czwartek, 31 marca 2016

Można

Miałam wczoraj okropny dzień. Od konieczności radzenia sobie z okropnymi niespodziankami, przez rozliczenie za własną naiwność, po ataki dziecięcej histerii w odpowiedzi na moje nieudolne próby panowania nad własną energią. Chciałam, chociaż na chwilę, zamknąć oczy i poudawać, że nikt mnie nie widzi… Ale. Tak, jest duże ale:) Z końcem dnia udało mi się to wszystko odwrócić o 180 stopni. Zupełnie od niechcenia, przyjrzałam się jednej z moich zagadek z bliska. Z tak bliska, że odległości między pikselami były naprawdę pokaźne. I zobaczyłam brakujący kawałek, którego nawet nie próbowałam szukać już od dłuższego czasu (poddałam się, ale widać nieskutecznie:). Tak po prostu, o jest, jak mogłam wcześniej tego nie zauważyć. I… udało mi się zrobić coś dobrego dla Jacka. Tak się cieszę, pomogłam mu odwrócić jeden głupi schemat myślowy, w którym utknął od dłuższego czasu i nie wiedziałam, co mogę dla niego zrobić. Nie mogłam w żaden sposób do niego trafić. Wczoraj znalazłam drogę. Właściwie to dostałam szansę i w sumie mój jedyny wkład, to wykorzystanie jej. Ale teraz… teraz moje dziecko będzie spokojniejsze. Pewniejsze siebie. Czasem trzeba zrobić krok wstecz, żeby zrobić parę kroków naprzód. 


PS. Jestem tu teraz, żeby nie zaczynać TEGO dnia. Jeszcze nie... jeszcze chwilka... 
No dobra. Idę się kąpać... TO będzie dobry dzień. Całuję Was kochani!

środa, 30 marca 2016

O motywacji w ogóle

Głupie zachcianki i wzniosłe cele. Cele żeby przetrwać w codzienności i cele na drodze do ewolucji świadomości. Cele zorientowane na siebie i cele zorientowane na świat. Cele nowe i cele, które istnieją dla nas od zawsze. Są różne cele, wynikające z różnych potrzeb. Niezależnie od rodzaju celu, to, jak do niego podejdziemy, ma olbrzymi wpływ na nasz proces tworzenia. Zwykle, jak ja coś chcę… Najpierw pytam, CZY MOGĘ? (czy to jest zgodne z moimi zasadami?). Następnie – „CZY JESTEM W STANIE?” Dalej pytam – JAK BARDZO chcę? (to z miłości do siebie). Potem – „DLACZEGO chcę”? – tutaj dalej staram się kochać się mocno i wcale nie oceniać tych przyczyn, jakiekolwiek by nie były, bo tylko z pozycji pozą oceną, mogę uzyskać szczerą i prawdziwą odpowiedź. Potem pytam – „PO CO”? Tu już oceniam na maksa. Nie tyle oceniam, co wybieram między różnymi rzeczami, które chcę, właśnie na podstawie wyniku testu „po co?” Ewaluacja musi wypaść pomyślnie. Dopiero na końcu pytam „JAK?”. Jak już wiem, że mogę i potrafię (zwykle jeśli mogę, to też potrafię, ale to tylko pierwszy krok!). Jak już wiem dlaczego, czyli znam rdzeń motywacji. Jak już wiem po co, czyli coś będzie, najprościej to ujmując dobre i ważne. I… jak już mam tę bazę… wtedy, dopiero wtedy, mam największą szansę uzyskania odpowiedzi na kluczowe pytanie - „jak?”. Przez długi czas było to moje pierwsze pytanie. Tak naprawdę - jedyne pytanie, jakie w ogóle sobie zadawałam. Chcę coś, więc JAK to osiągnąć? Spójrzcie, ile ważnych rzeczy pomija się w ten sposób. I w konsekwencji ile głupstw się robi! 

Aha, cały proces motywacyjny oczywiście moderuje moje „jak bardzo” :) Szacunek do siebie. 

Wiem, powiedziałam na początku, że robię tak zwykle. Że ZWYKLE pytam o to wszystko. Zwykle… Tak naprawdę, może trochę rzadziej niż zwykle. Aczkolwiek staram się. A teraz piszę to, po części dlatego, żeby starać się bardziej. Zwrócić większą uwagę na swój proces tworzenia. Po prostu tworzyć świadomiej, radośniej, skuteczniej.

wtorek, 29 marca 2016

O świętości innym razem

Cześć kochani. Koniec tego dobrego. Pianino musi wrócić, tam skąd przyszło. I to szybko. Dystraktor nad dystraktory! Co siadam w moim miejscu, na moim dywanie, przy moich rzeczach, którymi się powinnam zająć – i tak włączam pianino. I w dodatku nie ma z niego żadnego pożytku. Żeby był, musiałabym poświęcić mu dużo więcej czasu niż bym chciała. Co ja w ogóle chciałam sobie udowodnić! Teraz już śmieję się sama z siebie. To, że ktoś, coś ładnie zagrał na skrzypcach, ewidentnie (no dla mnie – prawie) nie znaczy, że ja też muszę (mogę..) to zagrać. NAWET jak wybiorę instrument największego prawdopodobieństwa sukcesu. Nawet, jak to coś mnie poruszy (okoliczność łagodząca:).

