piątek, 27 marca 2015

Dzieci

Jak ja kocham dzieci. I jakie to jest proste! Kochać dzieci. Ta niewinność. Była wczoraj u nas maleńka Kasia. Z siostrą i z rodzicami. Przyglądałam jej się w głębokim zachwycie. Na każdym kroku radość. A ufność taka, że nawet sobie nie wyobraża stanu braku ufności. Bóg w czystej postaci. Mam nadzieję, że nasz fałszywy i niby-cywilizowany świat jej nigdy nie zepsuje. Dobrze że ma mądrych rodziców, ochronią ją. Przyglądając się Kasi ze smutkiem zaobserwowałam, że moje dzieci już sporą część tej boskiej niewinności utraciły. Już kombinują. Już pojawił się spryt. Owszem, jest to oparte na inteligencji. Jednak nie jest to wykorzystanie inteligencji w służbie uważności - spryt pozostaje sprytem. I smutno mi, że to moja zasługa oraz wszystkich innych, z którymi mają kontakt z Asią i Jackiem. Tak, te dzieci już mają ego. Stopniowo wykluwające się ego, które przysłoni im wszystko, co w życiu najważniejsze. Ego, które będą traktowały jako siebie samych, mimo, że zostało w nich wykształcone przez otoczenie. Żeby nie powiedzieć narzucone. Ze wszystkich sił staram się chronić ich niewinność. Daję im wolność wszędzie, gdzie tylko taka możliwość. Powinnam raczej powiedzieć - nie odbieram im wolności, która jest ich przyrodzonym darem. Staram się nie karać, nie oszukiwać, nie wywierać wpływu, nie narzucać własnych przekonań. Uczyć uważności i wspierać samodzielność. Smutno mi, że nie wszystko wychodzi tak, jakbym chciała. Pozostaje mi tylko odpowiadać na ich potrzeby najlepiej, jak umiem. Tak, jak mi dyktuje serce.

niedziela, 22 marca 2015

U siebie ze sobą

No i kiedy już miałam nadzieję, że w związku z datą 21 marca, koniec narzekania że "ee, przecież jeszcze nie ma wiosny" słyszę: "co to za wiosna, jak za oknem śnieg z deszczem?". Ale śmiało, spójrz przez okno teraz! Za moim, w promieniach południowego słońca, właśnie dwa gołębie bawią się pod starym orzechem w niezagrabionych jeszcze liściach. Niezidentyfikowany przeze mnie ptak schował się w koronie drzewa i pięknie śpiewa. W ogrodzie przyroda budzi się do życia. Nawet stonogi wyłażą spod swoich kamieni.

Początek wiosny wiąże się z kilkoma rocznicami ważnych dla mnie osób. Urodziny mojej drogiej siostry (21 marca 1987). Urodziny Jacka Kaczmarskiego "zrodzony ze spazmu pierwszego dnia wiosny" (22 marca 1957). Rocznica oświecenia Osho „tej nocy stałem się pusty i stałem się pełny” (31 marca 1953).

Dzisiaj korzystając z nieobecności dzieci siedzę sobie na poddaszu i słucham, co o tym wszystkim ma do powiedzenia Mozart. Czytam trochę. Trochę medytuję. Tworzę co nie co. W skrócie – zajmuję się samymi ważnymi rzeczami. Rzeczami, które trochę schodzą na plan dalszy, podczas gdy rodzina jest w komplecie.

piątek, 6 marca 2015

Co nowego w naszym świecie

Cześć kochani. Nie zgadniecie co wczoraj robiłam. Przez całe popołudnie grabiłam liście w ogrodzie. To jeszcze nie byłoby takie dziwne, gdybym nie robiła tego z pomocą dzieci, a za pomocą - dziecięcych grabek. No cóż, żaden szanujący się inwalida by nie wyrobił tyle godzin z dorosłymi grabiami na stojąco ;) Sprzątanie ogrodu było pomysłem dzieci i pomysłem doskonałym. Tak im to dobrze zrobiło, że zasnęły bez wieczorynki. A wiecznie chora panienka Asia od razu ma dziś mniejszy katar. Byłam taka dumna, jak Jacek tłumaczył Asi, że lepiej zbierać liście grabkami niż łopatką, pokazywał, pomagał wieźć taczkę... Coraz bliżej mu do ideału starszego brata (co na nasze obecne standardy znaczy nie używanie wobec młodszej siostry przemocy fizycznej ;).

Asia na ogródkowej zjeżdżalni

Asia z Jackiem tropili też przebiśniegi i inne ślady wiosny. A ja cieszyłam się nimi nie mniej niż dzieci.

Przy okazji dzisiejszego zgrywania zdjęć z telefonu pokażę Wam, jak ostatnio byliśmy w Loopie's. Nie wiem, czy już się chwaliłam, najwyżej się powtórzę - Jacek zjeżdżał z największej zjeżdżalni, takiej pod samym sufitem. Była to kręcona rura, która miała 2 poziomy. Na początku nie mógł się tam dostać. Barierę stanowiła lina z supełkami, po których trzeba się było wdrapać. Ale, jako, że Jacuś nie urodził się wczoraj (ani nie jutro, więc nie siedzi w pudełku schematów) wdrapał się po siatce obok i już mi machał ze szczytu! Jako, że przebywałam "w parterze" z Asiunią (która uwielbia trampoliny), nie biegałam go fotografować tak wysoko. Cóż, musicie mi uwierzyć na słowo.