piątek, 12 grudnia 2014

Ała małe i duże

Byłam z Asiunią na wizycie kontrolnej i okazało się, że Małe zdrowe. A, bo Wam nie mówiłam. Asia miała pękniętą błonę bębenkową. Ale się wtedy najadłam strachu. Chwała Bogu, błona zrośnięta, uszko nie boli i słuch wrócił do normy. Podobno była nadzwyczaj spokojna, jak na taki uraz. Żadnych gorączek, jęczenia, trzymania się za ucho. Tylko sygnalizowała (i to wcale nie nadmiernie), że boli. Taką mam dzielną córeczkę. Jacek z kolei, jak się nawet leciutko uderzy w coś, to już go trzeba żałować, litować się i najlepiej od razu "zaradzić" poprzez jakąś magiczną maść. Oj lubi maści mój synek. A wszelkiej maści lekarstwa wprost uwielbia. Cóż, jak się od małego berbecia obserwuje mamę, która jest zmuszona codziennie przeróżne lekarstwa brać, no to taki jest efekt. Ale przy najmniej, jak choruje, to nie mam tego kłopotu, co większość rodziców: "Wyyypij syropek, prooszę, za mamusi zdrówko, pyszny syropek, magiczna tabletka...", "Dobry synek, przepięknie wziąłeś lekarstwo!". A na jego "chcę jeszcze", cóż, reagować nie reaguję, z lekarstwami nie ma żartów.

niedziela, 7 grudnia 2014

Ilu nas w ciszy

I co się okazało? Moje dzieci są dużo grzeczniejsze niż myślałam.
Mikołaj o nich pamiętał, a nawet przeróżni Mikołaje. Trwoga Jacka pod
tytułem "nie chcę rózgi, ja nie chcę rózgi!" okazała się nadmierna.
Chociaż jeszcze tak do końca nie wiadomo, zobaczymy co Mikołaj zdecyduje
przed wigilią ;)

A jak Wam mija grudzień, kochani? Już pewnie
wyrośliście trochę za bardzo, żeby świętować 6-tego grudnia, co? Ale mam
nadzieję, że przedświąteczne przygotowania i towarzysząca im atmosfera
Wam wynagradzają brak dziecięcych radości. Od serca polecam:



poniedziałek, 1 grudnia 2014

Małe Cudne

Kto jest najkochańszą Perełką mamusi? Jak to kto :) Asieńka. Niestety zapalenie ucha się akurat przybłąkało, nie wiedzieć skąd. Ale leczymy. I za tydzień Asia będzie jak nowa :)





Wdzięczne to takie. I dzielne! Nawet jak się żali, że boli, to nie zapłacze.

PS. Ulotki na przyszły rok podatkowy gotowe! Zamówiłam 1000 sztuk. Nie, że jestem taką optymistką, ale kosztowało tyle samo, co 500  sztuk... Jakby ktoś miał ochotę w nowym roku przysłużyć się mojej "sprawie" poprzez kolportaż (np. po znajomych), to zapraszam po ulotki :) Pozdrawiam gorąco pierwszego dnia grudnia! :*



piątek, 21 listopada 2014

"Idzie jesień, co nam niesie?, jesień kolorowa (...)"

Cześć kochani! Co słychać? Blue Queen - bardzo mi miło, że napisałaś że tęsknicie! Serce rośnie i aż się chce, coś napisać :)

Jak Wam mija jesień? U nas cudnie. Tu mogę podpaść kilku osobom, ale... listopad jest moim ulubionym miesiącem. Naprawdę. Uwielbiam, jak jest ciemno. Bo jak jest ciemno, to wszystko zdaje się świecić. Nie tylko wystawy sklepowe. Wystarczy się przyjrzeć. Uwielbiam długie, ciemne, listopadowe popołudnia.  Mam wrażenie, jakby mnie i dzieciom podarowano dodatkowy czas. Nie wspominając o listopadowych temperaturach. I tu podpadnę jeszcze większej ilości ludzi - uwielbiam listopadowe temperatury. Dla mnie cały rok mogłoby tak być. Pewnie dlatego, że mniej więcej o tej porze roku zawsze doskonale się czuję. Jakiś jeszcze dowód na wyjątkowość listopada? Musi być fajny, zobaczcie, już się prawie kończy! A wiadomo, co dobre...