Wzięłam dziś dzieci i poszłam do kościoła. Tak właśnie. Anka zdecydowała, że będę chrzestną Michasia! Chyba się Wam nie chwaliłam. I potrzebowałam zaświadczenia z kościoła. Że wierzę. Że praktykuję. Poszliśmy sobie przez las. W kancelarii parafialnej pani wyjęła moją „teczkę” i mówi:
- ślub… był (ok)
- chrzest… był (ok)
- kolędy… NIE BYŁY PRZYJMOWANE!
I tutaj musiałam się mocno ugryźć w język, żeby nie powiedzieć: tak proszę pani, bo jakby były, to pewnie by pani powiedziała, że „ślub był, rozwód był” i tyle bym miała z mojego rozgrzeszenia :) (Tak naprawdę powód był oczywiście inny, ale mniejsza o to). W każdym razie Asia się słodko uśmiechnęła i skruszyła serce miłej pani do tego stopnia, że kolęda nie miała już takiego znaczenia. Pokazała na paluszkach ile ma latek i ile będzie miała zaraz, bo urodzinki już niedługo... Pani na to że rzeczywiście, wszak nos miała w naszych danych osobowych.
  
Więc będę chrzestną mojego ukochanego Klopsa, Michasia. Wracaliśmy sobie beztrosko przez las. Zgubiliśmy się (nie codziennie zapuszczamy się w tym kierunku). Tak… 5 drzew na krzyż, a my się zgubiliśmy. Ale znalazłam górkę, z której zjeżdżałam na sankach jak byłam mała i już wiedziałam gdzie jestem. No i jesteśmy. 



 

poniedziałek, 28 marca 2016

Pamięć komórkowa i rozmowy z moją 9-letnią self

Kiedyś, dawno dawno temu, uczyłam się grać na pianinie. Bez polotu, bez słuchu, bez talentu. I co najważniejsze, nie z własnego wyboru, toteż zupełnie bez chęci. I teraz, TERAZ, mam czelność spytać, halo, moja pamięcio komórkowa, gdzie jesteś? :) Anka (która wtedy uczyła się ze mną, i która potem wylądowała w szkole muzycznej, bo miała i więcej słuchu i więcej polotu) pożyczyła mi pianino, napisała na kartce, która nutka to który przycisk… Mam zapisaną piosenkę (w końcu!), która mnie do pożyczenia pianina zainspirowała… No nic tylko sobie pograć. A moja pamięć komórkowa na to: hahaha! Że skoro nie miałam tego wtedy, to do czego ja się chcę odwoływać. Ale, coś tam miałam (pomijając to, jakim kosztem:). Odzyskam, co moje, czemu nie. ALE moja 9-letnia self się teraz ze mnie śmieje Ale z miłością, ja wiem. No dobra. Nie spytam, co za lekcja. Chociaż dobrze wiem, że inspiracja, to była tylko inspiracja, cel jest większy. Jeszcze nie spytam. Po wtorku, spytam wtedy. Będzie lżej. Zakładając wtorkowy sukces. Ale w sumie, co innego miałabym zakładać. To tylko test, który robię sama sobie. I dobrze o tym wiem. Żebym mogła zobaczyć większy fragment obrazka. I nie przestraszyć się. I nie zawieść. 

A pierwsze wrażenie… Wow, gdyby kiedyś panina wyglądały tak jak teraz i robiły takie rzeczy, jakie potrafią robić pianina teraz… może moja historia potoczyłaby się nieco inaczej :) Tylko że obiecałam nie zepsuć, a takie pianino, to jak komputer (a do psucia rzeczy na komputerze mam prawdziwy talent) więc muszę ostrożniej. Nawet instrukcję obsługi dostałam. Przejrzałam i nie ma w niej zupełnie nic z istotnych rzeczy, które mogłaby chcieć wiedzieć osoba ucząca się grać na pianinie. Więc odłożyłam. Ale może przeczytam co nie co, dowiem się jaki jest potencjał…

PS. Zarzucono mi ekshibicjonizm duszy. Nie przeczę. Nie wypieram się. Ale tłumaczyć się też nie będę. Powołam się tylko na wolną wolę. Ja mam, wiem, jestem tu. Ty też masz, pamiętaj. Każdy ma wybór, gdzie jest, co pisze, co czyta. 

Całuję Was kochani!

niedziela, 27 marca 2016

U dziadków

Świąteczny obiad… Już po. Zrobiłam dużo, dużo zdjęć. Po czym, dostałam powszechny zakaz, umieszczania ich na blogu. Niech żyje skromność ;) Szanuję prywatność familii, więc pokażę Wam tylko kawałek naszych Świąt…















dzieci robiły. "Babci ręcami" :)


