wtorek, 30 października 2012

Smutno mi

Co jest? Niby zima, coraz zimniej. Przez to powinnam się czuć coraz lepiej (bo chłód w mojej chorobie jest zbawienny). A noga słaba, nawet wyjście do sklepu to męka. I jeszcze te spojrzenia ludzi – „Boże, taka młoda i zadbana, a taka pijana o takiej wczesnej porze! I gorzej – MATKA z dziećmi!” Jedna babka mi przygadała wprost. Że "szok i wstyd". Cóż, przez chorobę trochę się zataczam, chód niestabilny i jeszcze zmieniona „pijacka” mowa… Ale żeby oceniać obcą osobę? Tak to łatwo ludziom przychodzi. Za łatwo. Cóż, kto wie czy na ich miejscu też bym na siebie krzywo nie spojrzała. Co ja bym zrobiła bez Karola to nie wiem. Cały czas mi powtarza, że oni tak patrzą bo jestem taka ładna. A z ludźmi co gadają wprost, każe mi się kłócić. Ale ja nie jestem taki typ, co kłóci się i walczy o opinię obcych osób. Typ nie ten, ale fakt – jest przykro. I płaczę mężowi do słuchawki.

Poza tym oko boli, noga słaba, łazienkowo też gorzej… I na mnie przyszedł czas w tej „sezonowej depresji”. Dzieci mnie ratują, bo bez tych małych uśmiechów i sukcesów normalnie byłby koniec Agaty…

czwartek, 25 października 2012

Kolorowo

Ale ładna jesień, czyż nie? Chyba będzie rekordowo niski rachunek za ogrzewanie za ten październik. A i drzewka kolorowe cieszą oczy i dziwią Jacusia. Przecież dopiero co były zielone. I listki nie spadały. Co się dzieje? Fajnie musi być tak poznawać świat. Kawałek po kawałku. Ale to nie tak, że zazdroszczę własnemu dziecku, miałam swoją szansę X lat temu;) Ale fakt, Małego spacerki cieszą, lubi ubieranie na siebie dużej ilości ciuchów (sam próbuje) i zbieranie dla mamy kasztanków i listków i inne jesienne przyjemności. Ze spacerów generalnie mógłby nie wracać.

Odstawiłam zioła. Źle na mnie wpływały prawdopodobnie, bo teraz jestem jak nowonarodzona. Nie na uwięzi że 8 razy dziennie trzeba pić zielsko, a i z pęcherzem się co nieco poprawiło i ćwiczyć się bardziej chce. I chce się żyć. Taka mała różnica, a tak dużo wnosi. Cóż, każda metoda leczenia – alternatywna czy nie – ma jakieś wady. Zastrzyki bądź co bądź bolą, olej lniany smakuje paskudnie, tabletki niszczą wątrobę… Teraz zostaję przy zastrzykach. Których stosowania nie przerywałam, nie przerywam, ani przerywać nie planuję.

Herbatka pachnie cynamonem, na dworze ciemno, dzieci śpią (jedno jeszcze, drugie już),  weekend za pasem i jakoś wesoło na duszy. No i ta lepsza zmiana czasu za chwilę. Godzina snu ekstra – bezcenne. Szkoda tylko, że dzieci jeszcze tego nie rozumieją ;)

środa, 17 października 2012

Małe i Mniejsze (radości i uśmiechy)

Lepsze małe niż żadne, czyż nie? :) Dziś będzie co nieco o dzieciach. O Małym i Mniejszym. A nie tylko choróbsko i choróbsko.

Małe coraz więcej gada. I cały czas mnie zaskakuje. Jak siedzi w domku z mamą, to nic tylko woła „tata, tata”, wystaje pod domofonem i czeka. A jak się budzi z tatą w łóżku, a mama idzie do łazienki to „mama, mama” na całe gardło. A jak mama nie przyjdzie natychmiast ukochać Małego to zaczyna się marudzenie na całego. Jacuś zaczął sam i z własnej woli pomagać wyjmować ze zmywarki, opróżniać pralkę, podawać rzeczy jak coś spadnie, przynosić coś jak czegoś potrzebuję… Lista jest długa, bo dziecko dobre i uczynne że hej:) A właśnie przed chwilką zobaczyłam jak go tatuś wyedukował. Przy okazji kąpieli Jacuchasama wyciąga wagę spod kibelka wchodzi na nią, waży się, schodzi, sprawdza wynik i chowa z powrotem pod kibelek. Geniusz jak się patrzy.