I, jakby tego było mało, mam jeszcze jedną niepopularną refleksję. Kocham Święta Bożego Narodzenia na tyle, że wcale mi nie przeszkadza, że od razu po 1 listopada w sklepach pojawiły się choinki. Podczas gdy większość z Was kpiła: "Co? Święta w listopadzie? Ech ta komercja! Ech ten nasz materializm!" ja powiedziałam: "Nareszcie!" :) I od razu lampki świąteczne zapaliły się u nas w mieszkaniu. Wieniec na drzwiach już wisi. Szyby i lustra zaklejone mikołajami i bałwankami. Renifery, gwiazdki i aniołki wiszą sobie w różnych dziwnych miejscach (byle na widoku!) i cieszą oczy nic złego nie czyniąc. Gliniana szopka pomalowana. Gliniane ozdoby już dzieci zaczęły przyozdabiać. Świąteczne skarpety już wiszą i czekają na świętego. Ile to radości dla Małych! Jacek codziennie wchodząc do domu po powrocie z przedszkola się cieszy: "my już mamy święta!". I jeszcze zanim się rozbierze już zasuwa po swoją mikołajową czapkę albo rogi renifera. W planach na najbliższe dni mamy przyozdabianie styropianowych bombek, choinek i bałwanków. Będą perłowe, malowane, brokatowe, piórkowe, wyklejane i inne. Pracy nie braknie przez te wszystkie super-długaśne popołudnia. Choinka będzie w tym roku w większości udekorowana naszymi wspólnymi dziełami. Na łańcuchy też przyjdzie czas. I na pierniczki. My świętujemy po prostu dłużej niż przeciętni ludzie i wcale się tego nie wstydzimy! Mimo że kolejne osoby co nas odwiedzają mruczą pod nosem: "co? już święta?" ;) Radość oczekiwania to jest coś. A dzieci - szczególnie Jacek - mają nowy powód do wzorowej grzeczności. Bo Święty Mikołaj wszystko widzi! Oglądamy sobie w necie zabawki i rysujemy listy do Świętego.

Jako, że dawno nie chwaliłam się moimi ładnymi dziećmi wrzucę parę fotek z wczoraj :)





piątek, 31 października 2014

Rok podatkowy 2013

Witajcie. Otrzymałam dziś od mojej fundacji dane rozliczeniowe za zeszły rok podatkowy 2013. Tym razem, dzięki Waszym dobrym serduchom, Waszej pamięci, Waszej wrażliwości, życzliwości i wielu innym pięknym cechom otrzymałam ponad 39 tys. zł! To dla mnie prawie 5 miesięcy leczenia! Bądź też wiele turnusów rehabilitacyjnych oraz godzin rehabilitacji domowej. Z całego serca, dziękuję Wam, że to właśnie mi postanowiliście ofiarować swój 1% podatku.

Równie ważna, jeśli nawet nie ważniejsza niż kwota, jest liczba osób które mi w ten sposób pomogły. Wiecie ilu Was jest? 484 osoby! To nie tylko moja rodzina i najbliżsi. To wiele, wiele nieznanych mi osób. Każdemu z Was gorąco dziękuję. Możecie być pewni, iż ofiarowana kwota, zostanie wydana na cel mojej walki o zdrowie (nawet jakbym chciała przehulać jakieś fundusze, to nie mogę - to fundacja, zgodnie ze swoim ścisłym regulaminem, pokrywa rachunki za leczenie w ramach kwoty na moim subkoncie). Bo walka trwa. Toczy się każdego dnia. Raz to ja zbieram punkty, innym razem wygrywa choroba. Fakt, nie za często o tym tutaj opowiadam, bo przecież nie ma się czym chwalić. Kogo obchodzą kłopoty i zmagania innych? Każdy przecież ma swoje własne. Możecie jednak być pewni, że każdego dnia dziękuję Bogu za to, że nie jestem sama. Że wspiera mnie w mojej małej walce olbrzymia rzesza ludzi. Dziękuję że jesteście ze mną. Naprawdę, jest mi dzięki Wam dużo lżej. I finansowo i na duchu. Tak sobie myślę, że powiedzenie, iż zawsze cierpimy w samotności - nie jest do końca prawdziwe. Ja właściwie nigdy nie mam poczucia, że jestem w tym sama. Może dlatego tak dobrze przychodzi mi przekuwanie mojej bezsilności w siłę do walki. A słowa Mistrza "By to co słabością, bólem i kalectwem, stało się modlitwą, światłem i świadectwem" stanowią moje motto.

wtorek, 28 października 2014

'Wolni więźniowie wyobraźni'

Od początku września, kiedy to Jacek poszedł do przedszkola, mam już (w domu!) tylko jedno dziecko. Zatem czas mojego czasu wolnego uległ wspaniałemu i wbrew pozorom nieprzewidzianemu wydłużeniu. I coraz bardziej, lecz wciąż nieśmiało, świat Agaty przebija się przez Świat Aniołków. Jestem coraz bardziej sobą, ale jakby już nie jestem sobą. Doświadczenia macierzyństwa (i chcąc nie chcąc choroby po trochu też) tak mnie wzbogaciły, że czuję jakbym duchowo postarzała się nie o 3 i pół roku lecz o dobrą dekadę. A, właśnie mi się przypomniało, że Jacek skończył dziś DOKŁADNIE 3 i pół roku. Urodziny połówkowe. Chyba przygotuję jakąś niespodziankę na jego powrót z przedszkola :)

