wtorek, 31 maja 2016

"tytuł posta"? yyy yes, jakiś mądry... może cytat...

Cześć kochani. Trochę jestem nieprzytomna dziś. Fizycznie, mentalnie. Trochę za bardzo, żeby się pochwalić, czego dziś dokonałam z Jackiem (może Asia nam jutro zrobi zdjęcie... i nie będę musiała nic mówić...) Trochę za bardzo, żeby myśleć po angielsku, a dziś powinnam no (ktoś tam jest, kto teraz właśnie powinien być zrozumiany...). Za bardzo nawet, żeby powiedzieć Wam, czemu, czując się, jakbym nie spała trzy dni, czuję się teraz tak dobrze...

Goździki się budzą i uwodzą





poniedziałek, 30 maja 2016

Akrobata mój

Robiąc dziecku te piękne zdjęcia, nawet nie przeczuwałam, że będę musiała się tam za chwilę wpinać i go ratować. W sukience, na boso. Tak jak przyszłam. Po linach. Przy prawie 30 stopniach. Jeeej.

A wyszliśmy z domu, do lasu... Z hulajnogami... LODY im nawet obiecałam, żeby nie iść TAM. Hulajnogi wróciły, zmoczyłam włosy i uległam, taka słaba jestem.

Och, jak oni się kochają...

I to wcale nie jest najdziwniejsza w "garnizonie" rzecz. Not even close.

Weszłam do tego bagna za ich plecami (piłka wpadła). Rybka mi przepłynęła koło stopy. Do góry brzuchem.








niedziela, 29 maja 2016

Laleczka

Antosia to robi. Asia też by chciała. Umie już piruety robić...
jaskółkę... ("Bez trzymanki, mama! Bez trzymanki!") A ta kołysanka... ta
kołysanka jest NASZA.

piątek, 27 maja 2016

Runda 4 indeed

Już… już prawie dziś zaczęłam szukać dziury w całym… Prawie. I natychmiast odzyskałam mój „vertical”, moje odpowiedzi, na moje pytania. A mogłam teraz z pochyloną głową czytać swój rachunek sumienia po raz piętnasty i mówić „yep, czas sobie wybaczyć”. Tylko… ten czas już był. To już było. Teraz tylko… stary schemat… musiałam zobaczyć co było, musiałam prawie wpaść… Prawie… Patrzę sobie teraz z boku dumna. Tak. Od razu kocham się bardziej.

W pewnym wieku rozmiar jeszcze ma znaczenie



No matter what you think you are.


czwartek, 26 maja 2016

Dzień Matki

Co mogę zrobić dla Was dzieci moje kochane, żebym, jak kiedyś zrobicie mi kartkę „Dla najlepszej mamy”, nie musiała pytać „Ech, czy rzeczywiście? Czy naprawdę nie mogłam lepiej?”? Co mogę… Pierwsze pytanie, czego bym dla Was chciała? Chciałabym… Żebyście odkryli swój najwyższy potencjał. I mieli odwagę go realizować. Zawsze byli sobą. Szli przez życie z miłością. Radością. Żebyście czuli wdzięczność, która jest tej radości podstawą. Żebyście… po prostu… byli dobrymi ludźmi. I co ja mogę, żeby Wam to ułatwić? Tak, wiem, co mogę. Ale dziś, w Dzień Matki, puszczam tę intencję w świat. Bardziej być. Bardziej obserwować. Mniej myśleć o sobie. I słuchać bardziej. Wyczuwać Wasze potrzeby. Talenty. Nie wyręczać. Zachęcać. Wspierać. Tłumaczyć cierpliwie i mądrze. Konsekwentnie. Z miłością. Zawsze.
Kocham.

środa, 25 maja 2016

Dziś Woda

Dzisiaj, kochani, fotka z książki Masaru Emoto. Jest 25-ty, może ktoś się przyłączy. Ah Beh DE TE ah, Aah-QuA’-el.



Jeśli ktoś by chciał zerknąć do książki – zachęcam. Masaru Emoto – „Uzdrawiająca siła wody”. Przepiękne zdjęcia kryształów uformowanych przez zamarzającą wodę i fizyka kwantowa przedstawiona w sposób dostępny dla przeciętnego „humanisty”. Wnioski są olbrzymie, zapiera dech w piersiach. 