O motywacji bycia dobrym

Czy to, że dziecko boi się ukraść lizaka w sklepie, wystarczy, żeby było zadowolone i przekonane, że jest „dobrym” dzieckiem? Może, jakby nie było żadnych konsekwencji kradzieży lizaka, to natychmiast schowałoby go sobie do kieszeni? Pewnie, że nie wystarczy. Strach nie jest dobrą motywacją. Ale może być pierwszym krokiem. Początkiem drogi podejmowania właściwych decyzji. Bo czym jest świadomość konsekwencji swojego wyboru? Na pewno zliniowaniem nas z wrodzoną preferencją doświadczania przyjemnych rzeczy (raczej niż tych mniej przyjemnych). Jak to wygląda poziom wyżej? Wiemy, że konsekwencje złego wyboru, mogą być dla nas bolesne. Poziom wyżej, nie ma to aż takiego znaczenia. Wtedy potrzeba bycia dobrym, bycia uczciwym, przeważa nad strachem przed „karą” (w postaci konsekwencji głupiej decyzji). Aspiruję do tego poziomu. Aspiruję, bo mam taką potrzebę bycia dobrą, że widzę, że motywacja „unikania” to tylko wynik prostego warunkowania, coś najbardziej podstawowego. A nie coś, na czym można się zatrzymać i osiąść na laurach. Stać mnie na więcej, wiem, że stać mnie na więcej. Idę dalej. Próbuję. Kiedyś zrobię krok wstecz, żeby pójść dalej. Ale jeszcze nie teraz, bo teraz ryzyko, że wcale nie pójdę dalej, tylko jeszcze bardziej wstecz, jest zbyt duże :) 

Aaa, ja się wcale nie boję konsekwencji!! O nie :) Właśnie do mnie dotarło, że bycie uczciwą jest obecnie moją JEDYNĄ motywacją do podjęcia dobrej decyzji! Czemu ‘o nie’? Bo nie jest to (jeszcze) aż tak silna motywacja, żeby wystarczyła… ;) A może to dobry początek… Wcześniej się bałam konsekwencji – podjęłam dobrą decyzję. TERAZ, jak podejmę dobrą decyzję, to będzie to znaczyło, że jestem blisko poziomu, do którego aspiruję. To jest motywacja. Motywacja samo-rozwoju. Krok pomiędzy. 

Świętujecie dziś? Świętujcie. Warto świętować. Jezus naprawdę zmartwychwstał. Zrobiłam zdjęcie… chciałam Wam pokazać. I zgubiłam. Ech… Kiedyś się znajdzie. Zrobiłam inne (w końcu mamy Wielkanoc, wypada podzielić się jajkiem :) Niechaj więc tradycji stanie się zadość. 

Dzielę się z Wami.

sobota, 26 marca 2016

Zaufanie

Cześć kochani. Ostatnio przez długi czas zastanawiałam się nad wyborem między ZAUFAĆ a NIE WYCIĄGAĆ POCHOPNYCH WNIOSKÓW. I tak skakałam sobie od jednego bieguna do drugiego. Nie mogąc się zdecydować. Właśnie zobaczyłam, że tak naprawdę, rozwiązanie jest proste. Skoro już coś widzimy… Skoro już coś JEST NAM DANE zobaczyć.. To dzieje się to w jakimś celu. ZAUFAĆ wygrało :) ale oczywiście z domieszką, o nie wyciąganiu pochopnych wniosków, jako że warto też się chronić przed myśleniem „na wyrost”. Ale ta ochrona też SIĘ MIEŚCI w „zaufać”. Zaufać jest takie szerokie! Warto zaufać swojej „intuicji”. Czemu użyłam cudzysłowiu? Może nasza intuicja to coś więcej, niż nam się wydaje? Może nie wiemy o niej wszystkiego? Może jest to tylko słowo-symbol dla czegoś dużo, dużo większego, czego jeszcze nie jesteśmy w stanie poznać? Nawet jak nie jesteśmy w stanie poznać, możemy spróbować doświadczyć. Możemy spróbować zaufać sobie. Nawet jak „nie mamy dowodów”, na to, dlaczego coś czujemy. To przecież to czujemy. Może nasze „czucie” próbuje nam coś powiedzieć? Może jest to coś istotnego? 

Cytat na dziś :) „If prayer is you talking to God, then intuition is God talking to you” Dr. Wayne Dyer

Buźki!

piątek, 25 marca 2016

Świątecznie

Cześć kochani! Ale jestem z siebie dumna. Otworzyłam jedno okno jakiś czas temu, zapomniałam o tym, i dziś zostało mi to przypomniane. Bez cienia strachu, wzięłam odpowiedzialność, zrobiłam co trzeba. Nie tylko dlatego jestem dumna. Powoli, powoli moje rozumienie rzeczy, zaczyna się przekształcać w czucie. Jeszcze nie w takim stopniu, żebym się śmiała z tego, co było (be ironii, która jest zwykłym mechanizmem obronnym, a nie oznaką postępów). Ale już w taki, że mam dla siebie dużo miłości i współczucia, patrząc z boku. Teraz wystarczy tylko ucieleśnić tę perspektywę.  

Wiem, zaraz Święta. Dla mnie oznacza to dwa dni CISZY (przerwa w robotach drogowych za moim oknem, jeeej:) Z okazji tegorocznej Wielkanocy, życzę Wam od serca – zdrowia, niech ciało współpracuje, zamiast się buntować. Pokoju – na zewnątrz i w sercu. Miłości – do siebie, do świata. I nade wszystko – radości tworzenia każdego dnia. Uśmiechu, zaufania, poczucia spełnienia. Świętujcie!


czwartek, 24 marca 2016

Mój mały Poeta

Moje dziecko, dzisiaj, w Sztuce Wyboru, bawiło się rybkami w kąciku dla dzieci. Pierworodny. Ułożył wierszyk, aż sobie zapisałam, tak mnie zaskoczył:

Płyną rybki, zgadnij gdzie,
jedna zasnąć w namiocie chce.
Schowaj się, schowaj ty,
będziesz miała słodkie sny.

