piątek, 26 czerwca 2015

Znikam

Dziś rano. Budzę się i nie widzę na lewe oko (to zdrowsze!). Na szczęście trwało to tylko 10 minut. Aczkolwiek szczerze mówiąc - było to chyba najdłuższe 10 minut mojego życia. Pełna panika.

Kochani, wiem, ten blog nie po to powstał, żebym miała gdzie narzekać. Bo ani nie jest miło takie rzeczy pisać, ani, tym bardziej pewnie, czytać. Także znikam na razie. Wrócę, jak tylko będzie ze mną lepiej. Nie martwcie się o mnie, na duchu mnie podnosić nie trzeba. Nie wątpię ani w sens życia, ani w Boga, ani w sensowność wszystkiego co się dzieje. Po prostu nie chcę pisać miłych i słodkich rzeczy, jak stan mojej duszy z miłymi rzeczami nie współgra. A kto lubi czytać o tym, że komuś jest źle? No Was o to nie posądzam, hehe ;)

czwartek, 25 czerwca 2015

Z prądem

Nie walczyć. Staram się. Obserwuję. Bo kto jest za to wszystko odpowiedzialny? Ja sama i nikt ani nic więcej. I tylko zastanawiam się, co moje ciało chce mi przez to wszystko powiedzieć. Pewne koncepcje mam. Powiedzmy szaro-różowe. Szary dla nieświadomych działań i ataku na samą siebie (Cóż z tego że za pomocą choroby? Tym gorzej!), różowy dla uzmysłowienia sobie ich (Ale do jakiego stopnia?). Jestem z tym. Staram się być.

sobota, 20 czerwca 2015

Urodzinki

Piękny dzień. Goście, torty (z malinkami w kształcie księżniczki dzieła cioci Madzi oraz truskawkowy z kucykami), ogrodowe szaleństwa na trampolinie, prezenty (i te wymarzone i niespodzianki). Dzieci w siódmym niebie. Zdjęcia zrobione. Pożyczę od taty aparat i coś Wam pokażę.

Szkoda tylko, że dawno nie czułam się tak źle. Czuję, jakbym nie miała kontroli nad swoim ciałem. SM-owcy wiedzą, jakie to frustrujące. No i zmęczenie jak po dwóch bezsennych nocach. Tak bez powodu, po prostu. Dałam co prawda radę nadmuchać balony i w miarę w miarę porozmawiać z gośćmi. Ale tylko ja wiem, ile mnie to wszystko kosztowało wysiłku. Jak myślę z ilu planów na najbliższy czas będę musiała zrezygnować, to aż mi się chce płakać. Nieprzewidywalna ta choroba. A najgorzej jest, jak chcemy najbardziej. Tak dużo ludzi dookoła, a taka samotna się czuję. Podobno wszystko, co wartościowe znajduje się w nas. Cóż, nie jestem na tyle świadoma, żeby to "wszystko" odczuć. Przebłyski są, ale to tylko przebłyski. Siedzę sobie na własnych peryferiach i nawet spać nie mogę, tak mi źle.

piątek, 19 czerwca 2015

Porządkujemy

Ale miałyśmy dziś z Asią pracowity dzień. Nie wiem, co mnie tak naszło na generalne porządki, ale sukcesami się pochwalę. Z pięciu worków na śmieci pełnych za małych ubranek po dzieciach - powstało jedno pudło poskładanych w kostkę ciuszków. Z dwóch szuflad luźnej dokumentacji medycznej - zgrabny segregator ułożony datami. Z trzech siatek starych paragonów, faktur i rachunków - całkiem zgrabna teczka z podziałem na kategorie wydatków. Nie wspominając o nowych trzech workach na śmieci pełnych moich nie noszonych od lat ubrań (w szafie luz, sukienki mogą w końcu oddychać pełną piersią). Jeszcze został mi porządek w szafce (no dobra - szafkach) na leki i dzień będę mogła uznać za zakończony. Coś mi się wydaje, że moją porządkową inspiracją była niecierpliwość przed jutrzejszym przyjęciem. Tak, to już jutro! Hihi :)

