sobota, 27 grudnia 2014

A po Świętach

Największe szczęście na świecie – patrzeć na radość swoich dzieci. Nic większego chyba zwyczajnie na świecie nie istnieje. W minione (już…) Święta mieliśmy cały przekrój (tych dobrych) dziecięcych emocji – od zaciekawienia, o co w tym wszystkim chodzi, czemu są jakieś nowe zasady (tradycje), przez radosne i jakże niecierpliwe oczekiwanie na świętego Mikołaja, wstyd i dumę z siebie przy śpiewaniu kolęd dla gości, po czystą, szczerą i wdzięczną radość podczas odpakowywania prezentów i zabawy. Kocham te dzieci, że ach…

PS.  Moje osobiste Święta były wyjątkowo postne, bo kilka dnia przez wigilią żołądek się zbuntował od nadmiaru leków. Powiedział dość - i weź tu z takim rozmawiaj. Także zamiast wigilijnych przysmaków i świątecznego bigosu, były średnio radosne mdłości i zwijanie się w kłębek. Mam nadzieję, że sytuacja szybko wróci do normy, i zacznę się normalnie odżywiać, bo ci co mnie znają wiedzą, że ja to za bardzo nie mam z czego chudnąć... ;)

wtorek, 23 grudnia 2014

Od serca

Moi mili,
Na te Święta, które już prawie, prawie przyszły, życzę Wam z całego serca, aby był to czas obfitujący w chwile, które chcielibyście zatrzymać. Zrobić mentalne zdjęcie i wrzucić do przegródki z najlepiej strzeżonymi wspomnieniami. Żeby był to czas, kiedy miłość i pokój tak Was dotkną, że po prawdziwy aparat nie sięgniecie, żeby nie stracić tej chwili. Życzę Wam też, żeby te Święta były prawdziwie uroczyste, głębszego spojrzenia na tradycję. Żebyście łamiąc się opłatkiem, wkładając sianko pod obrus, szykując 12 potraw itd, zatrzymali się na chwilę i pomyśleli, o co w tym wszystkim chodzi. Co my właściwie świętujemy. Wesołych Świąt kochani!
Agata z Jackiem i Asią


piątek, 12 grudnia 2014

Ała małe i duże

Byłam z Asiunią na wizycie kontrolnej i okazało się, że Małe zdrowe. A, bo Wam nie mówiłam. Asia miała pękniętą błonę bębenkową. Ale się wtedy najadłam strachu. Chwała Bogu, błona zrośnięta, uszko nie boli i słuch wrócił do normy. Podobno była nadzwyczaj spokojna, jak na taki uraz. Żadnych gorączek, jęczenia, trzymania się za ucho. Tylko sygnalizowała (i to wcale nie nadmiernie), że boli. Taką mam dzielną córeczkę. Jacek z kolei, jak się nawet leciutko uderzy w coś, to już go trzeba żałować, litować się i najlepiej od razu "zaradzić" poprzez jakąś magiczną maść. Oj lubi maści mój synek. A wszelkiej maści lekarstwa wprost uwielbia. Cóż, jak się od małego berbecia obserwuje mamę, która jest zmuszona codziennie przeróżne lekarstwa brać, no to taki jest efekt. Ale przy najmniej, jak choruje, to nie mam tego kłopotu, co większość rodziców: "Wyyypij syropek, prooszę, za mamusi zdrówko, pyszny syropek, magiczna tabletka...", "Dobry synek, przepięknie wziąłeś lekarstwo!". A na jego "chcę jeszcze", cóż, reagować nie reaguję, z lekarstwami nie ma żartów.

niedziela, 7 grudnia 2014

Ilu nas w ciszy

I co się okazało? Moje dzieci są dużo grzeczniejsze niż myślałam.
Mikołaj o nich pamiętał, a nawet przeróżni Mikołaje. Trwoga Jacka pod
tytułem "nie chcę rózgi, ja nie chcę rózgi!" okazała się nadmierna.
Chociaż jeszcze tak do końca nie wiadomo, zobaczymy co Mikołaj zdecyduje
przed wigilią ;)

A jak Wam mija grudzień, kochani? Już pewnie
wyrośliście trochę za bardzo, żeby świętować 6-tego grudnia, co? Ale mam
nadzieję, że przedświąteczne przygotowania i towarzysząca im atmosfera
Wam wynagradzają brak dziecięcych radości. Od serca polecam:



poniedziałek, 1 grudnia 2014

Małe Cudne

Kto jest najkochańszą Perełką mamusi? Jak to kto :) Asieńka. Niestety zapalenie ucha się akurat przybłąkało, nie wiedzieć skąd. Ale leczymy. I za tydzień Asia będzie jak nowa :)





Wdzięczne to takie. I dzielne! Nawet jak się żali, że boli, to nie zapłacze.

PS. Ulotki na przyszły rok podatkowy gotowe! Zamówiłam 1000 sztuk. Nie, że jestem taką optymistką, ale kosztowało tyle samo, co 500  sztuk... Jakby ktoś miał ochotę w nowym roku przysłużyć się mojej "sprawie" poprzez kolportaż (np. po znajomych), to zapraszam po ulotki :) Pozdrawiam gorąco pierwszego dnia grudnia! :*