środa, 21 sierpnia 2013

Wakacji ciąg dalszy

Jak Wam mija końcówka lata? Lubię, jak się lato kończy. Już nie jest gorąco, a jeszcze nie trzeba się mocno ubierać wychodząc z domu. I co najważniejsze – nie trzeba ubierać dzieci (Jacek i tak by chętnie pomykał, tak jak go Pan Bóg stworzył). Ogród pełen dojrzałych owoców. W sklepach sezon gruszkowo-śliwkowy za pasem. Oszczędności na klimie. Energia uśpiona upałami zaczyna się powoli budzić. Jakoś chce się robić rzeczy. Zaczęły się zabawy w sklep, w chodzenie do pracy, w wycieczki, w dom. Jacek zadziwia mnie cały czas kreatywnością radosną i niewinną (jego pomysły chyba zacznę spisywać, będzie miał pamiątkę). Przy okazji odkurzyłam kreatywność własną. Nawet porządki się w domu zrobiły, sama nie wiem kiedy;) Myślałam dziś o aktywowaniu telewizji dla maluchów. To że mama nie lubi, nie znaczy, że muszą być pozbawione ważnego elementu dzieciństwa, jakim są bajki. Żeby nie wyrosły na dzikusów. Ostatnia próba bajkowa (parę miesięcy temu) średnio wypadła. Jacuś oglądał minutę, po czym uciekał do innych zajęć. Zobaczymy, czy dojrzał ;)  Asia pewnie nie. Chociaż Asia, to jest mały leniuszek-uparciuszek. Lubi zabawy raczej siedzące. I jak się za coś zabierze, to musi zrobić/poznać/nauczyć się. Do skutku. Dużo jęczenia po drodze i krzyków. Ale chyba to dobra cecha. Pozdrawiamy Was ciepło. Miło że nas odwiedzacie! :)

Na tym spacerku trzy osoby pomyliły mnie z chłopcem! A taka jestem kobieca, hehe;)

piątek, 16 sierpnia 2013

Optymistycznie

Rzeczywiście, dawno mnie tu nie było. Ale nic złego się nie dzieje, wręcz przeciwnie. Dzieje się tyle, że czasu na opisywanie tego – brak. Choć podobno, te osoby, którym szybko mija czas są najszczęśliwsze. Z resztą nie będę Was nudzić zwykło-niezwykłymi dzieciowymi sprawami.

Co dziś chciałam napisać? Coś pozytywnego. Ostatnio dużo się modlę do Ducha Świętego z prośbą o mądrość i siłę. Z moich modlitw, mam wrażenie, wynikło coś więcej. Chociaż oczywiście mądrość i siła są nie do przecenienia. Otworzyłam oczy :) Że nie wolno mi się zagubić w tej codzienności, która dzieje się tak szybko, żebym jej nie przegapiła. A zagubić się w rutynie, wbrew pozorom, wcale nie jest trudno. Muszę mocniej docenić, jak wielkim darem jest to – że teraz czuję się prawie zupełnie dobrze. I że chociaż pewne rzeczy mogę już robić od dłuższego czasu – nie mogę zapomnieć, jak wielki to jest dar. Że chodzę. Że widzę. Że samodzielnie mogę robić wszystko przy dzieciach. No i w końcu, że zmartwień jest dzięki temu dużo, dużo mniej. 

Powiem Wam jeszcze, że ostatnio mam wspaniałe sny. Przewija się w nich dużo osób z mojej przeszłości. Nawet z dzieciństwa. I to wszystko jest takie żywe, realne. Najfajniejsza oczywiście jest umiejętność latania, która często wraca w snach. Aż miło pomyśleć wieczorem, że zaraz idę spać. Alternatywne życie Agaty ;) Muszę przyznać, że prawie, jak sny ciążowe. 

