niedziela, 27 grudnia 2015

Po świętach

Hej kochani, jak Wam minęły Święta? Pewnie powiecie, że szybko, co... Za szybko... U nas w sumie bez niespodzianek. Chociaż było dużo więcej emocji, niż się spodziewałam. Tyle czasu małe czekały na te Święta, że w sumie nie powinnam się dziwić. Było istne szaleństwo. Całe to napięcie oczekiwań i przygotowań się skumulowało i okazało się ciężkie do udźwignięcia dla moich skarbów. W każdym razie z wigilii wróciłam wykończona. Święta za to spokojnie. Nawet się udało trochę odpocząć.

Pokażę Wam parę fotek z wigilijnych przygotowań :)






wtorek, 22 grudnia 2015

Życzenia

Cześć kochani. Siedzę chora w domu, chore dzieci siedzą w domu i próbują mi biegać po głowie (nie no, nie daję się, ale próbują dzielnie). Racja, widocznie nie są takie chore... W sumie to są nawet całkiem zdrowe, nie licząc drobnej biegunki i osłabienia które przeszło już wczoraj. Ale cóż, dałam się wpędzić w poczucie winy, że "jak to, chore dzieci, do przedszkola??!", zostały w domu, to teraz mam :] Zamiast się kurować to słucham, tłumaczę, czytam o jadowitych pająkach i rozsądzam kłótnie. A kurować zdecydowanie się powinnam, bo infekcja dalej mi nie przeszła, byłam już nawet na RTG, żeby zobaczyć czy to nie zapalenie płuc. Chociaż, do świąt jeszcze dwa dni, zdążę, co to dla mnie. Święta będą u dziadków jak co roku. Pierwsze święta mojego maleńkiego siostrzeńca. I pierwsze święta z nowym szwagrem :] Niewątpliwie atrakcji nie zabraknie.

I, moi drodzy, nie wiem czy jeszcze zdążę tu być przed świętami, zatem... Z tej okazji, życzę Wam od serca... Żeby nie było nudno. A jak ktoś lubi nudno, to żeby było najnudniej jak się da (tak, wtedy przynajmniej jest spokojnie...). Balansu Wam życzę, czasu dla siebie, czasu dla rodziny, radosnego nastroju, dzieciom (i narciarzom) śniegu, dorosłym pokoju w sercu. Żeby to były dobre święta.

Jeszcze powiem Wam coś zabawnego. Pamiętacie, jak mówiłam o moim tajemniczym Mikołaju? Wyobraźcie sobie, że podziękowałam niewłaściwej osobie! :P Niezły wstyd. Nie chciałabym być w takiej sytuacji i byłam pod wrażeniem wdzięku z jakim ta osoba zareagowała. No i poddałam się i nie ryzykowałam "strzelania" dalej. Ale Mikołaj na pewno wie, jak nas ucieszył.

Lecę kochani, bo w pokoju dzieci coś podejrzanie cicho... Aż się boję ;)

czwartek, 17 grudnia 2015

Mój Aniołek



Nie pytajcie skąd się wzięła ta aureola nad Jacka głową. Nic o tym nie wiem, nawet jakbym chciała to photoshop pewnie by mnie przerósł ;) To po prostu znak od wszechświata KIM jest to dziecko :)

Całuję Was!

wtorek, 15 grudnia 2015

Co za dzień

Co za dzień! Super dzień, ale TAKA wykończona jestem... I jeszcze nie będzie mi dane paść na łóżko i uwolnić się z ciała na jakiś czas, bo dzień się jeszcze nie skończył...

Dobra - nie mam co narzekać. Dzień był super. Odwiedził mnie mój kochany siostrzeniec. Przyjechała choinka. Przeżywaliśmy cały doroczny szał ubierania choinki - co jest jednym z moich ulubionych rytuałów, ale akurat złapałam paskudną infekcję, no i miałam niewiele procent mojego naturalnego potencjału energetycznego, żeby to w pełni docenić. Pięknie pachnie u nas. Choinka pod sufit. Ubrana że tak powiem w "artystycznym" stylu, w który nie ingerowałam, żeby nie psuć nastroju i zamiast tego podładować się patrząc na uśmiechnięte pyski. Jedno pytało drugie co chwilę: "cieszysz się, co?", "bardzo się cieszysz?". No cieszyły się, cieszyły. Potem były świąteczne wypieki, kolejna część - tak się im spodobało, że chyba też nie ostatnia. Potem przyszła babcia. A potem listonosz.

