wtorek, 28 kwietnia 2015

Urodziny Jacka

Dzisiaj rano moja starsza latorośl skończyła 4 lata. Z jednej strony – przecież dopiero co był u mnie w brzuszku. Z drugiej – już prawie nie pamiętam czasów, kiedy go nie było na świecie. Czuję jakby był ze mną od zawsze. Mój Jacuś, mój synek. Przyjęcie urodzinowe mamy już za sobą. Świętowaliśmy w sobotę (tak, przy najmniej było ciepło, grillowanie itp…). Wszystko było wymarzone – prezenty, goście, nawet tort z motywem z ulubionej bajki. Wielokrotne dmuchanie świeczek (bo życzeń było więcej niż jedno). Bieganie, skakanie na trampolinie, szaleństwa. Nie zrobiłam ani jednego zdjęcia. Nie złośćcie się na mnie, naprawdę szkoda mi było czasu. Szkoda mi było przegapić najmniejszą chwilkę. Jestem strasznie ciekawa czy Jacek będzie pamiętał swoje czwarte urodziny. Jednak niezależnie, czy będzie pamiętał czy też nie, mam wrażenie, że był zadowolony. Tylko jedna rzecz mu spędzała sen z powiek. Mama kiedyś powiedziała, że zastrzyk (szczepienie) będzie jak minie dużo, dużo czasu, dopiero po urodzinach. Jacek zapamiętał i mówił w sobotę tak: „Ale dziś nie są moje prawdziwe urodziny? Dziś jest tylko przyjęcie? Tylko impreza?”. Ja na to: „A co synek, nie cieszysz się?”. „Ale jak dziś nie są moje prawdziwe urodziny, to jutro nie będzie zastrzyku, prawda?” I rozpłynęłam się w zachwycie nad wrażliwością mojego Skarbu. Nie sądziłam, że będzie mi dane być matką TAKIEGO dziecka. Dziecka, które patrzy inaczej. Które widzi więcej. Czuje więcej. Dziecka, od którego uczę się życia każdego dnia.

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Wiosenne cuda

Ach wiosna. Przepiękna. Dzieci popsuły mi żaluzję w łazience. Z zewnątrz wszystko widać jak na dłoni. Byłam mocno zła, że nie mogę się wykąpać bez potencjalnego bycia podglądaną przez przechodniów. Byłam zła pochopnie. Siedziałam dziś w wannie myjąc włosy i co widzę? Za oknem, na szczycie choinki, która przed Bożym Narodzeniem była skrócona o połowę (bo sięgała linii energetycznej) zobaczyłam sroczkę. Sroczka trzymała całkiem sporawą gałązkę. Obok ptaszka na szczycie drzewa – cały stosik podobnych gałęzi. Oo, myślę sobie, wije gniazdo! Przypatrywałam się, jak z gracją przeplata między sobą patyczki. Co raz to odlatywała i chwilkę później wracała z materiałami. Jak patyczków było dość – wracała z czymś w rodzaju mchu. Z trwogą obserwowałam jak spadła jej na ziemię część pracy. Nie wyglądała jednak na zmartwioną. Woda w kąpieli już mi dawno wystygła, a tymczasem co zobaczyłam – druga sroczka przyleciała z patykiem! To para. Para połączona wiosenną porą, przy pracy w trakcie budowania gniazda, żeby było gdzie powiększyć rodzinę! Od tej chwili sroczki pracowały razem. Razem wylatywały i razem wracały z nowymi zdobyczami. I sama czułam się trochę jak intruz, wkraczający w cudzą intymność, jak obserwowałam tę ptasią pracę, przepełnioną miłością, pełną niezwykłej precyzji i wytrwałości. Za moimi oknami zamieszka ptasia rodzina. Cóż mi po przypadkowych spojrzeniach przechodniów, jak mogę być świadkiem takich cudów.  





Fotki zrobione później. Tak, dalej śledzę, jak tam moi nowi sąsiedzi :)

piątek, 10 kwietnia 2015

Trening uważności

Im świadomiej staram się żyć, tym więcej mam spokoju i radości w sercu. To chyba dobrze świadczy o życiu jako takim, czyż nie?

wtorek, 7 kwietnia 2015

Świąteczna pamiątka

Moje zdolności (oraz chęci) fotograficzne nie utrzymują się na zbyt wysokim poziomie, ale podzielę się z Wami, jak wyglądał nasz drugi dzień Świąt u dziadków.


Pokaz umiejętności zdobytych na moim orbitreku

Walka o pistolet na wodę

wygrałem!

Języczek wystawiony (to z zachwytu nad prezentem od zajączka)


Testowanie prezentu

Ojej, i za domkiem były następne prezenty!

Ta mina miała być straszna


Dzień pełen wrażeń...
Mój kochany wstydzioszek

czwartek, 2 kwietnia 2015

Religijne dziecko

Cześć kochani. Dziś się podzielę z Wami moją wczorajszą obserwacją Asieńki. Czuję, że po wczorajszym wydarzeniu, rozumiem ją dużo, dużo lepiej. Otóż Asia ćwiczyła na moim orbitreku (na tyle na ile umie). Nagle przerwała. Trzymając się kierownicy obróciła się w moją stronę i mówi:
"Mamusiu, zobacz jak brzydko wyglądam!".
"Czemu brzydko kochanie?"
"Uderzyłam się w oko. Zobacz jakie brzydkie (pokazuje)".
"Boli skarbie?"
"Tak".
Od razu uświadomiłam sobie, jak wielkie to dziecko ma serce. Bo tylko serce poety może zło i ból nazywać brzydotą. A nie złem, czy bólem. Fakt, duchowo jest mi do niej daleko, bo ja zło widzę jako fałsz, że coś jest nie tak, że uciekliśmy od natury, od prawdy. Uczę się od niej rozumieć język serca. I rozumiem ją coraz lepiej. Czuję, że Asia została mi dana jako córka, nie bez powodu. Daje mi szansę wzrastać. Mam głęboką nadzieję, że jej nie zawiodę.

Złocień przepięknie kwitnie, na drzewach widać pąki. Ziemia po 3 dniach deszczu aż się prosi, żeby coś w niej posadzić. Kupiłam jeżyny i zobaczymy co z tego będzie :) Całuję Was wiosennie!