czwartek, 18 czerwca 2015

Zakończenie roku

Dziś było zakończenie roku w przedszkolu. Jacek występował wraz ze swoją grupą. Przebrany za biedroneczkę, śpiewał, mówił wiersze, tańczył, nawet śpiewał po angielsku! A mi łzy ciekły z dumy i ze szczęścia. W czasie poprzednich występów zimą, był taki stremowany, że buzia na kłódkę, a oczy wpatrzone w podłogę. Teraz, po dawnej nieśmiałości, nie został nawet ślad. Później wręczyliśmy Paniom (wszystkim 5-ciu!) kwiatki i czekolady, podziękowaliśmy i po wakacjach mój syn już nie będzie małą biedroneczką. Wróci do przedszkola już jako "motylek" (każda grupa, to inny owad). Asia natomiast zadebiutuje jako biedronka. Już się powoli szykujemy. I póki co przeważają u niej uczucia pozytywne. Lęku naprawdę nie dostrzegam. W sumie Jacek płakał tylko 2 tygodnie w swoich przedszkolnych początkach (w przeciwieństwie do jego mamy, która aklimatyzowała się przez długie pół roku wycia pod salą przy rozstaniach z mamą). A młodsze dzieci mają ciut łatwiej, szlaki już przetarte. Więc jestem o nią spokojna.
Jestem taka dumna z moich skarbów. Dziadek wszystko nagrał, także będzie piękna pamiątka.

Miłego weekendu kochani! My w sobotę świętujemy 3-cie urodzinki Asi. Będą goście, balony, prezenty, tort z motywem z ulubionej bajki i pewnie całkiem sporo urodzinowego szaleństwa. Asia już dobry tydzień każdego dnia pyta o szczegóły i cieszy się na nadchodzące święto prawie tak mocno jak ja;)

sobota, 13 czerwca 2015

Bezsenną nocą

********


Jak wiatr,
który leczy poczucie winy
tańczę.
Źródło rzeczki
nie pociąga mnie
wcale
Nurt
To on jest moim kochankiem.
Mijając drzwi
pytam nieśmiało:
"Wpuścisz mnie?"
Moneta upada
I już jedna z jej stron
rozpycha się łokciami
wypełnia obrzeża
jak to strony zwykły czynić.
To tylko obrzeża
Sam nurt jest moim kochankiem.
Puść


*********

Smutek ścieka
rynną myśli
Bez ujścia
Krąży
U szczytu człowieczego
"tak, oto jestem"
Wzrusza tamy blizn
Nie podda się
Pamięta przecież
niewinność
lekkość
z jaką tonęła nadzieja
u jego zmęczonych stóp


*********

Świątynia
Potężne cegły sklepienia
otulone zaprawą frazesów
ciążą duszy
nieświadomej
Koją nie pokój
Tworzą ramę
Tak, to o nią wołało wnętrze
Wszak takie nagie się czuło.
Zapomniany kamień węgielny
z cierpliwością godną skały
czeka
I tylko czasem
spod marmurów zasad
słychać jego stłumiony głos.
Na Boga
Stój


**********


Miłego weekendu kochani!

poniedziałek, 8 czerwca 2015

Dobre lata początki

Ale miałyśmy dziś z Asią niespodziankę! Przyszedł listonosz z wielką paczką. Myślę sobie, co to jest? Przecież nic nie zamawialiśmy. I wiecie co to było? Paczka ciuszków dla Asi! Od Ani (i jej córci!). Aniu, zagubił mi się Twój mail, także pozwól że podziękuję Ci tutaj - dzięki kochana! Ciuszki cudne, idealne na lato dla Asi (część nawet z zapasem). Bardzo, bardzo dziękujemy. Zrobiłaś nam cudną niespodziankę.

I parę innych rzeczy za które jestem wdzięczna:

Odkryłam herbaty yogi tea. Rewelacja, kochani. Polecam. Do tej pory nie przepadałam za lukrecją, która wchodzi w ich skład. Ale ich kompozycje! Marzenie. Szczególnie polecam yogi tea "detox". 

Czereśnie w ogrodzie już czerwone! Jeszcze nie do końca dojrzałe, ale kilka z tych co spadły już powędrowało do buziek. I małych i tej dużej (a co sobie będę żałować!:).

