobić swoje łóżeczko.

Pozdrawiam Was gorąco i wiosennie i niech to nie będą puste słowa, tylko przełożą się na słupek temperatury za oknem i w serduchu! :*

czwartek, 3 kwietnia 2014

Prośba

Zastanawiałam się, czy napisać. Ale pomyślałam - czemu nie? Kochani, czy macie może jakieś ubranka po swoich dzieciakach? Moje rosną, a budżet nie chce się domknąć, więc z zakupami ciężko. A rosną i rosną. Najbardziej byśmy potrzebowali ubranek na ok.4-5 latek lub nawet więcej dla Jacka (jest wielki jak na swój wiek) i na ok. 3-4 latka dla Asi (jak na swój wiek jest jeszcze większa). Spodnie, koszulki, bluzy, rajstopki, sukienki, czapki, kurteczki - wszystko. Bo zrobiłam porządki w szafkach i niewiele co zostało :/ Byłabym szalenie wdzięczna. Może u kogoś leżą w szafie, bo szkoda wyrzucić i nikt ich nie używa? I może ten ktoś chce zrobić dobry uczynek? :) A nasze 4 torby za małych ubranek Jacusiowo-Asiowych też puszczamy w świat.

środa, 2 kwietnia 2014

Ogródkowa niespodzianka

Trampolina jednak zostaje u dziadków w ogrodzie... Ale... dzieci dostały nowy plac zabaw! Zjeżdżalnia i dwie huśtawki. W piaskownicy świeży piasek. Żyć nie umierać. Asia szaleje. Jacek też. Na razie nie ma szkód w dzieciach. A ja sobie siedzę z boku i obserwuje, jakie to oni mają cudne pomysły na zabawy. Jacek wymyśla, a Asia zrobi wszystko (prawie), co jej każe. I tak ślimaki (muszelki) jeździły po zjeżdżalni a świecznik znalazł 5 nowych zastosowań. A kamyki z 50;) Wspaniale jest mieć dwójkę dzieci. Jeszcze troszkę i będę mogła się położyć na kocyk z książką i patrzeć tylko spod kapelusza, czy wszystko się dzieje tak, jak się dziać powinno. Taka jestem szczęśliwa. Jacek dziś zacałował Asię. Tak ją przepraszał mocno. A potem mamę, bo mama też chciała być zacałowana.  A Asia… Asia zaczyna śpiewać piosenki! Miód płynie na moje serce, a uszy się cieszą jak głupie.


"Mama, łap mnie!"

"Za rączkę!"






A jesienią nie będę musiała wchodzić na drzewo, żeby zebrać jabłka :)




sobota, 29 marca 2014

Wieści

Niedługo będą zdjęcia z trampoliny! Wielka trampolina. Dzieci szaleją. Od rana do wieczora. Takiego prezentu to jeszcze nie miały. Kochana babcia z dziadkiem umieją dogodzić :)

Pierwsze malowanie jajeczek już za nami. I coś czuję, że dużo tego będzie przed nadchodzącymi Świętami, bo nie dość że jest frajda z malowania jajek, to jeszcze frajda z malowania wszystkiego innego dookoła i potem jeszcze frajda chwalenia się przed wszystkimi swoimi dziełami! Jacek szybko się zniechęca, a Asia cierpliwie maluje. Każdy kolor po kolei. I dopiero jak pomaluje całe jajko zabiera się do malowania buzi ;)

Rozmowa Jacka z Asią:
Asia pokazuje na rajstopki i mówi: "Dziura!"
Jacek głaszcze ją po pleckach i mówi: "Nie martw się. Babcia Grażynka ci zanitukuje".

Jak Asia mówi na mgłę (którego to słowa nie potrafi wymówić)?
- "igła"

Kochani, pamiętajcie o mnie przy wypełnianiu PITów, proszę Was gorąco. W zeszłym roku byłam w programach telewizyjnych i radiowych oraz w prasie i jakoś poszła "kampania". Teraz takiej możliwości nie mam. Ale w głębi duszy na liczę na Was strasznie. Grosz do grosza i będzie na leki i rehabilitację. To nie tylko dla mnie korzyść ale też, a może przede wszystkim, dla moich Bogu ducha winnych Malutków. Żeby mama im posłużyła najdłużej, jak się tylko da! Nie dostanę potem adresów, kto mi pomógł (ze względu na ustawę o ochronie danych osobowych). Więc znowu nie będzie osobistych podziękowań:( Ale pamiętajcie, że strasznie doceniam i jestem pełna podziwu dla Waszej bezinteresownej pomocy. Często myślę o wielu rzeczach i doskonale wiem, że sama bym tego nie osiągnęła. I nie doszła do tego, co teraz mam. Wasza pomoc jest bezcenna. 
 

wtorek, 25 marca 2014

Słoneczko nasze rozchmurz buzię...