Co nie?! :) Ja swój pierwszy wierszyk z dzieciństwa pamiętam do dziś. A może to nie był pierwszy… W każdym razie, dzieciątko moje, idzie w ślady mamy. Śmiać się czy płakać…? :)

Skąd się wzięło imię Jacek?

Tak, w TYM namiocie :)




Spacerowe dylematy

Ech, tak ładnie padało od samego rana. No i właśnie wyszło słońce. A już myślałam, że mi się upiecze spacer z dziećmi do „Sztuki Wyboru” i okolic… Myślałam, że pojedziemy sobie na plac zabaw, taki z piłeczkowym basenem i rurą strażacką do zjeżdżania. No nic, jak już obiecałam... Ale dziś pójdę tam mądrzejsza. No i w lepszej kondycji. I nie będę więcej obiecywać, o. Zdecydowanie wolę spacery do lasu... do naszych pociągów... piesków... siłowni leśnej... sprzątania kapsli...
Czekajcie... zdaje się, że zaraz Święta. Czego by Wam tu życzyć... Pomyślę :) I wrócę.

Pomysłowe to moje Małe, czyż nie :) Za podstawę konstrukcji posłużyła trampolina.

środa, 23 marca 2016

Sztuka Wyboru (w Gdańsku)


Jacek się czuł jak u siebie...

Asię nosiło...

Michał mój kochany. To dziecko wielkości (prawie) Asi, ma pół roku! (jutro:)











Wczoraj tam byliśmy. W mojej dzielnicy, takie rzeczy... Niepokojące miejsce. Mocno niepokojąca sztuka. Zupełnie niepokojący klimat. Ale wrócę tu jutro. No OBIECAŁAM... (Jackowi)  I... zobaczyłam mojego kochanego Klopsa, jeej :)

wtorek, 22 marca 2016

Siła Uważności

Cześć kochani. Chciałam Wam coś polecić. Książeczkę dla dzieci, o wdzięcznym tytule, „Lew Staszek i siła uważności” Agnieszki Pawłowskiej. Książeczka jest niesamowita. Błyskotliwa. Mówi o tym, jak sobie radzić ze złością, z frustracją. Mówi w piękny sposób, pięknym i przystępnym językiem, który „toruje” drogę do serca dziecka i sprawia, że małe utożsamia się z bohaterem. Książeczka uczy, że jesteśmy silni, że mamy wpływ na rzeczy. Że to od nas zależy, jak będzie wyglądało nasze życie. Mając dzieci od prawie 5-ciu lat, na tak mądrą książkę jeszcze mi się nie zdarzyło trafić. Mówiąc „chciałam Wam polecić” miałam na myśli dokładnie to co powiedziałam :) Każdy dorosły może się dzięki tej książce dużo nauczyć. 


Gwiazda Północna

Haha, moja drukarka właśnie zachowała się nieco absurdalnie. Wydrukowała
strony z pliku, który nawet nie był otwarty. Ciekawe, ciekawe… W ogóle zapowiada
się ciekawy dzień, tak coś czuję. Jedna mała preferencja osobista - jak mają
być niespodzianki, niech będą dobre! Ale ufam, ufam. Że stąd, tutaj, nie zawsze
mogę ocenić, co jest dobre, a co nie. I dlaczego.

„There’s ALWAYS a bigger reason behind what appears to be obvious”. Tralala.  Kocham. Doceniam. Dziękuję za każdą szansę. Zrobię wszystko, co mogę, najlepiej jak umiem. Tak właśnie. 

Pięknego dnia kochani!

poniedziałek, 21 marca 2016

Jakie macie plany na wiosnę?

Ja kupie ziemię, przesadzę kwiatki. Pierwiosnki pójdą do ogrodu. Posprzątam zgrabione liście. Posieję maciejkę. Słoneczniki. Może nawet umyję okno (to w dachu, żeby mieć ładniejsze zdjęcia nieba :) )

W ogóle, znalazłam pierwszą czterolistną koniczynę w tym roku. Zupełnie maleńką. Wszystko się budzi, jest po prostu przepięknie. Nie mogę się doczekać tego świeżo-zielonego koloru młodych liści na drzewach. Muzyki pszczół pod kwitnącą czereśnią, kwitnących jabłonek. Pierwszą pszczołę parę dni temu dostrzegła Marta. Jakimś cudem obudziła się przedwcześnie i schroniła u mnie w domu :) Będziemy mieć w tym roku jeszcze piękniejszą wiosnę niż zwykle, bo dzieci przeżywają to coraz świadomiej. Jacka spróbuję trochę uwrażliwić na przyrodę (żeby nie było jak w zeszłym roku: „o, ślimak!”, i ślimak lądował pod butem…). Asi uwrażliwiać nie muszę. Asia uwrażliwia mnie. „Mamusiu, choinka mnie ukłuła! Ale przeprosiła.” Asia przekłada kamienie pod drzewami, żeby trawce było łatwiej rosnąć. Ach, moja Asia.

21 marca

Pięknej wiosny kochani!
Przyroda się budzi, pozwólmy się jej zainspirować! Obudźmy się też!


piątek, 18 marca 2016

Zapalenie nerwu trójdzielnego

Kto z Was miał? Co pomogło? Maila, pliz. Zamiast wyleczyć jedną stronę, przeniosło mi się na drugą, a już wyczerpałam limit środków bólowych, które mój organizm jest w stanie bez-szkodowo zmetabolizować. A nie chcę sterydów, mocno nie chcę... Poza tym zdecydowanie nie mogę sobie teraz pozwolić na wyjęcie 5-ciu dni z życiorysu.