Piwonie już kwitną. Jak one pachną! Szczególnie te różowe. Zapakowane elegancko do wazonu, cieszą zmysły.

Byliśmy dziś w lesie na siłowni i na moście nad nową kolejką. Asia mnie wzruszyła swoją śmiałością. Siedziałam kawałek dalej, gdy przechodziła pani z pieskiem. Asia do niej podeszła i zapytała: "mogę pogłaskać?". Tak, moja nieśmiała córcia, która tak długo przekonuje się do obcych! Ale byłam dumna. 

Zdążymy Asię "odpieluszkować" przed trzecimi urodzinkami! Wiem, powiecie że późno, mogłam ją szybciej zmusić. Ale wyszłam z założenia, że wszystko w swoim czasie. Jak przyszedł właściwy czas, cały proces zajął nam niecały tydzień. Trzy dni na nocnik, potem ubikacja z przygodami, a teraz nawet wypadki się nie przytrafiają! I już nawet w czasie spania nie siusia.

Nasza ogrodowa kotka (ta co mieszka w starym namiocie dzieci) ma trójkę maleńkich kociątek! Przecudne. Dzieci na razie zobaczyły je tylko na zdjęciach. Nie mogły uwierzyć. "Ale nie kłamiesz, mama?"

Dużo dobrego się dzieje, oj dużo. To było tylko kilka małych fragmentów z samego czubka głowy. Złego w sumie też się dzieje sporo, ale co Was będę zanudzać jakimiś oczno-sm-owymi kłopotami. Cały czas się uczę, że życie jest mądre i warto mu zaufać. I płynąć, nie tracąc niepotrzebnie energii na buntowanie się. Bo kim ja jestem żeby narzekać, to znaczy "wiedzieć lepiej"?

Parę fotek z Bożego Ciała, czyli rozpieszczanie przez dziadków:

Na kole widokowym








poniedziałek, 1 czerwca 2015

Dzień Dzieci

Jeszcze się nie skończył, ale mam chwilkę żeby odetchnąć, bo małe wykończone na basenie padły i śpią. Chwilka w sam raz żeby pochwalić się zdjęciami (dziękujemy fotografowi dziadkowi, dzięki któremu mamy ekstra pamiątkę). Byliśmy w Sopocie w aquaparku (Jackowi nawet dałam dyspensę na przedszkole). Radości było mnóstwo. A żeby wracać - nawet obietnica lodów nie pomogła i tak nie dało się ich wyciągnąć do szatni. No w końcu się dało, ale lekko nie było. Podobało im się. Szczególnie chyba Asi. Była odważniejsza, nie chodziła, tak jak Jacek, co chwilkę wycierać ręcznikiem twarzy;) I próbowała pływać. Moja śliczna mała syrenka. Ale nie w syrenkę się bawiliśmy, tylko w rekiny (czepek Asi miał płetwę i zęby...). Było dużo śmiechu, chlapania innych dzieci, niezdrowego jedzenia (w końcu dzień dziecka jest raz w roku). Zobaczcie sami :)




Gdzie ten głupi ręcznik!






Dziadek nurkuje

W tle nowa zjeżdżalnia, Jacek się odważył!


Dodaj napis


Syrenka już na "stałym lądzie" (jej słowa:)

Ale dzień się jeszcze nie skończył . Jak tylko wstaną budujemy nowe lego. A potem mamy gościa, przyjeżdża wujek chrzestny Asiuni.

Po basenie Asia powiedziała że ma najlepszą mamę na świecie. Staram się jak mogę. Aczkolwiek przyznam, że ledwo żyję po tych wodnych szaleństwach... ;)

wtorek, 26 maja 2015

Dzień Matki

Piąty już raz świętuję dzień matki. Dobrze jest być mamą. Jak patrzę na siebie z przed tych pięciu lat - zupełnie się nie poznaję. Bezcenne doświadczenie. Wcześniej nie znałam prawdziwej wdzięczności. Prawdziwej radości. Miłości też, ale jej to cały czas się uczę. Dziękuję Wam, dzieci moje kochane.



PS. Dostałam dziś piękny tort przyrządzony w piaskownicy, udekorowany wszystkimi kwiatami, jakie tylko się znalazły w ogródku.