A Mniejsze… Mniejsze się dużo, dużo uśmiecha. Polubiło kąpiele. Dziś Asiunia kąpała się„na bogato”, czyli w wanience wypełnionej po brzegi. Chlapała pięknie nóżkami i prawie zatopiła Asiową głowę (ale tata nie pozwolił). Gada cały czas, ale tylko do kogoś, bo sama do siebie nie chce. Takie małe towarzyskie stworzonko. Nikogo się nie boi, do każdego się cieszy i uśmiecha. Czyli nie ważne kto nosi, byle nosił! I już. Bo brzuszek boli i nosić trzeba. A Asia się potrafi domagać, tego co jej się należy. Niewybrednie.

Słówko o mnie. I biorę na klatę wszystko, co los przyniesie. I cieszę się ze wszystkiego, z czego ktoś inny nawet by nie pomyślał, że cieszyć się można. Bo nie jest źle. Powiem nawet, że całkiem dobrze. O, wrzucę fotkę Małego i Mniejszego. Przed chwilą zrobiłam razem rodzeństwo baraszkujące na łożu rodziców (gdzie i Małe i Mniejsze uwielbiają przebywać).

Pozuję z Asią, a co!

A może dam Asi buziaka?

Buzi, buzi!

Całuję Was gorąco i życzę samych uśmiechów tej jesieni :) I powodów do uśmiechu! To przede wszystkim.

poniedziałek, 8 października 2012

Ze świata Agaty

Świat Agaty nieposkładany, ale szczęśliwy. Zdrówko jak to zdrówko, przy stwardnieniu rozsianym trzeba mieć końskie żeby chorować. Jakoś idzie. Dzieciaki wesołe i szalone. I mądre (wiadomo po kim;) Jacusia liczba słów wzrosła na tyle że nawet nie zacytuję bo dużo dużo tego już jest. Dzisiejsze osiągnięcie? Jacuś powiedział dziękuję! Jak dostał ogórka. Zacytuję – „ciecie”. Tylko mama go zrozumie, hehe:)


Ostatnio miało u nas miejsce wielkie zbieranie orzechów włoskich (mamy olbrzymie drzewo w ogródku). Nazbierałam w sumie przez 2 tygodnie dobre kilkadziesiąt kilo.  Będzie na zimę i dla rodzinki .Jacuś pomagał. Zebrał w sumie 2 orzechy i sam wrzuciło siatki. Biegał sobie po ogrodzie, a mama zbierała (jak już piszę kto, co robił, to wspomnę, że Asiunia w tym czasie przeważnie grzecznie spała).. Jacuś orzechy uwielbia, a podobno od tego mózg rośnie. A teraz się suszą na połowie powierzchni strychu. Suszą to dużo powiedziane bo jest tam obecnie około…. 10 stopni? Jeszcze nie grzejemy nawet, chyba rekord.

Teraz o nowej kuracji na SM. Kuracja jest ziołowa i stosowana już przez ponad tydzień. Ziółka zamówił tatuś i przyjechały aż z Peru. Tak, plotki o medycynie południowo-amerykańskiej na bok. Kuracja w sumie taka nowa nie jest, bo kilka lat temu już ją (z wielkim bólem) stosowałam. Wówczas nie pomogła, ale nie miała na co pomagać w sumie bo świeżo po diagnozie nie miałam jeszcze tyle objawów i ograniczeń. Ale teraz z nadzieją piję ziółka z kory, drewna, liści… A potrzeba do tego dużo nadziei, bo zioła (7 rodzajów) trzeba gotować, odcedzać i spożywać w sumie ponad 2 litry dziennie, a są naprawdę paskudne. Dużo, dużo nadziei i jeszcze więcej cierpliwości. Cóż, jak nie pomoże to na pewno nie zaszkodzi, a topiący jak mawiają brzytwy się chwyta. Zobaczymy. Zastrzyków oczywiście nie odstawiłam.

Pozdrowienia jesienne:) I żadnej depresji sezonowej w tym roku!!!

A ja nawet nie wiem co to depresja, o.