Wiosennego weekendu kochani!

czwartek, 17 marca 2016

Co by tu...

Cześć kochani. Obudziłam się dziś z myślą... Że może, zamiast się tak mądrzyć i mądrzyć, wcieliłabym któreś z tych moich mądrości w życie? A obudził mnie wdzięczny dźwięk szlifowania, (czy tam piłowania) kafelek (czy tam bruku). Roboty drogowe przed moim domem od czerwca, z małą przerwą na grudzień – styczeń – luty. Niech będzie, mały dystraktor wielki cel. 

Ostatnie dni zimy. Zaraz będzie "prawdziwa" wiosna! Czas na zmiany. Nawet psychologia reklamy to wykorzystuje ;) Mogę i ja.

Całuję Was kochani!  Bądźcie uważni dziś. Kto wie, ile szans niechcący codziennie przegapiamy... Haha, miałam się nie mądrzyć :) Nie mniej całuję Was i pozdrawiam!

środa, 16 marca 2016

„Wyznaczymy sobie miejsce i czas”




Jak miałam lat naście. Byłam
taka fajna, taka nie z tego świata, taka zbuntowana Bo przecież, to nie była
moja wina, te wszystkie porażki i cała masakra świata, która mi się stopniowo
objawiała. To była wina rodziców. To była wina świata. Robicie mi krzywdę! No
chyba nikt się nie będzie kłócił, że jestem tutaj ofiarą. Że schematy wkładane
nam do głowy, nie są dobre. Że system jest zły. Że świat jest zły i JAK W OGÓLE
MOŻE TAKI BYĆ. Ciężko mi się było odnaleźć w tym świecie. Ale przecież, po to
ma się to naście lat, żeby jeszcze nie brać odpowiedzialności, prawda? Nie
żałuję pogo na koncercie. Nie żałuję czarno-białej wizji świata. Sztywnych
algorytmicznych rozwiązań, takich samych dla każdego problemu. Nie żałuję nawet
oceniania wszystkiego dookoła. Czucia się lepszą. Od tych, którzy mają władzę.
I od tych, którzy pozwalają tym pierwszym robić, co chcą, także. Nie żałuję, bo
nastoletnie doświadczenia odrzucenia reguł i świata, w którym krzywdzenie
drugiego człowieka jest nie tylko codziennością, ale i normą, pozwoliły mi na
zrozumienie, że nie tędy droga. Że to było ego - jestem taka fajna, bo WIEM. I
teraz powiem wszystkim, tak, to będzie mój dar dla świata, bo wiedza o tym,
może zmienić rzeczywistość. Młodzieńcza naiwność. Młodzieńcza pycha. Z czasem
zrozumiałam, że to nie tak. Jeśli naprawdę chcę zmienić świat, mogę go
zmienić tylko przez to, kim się stanę. Jak to ktoś mądry kiedyś powiedział –
„working with it and around it”. Pracując z tym, co jest dostępne, zacząć zmieniać
świat od siebie. Biorąc odpowiedzialność. Pytając, czego ma mnie nauczyć, to co
widzę dookoła, nawet jeśli mi to mrozi mi krew w żyłach. I to, ŻE to widzę.
Łatwo jest „porwać się na zmienienie całego świata”, a potem obrazić się na
świat, jak się nie uda. Pogrążyć się w zgorzknieniu i już nie zadawać pytań, bo
przecież ma się wszystkie odpowiedzi. Trudniej odnaleźć tę część, której
zmienienie jest realne. Trudniej, bo skoro już przyjmiemy, że możemy coś
zrobić, to jeśli, nie daj Boże, spróbujemy i nam się nie uda, będziemy musieli sobie sami z
tym poradzić. I wtedy trzeba będzie wziąć za to odpowiedzialność, dostrzec
lekcję, odrobić ją i wstać. Nikt nie lubi jak boli. A skąd mamy wiedzieć, co
jest realne? Realne jest podzielenie się tym, co nam samym udało się osiągnąć.
A jeszcze realniejsze – zmienienie tego, co udało nam się zmienić w samym sobie.
Co odważyliśmy się dostrzec, uznać, pochylić się nad tym i zmienić. Realne - bo
już wiemy jak. Najlepiej wiemy, jak tylko można wiedzieć, doświadczyliśmy wszak
tego procesu na samym sobie.


