piątek, 2 grudnia 2016

Dziękuję

Witajcie kochani. To znowu ja :) Chciałam Wam podziękować. Gorąco i od serca. Dostałam z fundacji raport z 1% podatku za rok 2015, który dzięki Wam udało mi się zgromadzić na moim subkoncie. Otrzymałam od Was ponad 40 tys. zł. To mnóstwo, mnóstwo pieniędzy, co się w moim przypadku przekłada na mnóstwo lekarstw oraz zabiegów rehabilitacyjnych. Dziękuję kochani. Że mogę na Was liczyć, że nie jestem sama. Dostałam tę szansę, żeby się leczyć i ze wszystkich sił staram się jej nie zmarnować. Dobrze się czuję, panuję nad objawami. Jestem coraz bardziej samodzielna. Dzieci zdrowe, szczęśliwe i spokojne. Jestem Wam szalenie wdzięczna. God bless.




Tworzymy

Asia uśmiecha się już NAWET w przedszkolu

Nie ma to jak podkraść zabawkę młodszemu kuzynowi

piątek, 30 września 2016

a-DO'r...ish-Ma-Ta'-A

Dzień dobry kochani. Nie było mnie fakt. Nie dlatego że się źle czułam, czy coś. Nie dlatego, że nie miałam czasu. Powiem Wam, czemu. Otóż tak, rozważałam moje prowadzenie tego bloga i dojrzewała we mnie myśl, że na razie starczy. Że przerwa. Nie mogę znaleźć balansu między tym, co bym chciała Wam powiedzieć, a między tym, co „wypada”. Między „tak cię kocham, obudź się, proszę!”, a byciem „politycznie poprawną”. Na tymczasowe (bo kto wie…) do widzenia powiem Wam…

Moi współtowarzysze w chorobie. Kochani. Bądźcie dla siebie dobrzy. Dbajcie o siebie.
Jedzcie dobre rzeczy. Ćwiczcie. Słuchajcie swojego ciała. Uważność. Bierzcie odpowiedzialność (może nie jesteście tylko malutkimi „ofiarami losu”). Kto wie, może DA SIĘ wyleczyć sm? No na pewno się nie da, jak nie wierzycie że się da. Polecam Wam SeMplex (preparat zrobiony specjalnie dla nas, który sama biorę, ze składnikami sprzyjającymi neuro-bio-regenezie). Polecam kąpiele w sodzie. Polecam książki Loise L. Hay (może już czas w końcu pokochać siebie?). Kochani. Będzie dobrze.

I Wy wszyscy, którzy mi pomogliście/pomagacie finansowo, czy też na inne sposoby. Dziękuję. Zrobiliście dla mnie tyle dobrego, że nawet nie bardzo wiem JAK Wam dziękować. Chcę żebyście wiedzieli, że bardzo, bardzo doceniam. Bez Was moja droga z pewnością byłaby dużo trudniejsza.

Całuję Was wszystkich i każdego z osobna. Gorąco, od serca. Bless You all. 





piątek, 26 sierpnia 2016

Update

Kochani moi… Tęskniliście, co?:) No ostatnio nie mam za dużo czasu. Chociaż czuję, jak mocno ten czas zwolnił. I jako, że tak zwolnił, i mieści się w nim dużo więcej momentów, niż mieściło się do tej pory (hmm…. ciekawe…), nie sposób powiedzieć w jednym wpisie, co się w moim życiu wydarzyło przez ostatnie 4 tygodnie. Chociaż, spróbuję, czemu nie. Wydarzyło się sporo.

Byliśmy w dziećmi w Sobączu nad jeziorkiem. Bliżej natury. Bliżej siebie.

Odwiedził mnie mój Ukochany. TAK, latam sobie i się zachwycam. Nawet nie wiedziałam, że się da… tak wysoko… Tak pięknie… Poprzez siebie nawzajem -  bliżej siebie.

Tak się dobrze czuję w swoim ciele… Serio. Jak nigdy. Ani po, ani nawet przed diagnozą. Czuję więcej, widzę więcej. I też bardziej kocham. I jestem bardziej sobą.

Spokojniejsza się też zrobiłam (tak, JA!). Oddycham spokojniej. Tętno jakby niższe. Żyję wolniej, a jednocześnie bardziej. Takie to dziwne…

A zdjęcia… zdjęć przez ostatni miesiąc zrobiłam gigabajty. Nie mam pojęcia jak mam coś z tego wybrać żeby Wam pokazać… Synteza wydaje się zupełną niemożliwością. No dobra, spróbuję coś.