I zgadnijcie co. Przyniósł paczkę, postawiłam, mówię dzieciom, "mama zamówiła czajnik". Wyszłam do kuchni, wracam, a Jacek z nożyczkami w ręku krzyczy - "mama, Mikołaj był!". Wyobraźcie sobie, w paczce - cudne pudełko i w środku - prezenty dla moich małych! I to prawdziwy Mikołaj, bo nawet się nie podpisał. Ale mieliśmy niespodziankę. Cudne ciuszki, słodycze, zabawki... Dzieci szalały (szczególnie że spodziewały się czajnika:]). I teraz komu za to dziękować? Cóż, może trochę naiwna jestem, ale w Mikołaja za bardzo nie wierzę. Nie wspominając, że jakby już istniał, toż to przecież dwa potwory są, a nie "grzeczne" dzieci. W każdym razie pięknie dziękujemy Mikołajowi. Nie zasłużyliśmy, a tu takie zaskoczenie.

Jak już jestem przy podziękowaniach, to... dziękuję ślicznie Pani Hani i Pani Marysi. I dzieci dziękują, one to doceniają najszczerzej, całym sobą. Bardzo nam miło, że tyle osób o nas myśli. 

Pozdrawiam Was kochani przedświątecznie i wracam do mojej listy rzeczy do zrobienia na "godzinę temu". Piękny dystraktor ten blog, fajnie tak z Wami (i ze sobą) "pogadać" :]

poniedziałek, 7 grudnia 2015

FREEDOM! ...from things we just imagine

ALE mam dziś dobry dzień :) W końcu udało mi się zmaterializować
pomysł, który zrodził się już jakieś 3 miesiące temu. Jako, że dziś
świętuję, podzielę się z Wami utworem, który niedawno odkryłam i który
porusza moje serce za każdym razem na nowy sposób.



czwartek, 3 grudnia 2015

O fizyce i świętach

Och grudzień. Kocham grudzień. Miłością szczerą i odwzajemnioną. Ta atmosfera przedświąteczna. Nie wspominając o przyjaznych temperaturach ;) Powiesiliśmy lampki świąteczne, udekorowaliśmy domek. Pierwsze partie świątecznych pierniczków i ciasteczek upieczone i przyozdobione (najprzyjemniejsza część - zabawa z lukrem:]). Ozdoby gipsowe pomalowane. Małe choineczki dzieci przystrojone (na prawdziwą, wielką jeszcze trochę poczekamy). Zdecydowanie czuć u nas w domu, że święta już tuż tuż.

A poza tym, co słychać w świecie Agaty... Odkąd zainteresowałam się fizyką, czyli od jakiś trzech-czterech miesięcy, moje życie stało się dużo ciekawsze. W sumie kto by pomyślał, że zniechęcona do fizyki w wieku lat 10-ciu, nagle zapragnę dowiedzieć się i zrozumieć, jak działa świat. Cóż, jako że pragnienie się pojawiło i nie dyskutowałam z nim specjalnie, stopniowo uczę się - co, jak i dlaczego. Partię "co" miałam już przerobioną przez 30 lat doświadczenia, ale zrozumienie "jak" i "dlaczego" wymaga czasem naprawdę sporo intelektualnego wysiłku i wszechstronnych poszukiwań. Teraz utknęłam na hydro-akustycznej teorii, której zrozumienie wymaga cofnięcia się do cyklu narodzin pierwszej najpierwszej partiki, jednostki z której generalnie składa się wszystko, co istnieje. Studiowałam materiały -  wracałam do początku - i od nowa. I tak parę razy. Aż zupełnie przybita zrezygnowałam (na razie!:]).

I tak sobie myślę, że może to jest moja lekcja dana mi w celu wyleczenia się ze schematu perfekcjonizmu, który mam (wbrew pozorom:]) zakorzeniony całkiem głęboko. Zobaczymy. Ale już czuję się lepiej ze sobą, nawet całkiem przyzwoicie. I zaraz wybieram się z moją zacną siostrą i ukochanym siostrzeńcem na przedświąteczne zakupy. Zobaczymy, jak się ma przedświąteczny wystrój sklepów, do wystroju naszego domku. Choć pewnie nie dorasta mu do pięt :) Jak ktoś ma ochotę nas odwiedzić i przekonać się samemu - zapraszamy serdecznie :) Mówią, że Gdańsk jest na końcu świata - gdzie tam! I tak połowa z Was tu mieszka :) Pozdrawiam Was przed-świątecznie i ślę imbirowe buziaki!