PS. Co mi zostało z tamtych lat? Wspomnienia. Muzyczne… wakacyjne… imprezowe… historyczno-polityczne... Zostało to, że tak, kiedyś w końcu ZROBIĘ sobie tatuaż. Nawet już chyba wiem jaki :) Kiedyś. Entuzjazm został. Skłonność do robienia czegoś całą sobą albo
wcale. Naiwność też została (niektórych rzeczy po prostu nie jestem się w
stanie nauczyć :) 

Miłego dnia kochani!

wtorek, 15 marca 2016

Kocia sprawa

Nigdy nie zgadniecie, co dziś miało miejsce u nas w ogrodzie! Pamiętacie kocią mamę z trójką kociątek, które mieszkały w namiocie moich dzieci, które karmiliśmy (pisałam Wam o nich w zeszłym roku)? I jak nam było smutno, jak zniknęli wszyscy jesienią…? Wróciły!! Nasze kotki wróciły! Dawne maleństwa są wielkie, spasione i bardzo, bardzo kreatywne! Co one wyprawiały… Wdrapywały się po drabince dzieci, zjeżdżały ze zjeżdżalni na czterech łapach, chodziły po drewnianej „równoważni” oraz, co było najlepsze i żałowałam że nie mogę tego nagrać – huśtały się na huśtawce dzieci! Potem mama ich uczyła polować. No po prostu TAKĄ mieliśmy radochę! A zaczęło się, od wypatrzenia wiewiórki na drzewie. A potem kota zaczajonego pod tym drzewem. I zaraz – przyszły pozostałe 3. No super. Jeśli zostaną u nas, następnym razem zrobię Wam fotki :) Jeden młody ma odgryziony ogon, ałć. Ale po drzewach zasuwał! 

dzieło pierworodnego, nazwał je "rzeźba"

Ktoś powiedział, że mało piszę o TEMACIE bloga, proszę uprzejmie :)

2 fakty o SM. 1 – wysoka temperatura wywołuje zaostrzenie choroby. No tak. I 2 – intensywne emocje wywołują zaostrzenie choroby.

Dwa fakty. Czy myśleliście nad tym, że to może tak naprawdę JEDEN i ten sam fakt? Jeden mechanizm? Może zaostrzenie jest wołaniem organizmu – „Nie, starczy, otwórz oczy, za dużo wysyłasz energii, już sobie nie radzę”.

Słowo wyjaśnienia, zanim pogłębię temat. Być może zauważyliście, że gorąco robi się nam jak „wysyłamy” energię. Jak transmitujemy coś, w jakiś sposób w kierunku NA ZEWNĄTRZ nas. A kiedy jest nam zimno? (Haha, jakbym to wiedziała, nie musiałabym mieć SM ;) ) Zimno jest nam, kiedy jesteśmy nastawieni na odbiór. Kiedy jesteśmy „magnetyczni”, przyciągamy energię w swoim kierunku.

Wracając do mechanizmu choroby. Może w obliczu emocji, zamiast bronić się (wysyłając energię), warto zaufać i nastawić się na odbiór? MIMO, że nie wiemy, co „przyjdzie” i pozornie odbierając, mamy mniejszą kontrolę nad rzeczami (taaak, ja wiem… to NA TYM polega zaufanie)? Myślę, że warto „nastawić się” na odbiór. Niezależnie, czy emocje, które przeżywasz ci się podobają, czy nie bardzo. Jeśli powodują zmiany w twoim ciele, to chyba twoja reakcja na rzeczy, które „wywołały” te emocje, nie jest do końca idealna. Ale może jest konieczna? Pewnie, że fajnie sobie powiedzieć, że to nie ja, to świat. Ale co jeśli, mamy wpływ na to, w jaki sposób wpłyną na nas wydarzenia (o dowolnej polarności)? Wtedy odpowiedzialność jest nasza.

Moi kochani „towarzysze” w chorobie. Może to jest nasza lekcja – nauczyć się być bardziej magnetycznym. Poddać się. Stracić kontrolę (iluzoryczną w swojej naturze, nie oszukujmy się), żeby zyskać ją na wyższym poziomie…

Czy wiedza o tym (jeśli dwa fakty, są tak naprawdę jednym i tym samym faktem), sprawi, że w sensie dosłownym i metaforycznym kiedykolwiek będę mogła wrócić do sauny, którą kocham? Nie sądzę. Aczkolwiek mój wewnętrzny naukowiec, może kiedyś zechcieć się przekonać ;)

PS. Schizofrenicznie – „będę ufać, self, DON’T MAKE ME!!” :) :)

Pięknego dnia, kochani!

poniedziałek, 14 marca 2016

W swojej szufladce

Właśnie się dowiedziałam, na ile mnie "wyceniono" w EDSS :) Uwaga, uwaga, 4,5! Moi kochani. Nie wiem, czy się śmiać czy płakać. Wybieram śmiać. Tralala. Włączyłam sobie zabawną piosenkę. Nie spodobałaby się Wam, chyba. Może kiedyś się podzielę. Całuję Was gorąco i lecę, bo czas złamać komuś serce, że nie, nie pójdziemy drugi raz do kina na Zwierzogród, tylko poczekamy aż zaczną w kwietniu grać Kung-fu Pandę. Istnienia opcji pójścia na Robinsona Crusoe nawet nie są świadomi, bo reklama tej bajki którą zobaczyłam, ech... Dobra, ja też bywam wredna, ale TO, jak w niej pokazują koty, jest naprawdę niefajne. A Asia już jest prawie gotowa żebyśmy mieli swojego kota :)

prace ogrodowe, pachnie wiosną

mama, a kiedy posadzimy fasolki...