Halo, halo, gdzie się podziała nasza wiosna? Żonkile już kwitną, tulipany prawie-prawie. Jagody i agresty w ogrodzie już mają liście. Nawet jabłonki się zbierają do kwitnięcia. I teraz co? -1 stopni i deszcz ze śniegiem? Nie, tak nie może być! Reklamacje składam. Trampolina kupiona, w piaskownicy świeży piasek, rowerek czeka i co? No poczekają trochę. Dzieciom poczekać trudniej, ale już mamy sto nowych pomysłów na nieplanowanie przedłużającą się zimę. Wczoraj było dziurkowanie kolorowego papieru w kształcie motylków, tulipanków i koniczynek. Darcie bibułki. Potem wyklejanki. I samorobne kartki wielkanocne. Tak się dzieci starały, więc ci co otrzymają proszę ładnie docenić! :) A jutro zaczynamy malowanie jaj. Drewniane jajka z kieliszkami już czekają. Farbki też. I będzie pamiątka na wieki. A nie taka co śmierdzi już dwa tygodnie później. Jak się pokaże wytęsknione słońce - super. Jak nie - na pewno nie będziemy płakać! :)

PS. Każde z naszej trójki było dziś u swojego lekarza. Także jesteśmy wykończeni, ale za to szczęśliwi że wszystko z głowy i zadbaliśmy o szanowne zdrowie. Trzymajcie się, kochani, mimo aury! Bo nie sposób się dobrze przyjrzeć czemukolwiek i  nie zobaczyć czegoś dobrego. Ale pewnie nie trzeba Wam tego mówić, sądząc po super-pozytywnych mailach którymi mnie zasypujecie :) Pozdrawiam Was wiosennie i gorąco!

sobota, 15 marca 2014

Niewytłumaczalna siła niezwykłego narzędzia

Długo zastanawiałam się, jak się połapać we wszystkich SM-owych nowinkach. Ciągłe nowe pomysły nowych ludzi, jak ograniczyć postęp choroby albo nawet „wyzdrowieć”. Spróbowałam wielu rzeczy. I muszę Wam powiedzieć, że większość tych teorii i związanych z nimi leków ma sens. Jednak cóż – jest tego ogrom. Nie sposób wykorzystać wszystkie metody walki z chorobą. Chociażby dlatego, że często są one sprzeczne ze sobą nawzajem. Z czasem zaczęłam obserwować, że moje początkowe nastawienie do danej terapii ma duży wpływ na jej skuteczność. Dużo się słyszy o efekcie placebo. Jednak nie do końca jestem pewna, czy to jest jedyny mechanizm rządzący skutecznością danej terapii. Myślę, że intuicyjnie człowiek jest w stanie przewidzieć, co będzie dla niego dobre, a co nie do końca. Długo próbowałam opierać się tylko na pewnym w 100% doświadczeniu i oraz równie pewnych dowodach, że coś działa. Obciążałam swój organizm nadmiarem leków, nie potrafiąc bez spróbowania podjąć decyzji, która terapia będzie skuteczna. Teraz, od niedawna, podejmuję, mam wrażenie, racjonalne decyzje przy udziale intuicji. Nie to że wcześniej jej nie było i byłam taka zagubiona. Wcześniej po prostu nie umiałam jej słuchać. A na pewno nie umiałam jej zaufać. I już nie dam się przekonać do testowania każdej nowinki, podobnie jak do odstawienia lekarstw, o których jestem pewna, że ratują mi życie. Jasne, zareagowałam hurra-optymizmem czytając wczoraj artykuł w Neuropozytywnych o przeszczepach szpiku, jako metodzie leczenia SM. Ale czy to jest dla mnie? Czy mogę poddać się związanej z nim chemioterapii i kilkukrotnym wycieczkom do Katowic? I podjąć ryzyko (śmiertelność metody w Europie 3,5-7%)? Rozum mówi, że cóż – badania pokazują że poczułabym się dużo lepiej na wiele lat. Ale intuicja się wtrąca – i to wcale nie tak nieśmiało – „halo, czy na pewno czujesz że to dla ciebie?”.

Wiem, pisałam już o tym kiedyś. Ale cały czas mam wrażenie, że "dojrzewa" we mnie umiejętność intuicyjnego podejmowania decyzji. Od poziomu - nie tylko intelekt jest na świecie - do obecnego poziomu - to co jest oprócz intelektu, jest co najmniej równie przydatne i wcale mi nieobce. Kiedyś tłumaczyłam się przed sobą i przed innymi - czemu tak, a nie inaczej. Czemu ta terapia, przecież jest też tamta i kolejna i kolejna. I rzecz jasna, do końca wytłumaczyć tego nie umiałam. Teraz dzielę się z Wami tymi przemyśleniami, bo czuję się coraz bardziej pewna siebie. Coraz lepiej znam swój organizm i potrafię nim, zazwyczaj, skutecznie zarządzać. Może to tylko moja potrzeba wpływu na własny los, której osoba chorująca na stwardnienie rozsiane jest zazwyczaj pozbawiona. A może coś w tym jest. W każdym razie czuję się dobrze i mam pokój w serduchu, którym (jak usłyszałam ostatnio) potrafię zarażać ;)