A tymczasem chciałabym Wam coś polecić. Właśnie skończyłam czytać "Halucynacje" Olivera Sacks'a. Autor, jak być może wiecie, jest neurologiem i psychiatrą. Lecz książka nie jest wcale książką medyczną - chociaż tłumaczy procesy powstawania halucynacji w różnych okolicznościach i chorobach. Jednak zawiera również przepiękne i bogate opisy samych halucynacji osób, które zgodziły się na ich publikację. Ostatnio fascynuje mnie działanie ludzkiego mózgu i wszystkie jego nieodkryte dotąd tajemnice. Wspomniana książka nie dość że uchyliła rąbka tej tajemnicy, to jeszcze, dzięki głęboko humanistycznemu podejściu autora, sprowokowała mnie do zadania sobie pewnych pytań natury metafizycznej. Naprawdę gorąco żałowałam, że już się skończyła. Ale może zachęcę kogoś z Was do przeczytania:) Bo warto - to wspaniała podróż po naszej najbardziej zagadkowej części ciała, a także po sekretach samej świadomości, która czasem nas zaskakuje w naprawdę niebywały sposób.


niedziela, 26 października 2014

'słodka świata treść wycieka'

Cześć kochani. Miałam wspaniały sen. To chyba kwestia przedłużonej nocy, hehe;) Sen euforyczny. Trudny do zrelacjonowania. Myślę o nim i uderza mnie, jego ulotność. Ani odrobinę  nie odcisnął się szczegółami w mojej pamięci, jednakże był taki realny. Nie pamiętam detali. Chyba więcej nie pamiętam, niż pamiętam. Ale to, co pamiętam, było doświadczeniem transcendencji. Śniąc, czułam wszechogarniające poczucie bezpieczeństwa. Jakbym siedziała w jakiejś jaskini otoczona ciepłem. Jakąś mocą, która nade mną czuwała. I miałam wrażenie, że to jest wszystko, czego potrzebuję do szczęścia. Czułam pełną pokorę wobec tego, co się dzieje, tego co było i tego co się miało się wydarzyć. I z tej pokory czerpałam siłę. Byłam w raju. Niewiarygodny sen. Choć usilnie próbuję znaleźć słowa, żeby go opisać, niepodobna mi to zrobić. Widziałam głupotę moich doczesnych lęków. Widziałam że są one pozbawione racji bytu oraz, patrząc na siebie jakby z zewnątrz, nie mogłam uwierzyć, że zajmowały mnie one w tak wielkim stopniu w moim dotychczasowym życiu. Chyba na zawsze zapamiętam to uczucie. Przy najmniej bardzo chciałabym, żeby tak się stało.

niedziela, 19 października 2014

Oddam autoject 2

W czasie porządków w szafce z lekami znalazłam mój automatyczny wstrzykiwacz do leku Copaxone. Jako że leku już nie biorę dobre dwa lata, więc chętnie oddam, może komuś się przyda. Z tego co pamiętam, to urządzenie nie dość że sprawia, że zastrzyk boli trochę mniej, to jeszcze ułatwia psychicznie proces dokonywania zamachu na własną skórę ;) Proszę o prywatną wiadomość z adresem.
Buźki kochani!



piątek, 17 października 2014

"Dzięki Ci Boże! Stworzyłeś najpiękniejszy ze światów!"

Jak Wam mija jesień? U nas na przekór ciemności za oknem i zmiennym okolicznościom - doskonale. Dzieci były teraz przez tydzień chore, czyli miałam przez cały tydzień ich oboje w domu. Naraz!! Żadnego przedszkola, tylko domowe radości, przytulania, żarty i zabawy. Dziś się mocno podbudowałam. Ujrzałam bowiem, jakby przez dziurkę od klucza, jak mogło wyglądać teraz moje życie. Gdyby tylko Pan Bóg poprowadził ścieżkę mojego życia w odrobinę innym kierunku. Więc dziękuję. I przyznaję, że czasem o tym zapominam. Zapominam ile zawdzięczam. Bogu, przyjaciołom, nieznajomym, rodzinie.

Tyle mam jesiennych fotek... Tylko kabel od telefonu odmówił współpracy, więc próżne słowa. Muszę pochwalić dzieci moje mądre, że zaczęły całkiem przytomnie używać aparatu fotograficznego. Jeszcze trochę i będę musiała przy każdej fotce wskazać autora ;) I w końcu sama zacznę być na zdjęciach! A nie tylko zatrzęsienie dzieciowych radości.

Całuję Was gorąco. Nie poddawajcie się jesiennym smutkom. Może razem zmienimy przysłowiową depresję sezonową w sezonowe radości. A przynajmniej w swoim życiu.

Że kłopoty, że zdrowie szwankuje, że smutno, że cele zalatują abstrakcją? Że to wcale nie jest takie łatwe? Posłuchaj!