Las w oczach Asi. Dobrze że moje dziecko patrzy w górę. Nawet rozmawia z drzewami! Ale nie tymi, tylko z zaprzyjaźnionymi, w naszym ogrodzie ;)

niedziela, 13 marca 2016

O neuroplastyczności

Chcecie zrobić coś dobrego dla swojego mózgu? Polecam http://www.neurotyk.net/2010/02/jak-dziala-obrotowa-tancerka/
Ćwiczyłam to kiedyś, ale chyba znowu zacznę. Jak? No wiadomo, każdy po swojemu. Ja najpierw dochodzę do miejsca, gdzie mogę swobodnie zamienić kierunek ruchu tancerki (co u mnie sprowadza się do aktywowania prawej półkuli, co może zająć trochą czasu). Potem cykl: 1 obrót w prawo – 1 obrót w lewo na zmianę, 12 powtórzeń. Co jest względnie łatwe. Potem 2 obroty w prawo – 2 obroty w lewo na zmianę. Też 12 razy. To już jest trochę trudniejsze i wymaga większego skupienia. Chociaż, to pewnie zależy od osoby. Jest to (w mojej opinii) ćwiczenie na synchronizacje półkul mózgowych. Tyle rzeczy ćwiczymy rehabilitując się (dobra, nie jestem DO KOŃCA uczciwa mówiąc „my” :) ), że śmiało możemy poświęcić trochę uwagi naszej części ciała, która, bądź nie bądź, ucierpiała najbardziej… I teraz mogę uczciwie powiedzieć „naszej”, mówiąc nie tylko do „towarzyszy w chorobie”. Spotkałam kiedyś osobę, która zarzekała się, że tancerka może kręcić się tylko w jedną stronę (tak, ta osoba też to czyta, cześć!:) ). I nie było dyskusji. Jeśli twoja tancerka kręci się w jedną stronę i też „nie wierzysz”, możesz zacząć od sześcianu Neckera na dole strony z linku powyżej. Też pomaga na plastyczność mózgu (modna sprawa, nawet wśród naukowców). Zainspirował mnie właśnie dr Quintal, który wydaje się mieć o tej neuroplastyczności jakieś pojęcie. Wspomniał coś o Necker’s cube. I od razu przypomniała mi się tancerka :) Z którą kiedyś ćwiczyłam… Szczerze mówiąc, z dwojga złego, już chyba wolę ćwiczyć mózg… 

edit: Tak sobie myślę... to musiało by pięknie wyglądać na f-MRI! Mózg osoby która przełącza się między półkulami mózgowymi, płynnie zmieniając kierunek ruchu tancerki. Może kiedyś nasz mózg nie był podzielony? Ciekawe co byśmy potrafili, jakbyśmy potrafili tak do końca. Jakbyśmy potrafili osiągnąć PEŁNĄ synchronizację. 

edit2: Haha, właśnie mi przyszedł mi do głowy pomysł na mega-utrudnienie :) :) Właściwie zamanifestował się sam. Przykryj innym oknem tancerkę od kolan w górę, żebyś widział tylko dół jej nóg. I TERAZ spróbuj zrobić to samo! Mózg musi się napracować jeszcze bardziej i dodatkowo skompensować to, czego nie widzi. Niezła zabawa.

Roman Roczeń - Emeryt

A mi się dzisiaj śniły żagle.
I Mikołajki i Giżycko. I że wszystko się zmieniło. Ałć. 



Ciekawe kiedy wrócę...



Podobno...

sobota, 12 marca 2016

Nowy start

Jestem. Powiem Wam. Kilka osób spytało mnie „co biorę”, w sensie suplementów itp. Niedużo w sumie, jak na setki magicznych nowinek, które mają „uleczyć SM”. Olej lniany. Witaminę B complex. Bacopa monnieri (bakozin). Selen. Glutation staram się brać. D3 też. Nie mogę uczciwie powiedzieć, że polecam te rzeczy. Mogę powiedzieć tylko, że ja się dobrze czuję. Że objawy, które miałam przez lata, są dużo, dużo mniej dokuczliwe niż kiedyś. I też, że wiem, że raczej nie jest to kwestia suplementów, które biorę. Jeśli już to gilenyi. Słuchajcie swojej intuicji. Sami wiecie najlepiej, czego potrzebuje Wasz organizm. Jak nie wiecie, warto zapytać. A jeśli chcecie wiedzieć, co mi pomaga, a nie tylko co biorę… Pomaga mi praca nad oddechem i zdobywanie coraz większej świadomości własnego ciała. To jest nierozłączne, bo odpowiednio kierując oddechem, naprawiamy to, czego działanie zostało zaburzone. Afirmacje. Nie, zupełnie nie chodzi mi o bezmyślne gadanie do lustra. Tylko takie, którym towarzyszy świadomość, że każdym naszym słowem tworzymy. I każdą myślą! Że to od nas zależy. Dobrze jest też brać odpowiedzialność. Chociaż za siebie… Bo tylko zdając sobie sprawę, że nasze życie jest efektem NASZYCH działań, możemy je zmienić. Nie, no ja się nie mądrze, tylko OPOWIADAM NA PYTANIE :) Wiem, że nikt nie lubi słuchać, że jest przyczyną negatywnych okoliczności we własnym życiu. Ale kto wie, może zapalę jakąś lampkę.