Razem

(Te ładne, to zasługa Ukochanego)








Z ogródka

Lotnisko. Alhumbhra!

Aquapark

Z Sobącza


Sobąckie słońce


Garnizon


Sztuka Wyboru


Słońce w garnizonie


Całuję Was! 

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Jak ryba, co wypływa na wycieczkę w poszukiwaniu wody

W brzuchu ciężarnej kobiety były bliźniaki. Pierwszy zapytał się drugiego:
- Wierzysz w życie po porodzie?
- Jasne. Coś musi tam być. Mnie się wydaje, że my właśnie po to tu jesteśmy, żeby się przygotować na to co będzie potem.
- Głupoty. Żadnego życia po porodzie nie ma. Jak by miało wyglądać?
- No nie wiem, ale będzie więcej światła. Może będziemy biegać, a jeść buzią....
- No to przecież nie ma sensu! Biegać się nie da! A kto widział żeby jeść ustami! Przecież żywi nas pępowina.
- No ja nie wiem, ale zobaczymy mamę a ona się będzie o nas troszczyć.
- Mama? Ty wierzysz w mamę? Kto to według Ciebie w ogóle jest?
- No przecież jest wszędzie wokół nas... Dzięki niej żyjemy. Bez niej by nas nie było.
- Nie wierzę! Żadnej mamy jeszcze nie widziałem, czyli jej nie ma...
- No jak to? Przecież jak jesteśmy cicho, możesz posłuchać jak śpiewa, albo poczuć jak głaszcze nasz świat. Wiesz, ja myślę, że prawdziwe życie zaczyna się później.

All we need is right there inside

czwartek, 28 lipca 2016

Kroczek w górę

Cześć kochani. Wiecie, mam teraz taki okres… Wszystko "się" układa i to w wymarzony sposób. Marzenia się materializują. A proces twórczy… Cały czas odkrywam tajniki manifestacji. I tylko przecieram oczy ze zdumienia. Kochani, czy Wy wiecie ile od Was zależy? Czy wiecie, że każda Wasza myśl tworzy? Nie tylko to, czego sobie życzycie, co byście najbardziej chcieli. Co planujecie. Też to, czego się boicie. Im więcej uwagi poświęcimy na to, żeby dbać o jakość i kierunek naszych myśli, tym rzeczy będą nam „się” piękniej działy. Najłatwiej powiedzieć, że nie mamy wpływu. Na nasze zdrowie, na nasze relacje, na inne rzeczy. Że wszystko się nam „przytrafia”. Jestem głęboko przekonana, że wszystko, co się dzieje, stworzyliśmy sami. Wraz z osobami które pojawiają się w naszym hologramie (nigdy przez przypadek!). Zamiast szukać winnych, obserwuj. Zapytaj… czemu to mi się akurat dzieje? Czemu straciłem pracę? Czemu spotkałem tą (niekoniecznie-miłą) osobę? Czego próbuję się w ten sposób nauczyć? Bo… jak już zrozumiemy czemu… nie będziemy musieli tego robić ponownie. Nie będziemy musieli do tego wracać. Mówi się że ludzie powtarzają schematy relacji. Powiedzmy najpierw ojciec alkoholik, potem partner. I każdy następny partner też. Najpierw ojciec bije, potem mąż. Czemu tak się dzieje? Czy można z tego schematu wyjść? Pewnie że można. Ale „samo” się nic nie zrobi. Najpierw musimy zrozumieć DLACZEGO. Jaka jest w tym lekcja. Odłożyć na chwilę na bok maskę męczennika, którego „los” skrzywdził i wziąć odpowiedzialność. Bo tak, mamy wpływ. Powiem więcej, to jest takie piękne. Że rzeczy naprawdę od nas zależą. Odpowiedzialność to pierwszy krok ku wolności. Wszystko można przekroczyć. Wszystko co nas blokuje. Ale najpierw (zanim to przekroczymy, uleczymy), trzeba dowiedzieć się (i przyjąć), co to takiego jest. A to wymaga odwagi. Niemałej.


edit: PS. A dziś? Dziś rocznica śmierci Herberta. Pochylam głowę. Dziękuję.

poniedziałek, 25 lipca 2016