czwartek, 27 lutego 2014

Jacuś z mamusią w jego raju

Zbliża się wiosna. Już pachnie już się poważnie zapowiada. W ogródku też coraz więcej bywamy. Jacuś z Asią ostatnio zbierali patyki i robiliśmy płotki dookoła pojawiających się powoli tulipanów. Taki płotek z dziećmi to konieczność, bo zdeptać to potrafią nawet siebie nawzajem ;) Wczoraj byliśmy na basenie. Niestety bez Asiuni, bo katarek ją dopadł. Ale z Jacuchą mieliśmy sporo frajdy. Możecie pooglądać poniżej. No i zbieram zachwyty nad nową fryzurą Pierworodnego. Fryzura by mama :D Jedynym się podoba, innym nie, ale już się przynajmniej nie będzie powtarzał znienawidzony tekst obcych ludzi do Jacusia – „jaka śliczna dziewczynka!”.







sobota, 15 lutego 2014

Nowości

Fakt, długo mnie tu nie było. Ale muszę przyznać. że zaskoczyły mnie Wasze maile z pytaniem „czy wszystko ok?”. Strasznie mi się zrobiło miło na serduchu, że tak o mnie pamiętacie. No a u nas – rzeczywiście było ok. Powiem nawet, że dużo lepiej niż ok. Po rehabilitacji z Dąbku czuję się fantastycznie. To ta kriokomora sprawiła cuda w budzeniu opornych czasem mięśni do życia. Więc barier zdrowotnych, jako takich, nie mam obecnie w ogóle. Lekarstwa pomagają, a i przyzwyczajenie do ćwiczeń z ośrodka rehabilitacyjnego też robi swoje. Rehabilituję się solo :]

A dzieci... och, boję się zacząć chwalić, bo z notki mogłaby się zrobić cała książka. Tak długo nie pisałam, a dzieci.. Och:) Ukochane Aniołki. Jacuś codziennie zaskakuje mnie mądrymi i przenikliwymi pytaniami o to jak działa świat. I jak działają ludzie. I dlaczego tak a nie inaczej. Wrażliwy jest bardzo. Szczególnie na uczucia innych. Jestem dumna straszliwie.

A Asia… Asia potrafi już nazwać większość rzeczy. Ba! Nawet czynności i sporo przymiotników ma już jej nowo kształtujące się słownictwo. I powoli, powoli, acz wielkimi krokami, moja Maleńka wkracza w okres buntu. Tzw. buntu dwulatka. Zaczął się i cały czas się rozkręca. Asia, która była całkiem cierpliwą dziewczynką, nagle straciła umiejętność czekania. Chce jej się pić – mówi pić i płacze przez cały okres przygotowywania picia – dopóki nie dostanie butelki, czy kubeczka do rączki. Coś chce, a nie może – złość. Coś próbuje zrobić, a jej się nie udaje – jeszcze większa złość. Tłumaczenia, przytulanki, piosenki, książeczki – czyli wszystko, co ją do tej pory uspokajało – przestały wywoływać dobrą reakcję. Wręcz rozwściecza ją to, że ktoś próbuje odwrócić jej uwagę. Cóż, już wiem, że to tylko przejściowy okres. I im więcej dziecko sprawia trudności, tym więcej miłości mu trzeba okazywać.

 I muszę Wam się pochwalić – sama jestem zaskoczona moją cierpliwością. Zamiast się złościć, jest mi smutno, że Asiunią targają takie skrajne emocje. Że jeszcze nie umie sobie z nimi poradzić. I zawsze jestem wzruszona, jak Jacek coś jej tłumaczy, żeby zrozumiała stan rzeczy i przestała się denerwować. Mam wrażenie, że kocham ich codziennie mocniej. I ostatnio, praktycznie codziennie, zasypiam z uśmiechem na twarzy. I myślą, że to było dobry dzień.

Jacuś się bawi moimi lalkami, to ja zrobię sobie wyścigi samochodowe!

Sto lat mamusia! Małe zrobiły mi na imieninki kwiaty z bibuły. W sumie to były najlepsze imieniny w moim życiu.

Może będzie pływaczka po mamusi?

Padły.

Asi ulubiona zabawka. Jacuś też czasem lubi powkręcać śrubki. Rośnie mi inżynier :) Albo dwóch!

Zabawy w namiocie. A wieczorem - ja będę tutaj spał!

Kto jest najpiękniejszy na świecie?

W końcu polubiłam kąpiele, jak mama łaskawie odkryła, że boję się przenośnego grzejnika z łazienki i wyniosła go "papa!"

Jabłuszko od dziadka na walentynki