A tak na marginesie. Muszę mocno kochać dramaty :) Rozwiązałam mój problem. Myliłam się. I przyjęłam to z taką ulgą… Rozwiązanie okazało się „banalną” kwestią z astrofizyki. Po prostu szukałam w złym miejscu. A lekcja? Lekcja wielopoziomowa. A propos różnych poziomów poruszanych w jednej lekcji - czemu ja zawsze muszę robić wszystko naraz... Może mam coś zrobić i czas jest istotny? I muszę coś zrozumieć szybciej? A może po prostu jest to kwestia cierpliwości? Jak sobie pomyślę, co bym mogła, jakbym potrafiła się skupić na JEDNEJ RZECZY! Laser...;)

Całuję Was kochani! Miłego weekendu.

btw... (znalezione gdzieś na fejsie)
nie, nie polecam strony... po prostu nazwa mi się spodobała :)

piątek, 11 marca 2016

Once came a wind dark and cold from the lowly places

Cześć kochani. Na razie znikam. Nie gniewajcie się. Bo… Od dłuższego czasu badałam pewną sprawę. Szukałam i szukałam. W końcu wczoraj dostałam odpowiedź. I odpowiedź złamała mi serce. Coś w rodzaju „uważaj czego sobie życzysz”. Rozwaliła mnie na małe kawałeczki. Obecnie staram się ze wszystkich sił, żeby nie przekazać energetycznego syfu, który jest we mnie, moim dzieciom. Nie po to się staram, żeby tutaj robić to Wam. Szczególnie, że owy syf liniowio przekłada się na moje samopoczucie fizyczne. Wrócę, jak sobie z tym poradzę. Pewnie, że sobie poradzę. Bo może coś źle zrozumiałam. Może coś przegapiłam. Może rozwiązanie jest bardziej skomplikowane. Odrobię tę lekcję i wrócę. Póki co nie mam nawet siły, żeby zadać pytanie jaka to lekcja…
Bless you all!

środa, 9 marca 2016

Head first

Przyszłam pojęczeć. No dobra, dobra, nie musisz czytać. A więc, jak mówiłam…. Już w piątek, tak, w ten piątek! czeka mnie trudne i bolesne doświadczenie jakim jest wyrwanie ósemki. A mając uszkodzone drogi słuchowe po lewej stronie, wysokie dźwięki bezpośrednio przy uchu (TAKIE JAK DŹWIĘK WIERTŁA „dłutującego” kość w której owy ząb siedzi, czyli nie tylko dźwięk też bezpośrednia wibracja), to coś przed czym, jakbym tylko mogła, uciekłabym daleko, daleko stąd. Część z Was pewnie wie, co to ból neuropatyczny. I ma być aplikowany tak bezpośrednio… I JUŻ W PIĄTEK! Niby widzę, jaka ma być w tym lekcja i w ogóle, ale wiem też, że muszą być łatwiejsze sposoby, żeby się tej lekcji nauczyć, także buntuję się, o, właśnie tak. Pewnie że dodaję temu energii, widać mam dodawać, widać to ma być jeszcze gorsze, niż mogłoby być. I, tak, mam nadzieję, że to ostatnia z tych lekcji, bo jeśli znowu nie wyciągnę wniosków, to boję się myśleć, jak wyglądałaby następna lekcja z tego cyklu, skoro mam taką wyobraźnię i ewidentnie masochistyczne skłonności ;) A skąd wiem, że będzie bolało… A no, miałam już wyrywaną ósemkę. I to jedno z moich najgorszych doświadczeń, mimo tak bogatego wachlarza, haha. Tamta była po prawej stronie, dalej od „chorego” ucha. Ta będzie po lewej. 

No wiem… Ale musiałam. Po fakcie nie będę jęczeć, obiecuję. Żeby coś mądrego z tego mojego jęczenia wynikło, pozwól, że zapytam cię – dlaczego tworzymy sobie sytuacje w których cierpimy? (Pewnie, że tworzymy, nic nie dzieje się samo) Mam wrażenie, że podświadomie (nie cierpię tego słowa…) czujemy, że nie zasługujemy na nic lepszego. I próbujemy się sami nauczyć, jak głupie jest to nasze podejście. I zacząć w końcu kochać siebie. Niektórzy po prostu wolniej do tego dochodzą i powtarzają wzory zachowań. I powtarzają. Ale przynajmniej, umiem się z siebie śmiać, o.

poniedziałek, 7 marca 2016

O dualizmie




A kiedyś się przekonamy, że przeciwieństwa były tylko aspektami tego samego spectrum. Tą samą energią w innych odsłonach. Kiedyś przeciwieństwa będą jednością. Serio :)

Z rundy drugiej

Cześć kochani. Wiecie co… podzielę się czymś z Wami. W sobotę miałam pewien test. Pewien ważny test, który odwlekałam i odwlekałam, aż zamanifestował się sam. Wiecie sami, jak odwlekanie rzeczy, których się boimy potęguje nasz strach. Tak, ja też to wiem, ale i tak dalej to robię. Ale w sobotę obiecałam sobie przestać. Bo strach podniesiony do potęgi entej naprawdę może powodować zupełnie irracjonalne reakcje. Skumulowane emocje, nowa sytuacja, jej… Ale w sumie jestem z siebie dumna, że to zrobiłam i z tej okazji na dobry początek tygodnia zacytuję Wam Herberta:

„bądź odważny gdy rozum zawodzi bądź odważny
w ostatecznym rachunku jedynie to się liczy

PS. Co planujemy na ten tydzień? Pojechać na basen. I zabrać aparat. I go użyć (tak…). Przydałyby się jakieś nowe fotki uśmiechniętych pysków na lodówkę ;)

No i jako że obiecałam sobie skończyć z odwlekaniem rzeczy, jadę dziś do szpitala załatwić pewną ważną rzecz. Trzymajcie kciuki :)