Mam nadzieję, że dobrze Wam mija długi weekend. Lato wróciło, dziś Małe się kąpały w basenie w ogrodzie nawet. Także pozdrawiam słonecznie, kochani!

sobota, 10 sierpnia 2013

Aquapark

Byliśmy w Aquaparku :) Pierwszy raz od niepamiętnych czasów. Asia się czuła jak ryba w wodzie. Pluskała, kopała, cieszyła się, zjeżdżała ze zjeżdżalni, pływała na specjalnym kółku z miejscem na nóżki. Będzie z niej pływaczka. Nie bała się niczego. Nawet jak ktoś pryskał wodą. Jacuś z kolei nawet nie chciał zdjąć ubranka, nie mówiąc o wejściu do wody. Za głośno było dla niego, za dużo ludzi. Dziwił się i nie mógł ogarnąć, o co w tym wszystkich chodzi. Ale powoli się oswajał. Weszłam do wody, on też chciał. Trochę marudzenia było. Ale chwilę później już biegał, oglądał i wspinał na większe baseny, żeby skakać w mamy ramiona :) Nie chciał wracać. A wiecie jak to jest, jak dwuletni „anioł” nie chce skądś wyjść ;) Ale daliśmy radę, był z nami dziadek (z malinowymi bułeczkami) i ciocia Ania. Maluchy takie padnięte… Najpierw przysypiali prawie w samochodzie, a potem padli w domku nawet bez kąpieli.
A najwięcej radości, to chyba jednak miałam ja. Patrzyłam, jak moje aniołki poznają świat. Jak się cieszą, jak pokonują własne lęki, jak zaczynają się czuć jak u siebie. I jak się mocno przytulały jak byliśmy na głębokiej wodzie!;) Chodzenie w wodzie ma też swoje zalety. Ćwiczą się nogi, bo jest większy opór. Oraz dziecko jest lżejsze, jak siedzi u mamy na ramionach. Byliśmy prawie 2 godzinki, bo Asiowa się zmęczyła i zgłodniała. Jacuś by najchętniej tam zamieszkał ;) Zdjęcia są na aparacie dziadka, więc jeśli wrzucę to z opóźnieniem.
Teraz dzieci smacznie śpią. Nawet pogoda się do mnie uśmiecha. Miłego weekendu kochani.

środa, 7 sierpnia 2013

Humor wraca

Upały rozpanoszyły się na dobre, a my się czujemy doskonale. Asia przepięknie mówi ‘mama’. Jacuś opowiada całe zwrotki wierszyków. I śpiewa piosenki. Asia nuci piosenki i usypia nimi lalę. Pięknie tańczy, jak Jacek zaśpiewa. Jacuś proponuje gościom napoje i sam je przynosi. I to bez rozlewania. A ja patrzę i pękam z dumy. Tyle sukcesów i radości. Parę dobrych niespodzianek mnie też spotkało. I to prawdziwych, super niespodzianek. No i cieszę się strasznie, że upały nie dają mi popalić. 100% humoru i dobrego samopoczucia. No prawie 100, bo zawsze jakieś psikusy się zdarzają. Ale nic to. Jutro podobno rekordy ciepła. Ale my się w domu nie nudzimy, takie mam pomysłowe szkraby. Nawet nie trzeba im zabaw wymyślać. Aha, z newsów – moje oko wróciło do normy. Kto by pomyślał :) Na pewno nie ja, bo przyznam, że trochę się bałam. Ale dzięki Bogu wszystko się dobrze skończyło.
A poniżej mała sesja mojej ukochanej modelki :] 





piątek, 2 sierpnia 2013

Byle do jesieni ;)

Witajcie sierpniowo. Tak ostatnio trochę smutna jestem. Ciężko mi się wstaje z łóżka i dni wolno mijają… I brak motywacji do czegokolwiek. Taki ‘chudy’ tydzień. Ale nie będę zanudzać moimi troskami. Mała Asia zaszczepiona. Bohaterka z niej, troszkę zapłakała i na rękach od razu był spokój. Następne kłucie dopiero pod koniec września. Jacuś dostał od pani doktor naklejki, jaki to on jest dzielny pacjent. Nie dość że pozwolił się zbadać, to jeszcze w dodatku sam się rozebrał. A właśnie, ja też mogę się pochwalić :) Wyhodowałam słoneczniki (które teraz ‘odpoczywają’ na ziemi po ostatnich burzach) i groszek pachnący. Jestem z siebie dumna, bo kiedyś kwiaty bardzo mnie nie lubiły. A w tym roku, wszystko co posiałam, czy posadziłam – grzecznie rośnie :) I odkryłam ile w tym frajdy. Siać, podlewać, patrzeć jak rośnie. Całkiem młodo zabrałam się za takie babcine hobby, czyż nie? :)