Mam dziś "preview" wakacji. Gorąco I Asia w domu. A już zaraz... dwa miesiące, kiedy to goręcej I oboje w domu (przedszkole nieczynne) ;) No dam radę, wiem że dam. 

Dobrego dnia kochani!

wtorek, 24 maja 2016

Na razie magia kwitnie jak nigdy

Była sobie piękna kraina. Pełna magii, miłości i fioletowych liści. Mieszkały w niej elfy. Elf Wody – Naida, elf Ziemi Farran, elf Powietrza – Aira i elf ognia Azari. Nie zapominajmy o królowej elfów, Skyra mieszkała w podniebnym pałacu, jej mocą był Eter (dopowiedzenie, acz malutkie, Skyra jest "prawdziwa"). Pewnego dnia w pniu starego drzewa otworzył się Portal i wyszła z niego dziewczynka imieniem Emily. Zaskoczona tym, co zobaczyła, nawet nie zauważyła, że Portal się za nią zamknął. Emily utknęła w Krainie Elfów. I tu się zaczyna cała historia. Historia poszukiwań kluczy, każdego Żywiołu. Z kompletem kluczy Emily będzie mogła otworzyć Portal i wrócić do Domu. Jak dla mnie – całkiem przyzwoite miejsce, jak już masz gdzieś utknąć. Ale… jakby było odwrotnie? Jakby Kraina Elfów była Domem? I jakbyśmy utknęli gdzieś daleko, bo portal przestał działać?

To jest historia Lego Elves. Co miesiąc nowe odcinki do czytania, co pół roku nowe serie klocków. Piszę o tym, bo dziś Asia ma imieninki. I jak wróci z przedszkola, spełni się jej marzenie o „smoku Naidy”, który już na nią czeka w fioletowej torbie z Kubusiem Puchatkiem. Będziemy budować.

Jak mam być szczera… wolę elfy, niż „najszlachetniejszych” wojowników o „Świątynię Chimy” z lego Jacka.

Tak na marginesie, ktoś kto projektuje te serie klocków DLA DZIECI ma interesujące poczucie humoru… 





poniedziałek, 23 maja 2016

Fundacja

Kochani moi. Parę słów o działaniu Fundacji Dobra Powraca. Bo sytuacja taka, no i trochę mi głupio, więc się tłumaczę. Przypuśćmy, że ktoś zrobił mi przelew na konto Fundacji. I nie usłyszał ode mnie nawet zwykłego „dziękuję”. Brzmi okropnie, ja wiem. Tylko, że to nie działa do końca tak, jak myślicie. Nie mam dostępu do tego konta. Nie mogę zalogować się do banku, sprawdzić saldo, sprawdzić bilans przelewów, KUPIĆ coś, zapłacić rachunki. No nie mogę. Jak więc to funkcjonuje? Przykładowo – zamawiam w aptece lek. Apteka wysyła do Fundacji fakturę. Fundacja robi przelew na konto apteki. Przelew dociera. Wtedy dostaję lek. Tak samo z rehabilitacją, różnymi rodzajami terapii, sprzętami do ćwiczeń, „udogodnieniami” dla osób niepełnosprawnych, turnusami rehabilitacyjnymi itp. Faktura do Fundacji, Fundacja robi przelew, korzystam z usługi. Nie mam z tymi pieniędzmi kontaktu. A danych Fundacja mi nie udostępnia, ze względu na ustawę o ochronie danych osobowych. Dostaję tylko szczątki, np. ile osób z rejonu danego Urzędu Skarbowego rozliczyło dla mnie swój 1% podatku.

Także nie myślcie, że jestem niewdzięczna, bo nie podziękowałam. Ja doceniam wszystko, najmniejsze rzeczy, których kiedyś nawet bym nie dostrzegła. Więc fakt, że jako jedna z nielicznych (osób z SM) w tym kraju mogę się leczyć, doceniam tym bardziej. Dziękuję Wam tu, teraz, za Waszą pomoc, wsparcie.

A do listopada przyszłego roku, jak wszystko dobrze pójdzie, mam leki z NFZ. Czyli, nie róbcie mi przelewów. 1% tak, pliz, to nic nie kosztuje. Jak nie macie nikogo bliskiego, kto BARDZIEJ niż ja tego potrzebuje, to proszę, będę miała „na potem”.

Tak, ten blog zaistniał po to, żebym mogła zacząć się leczyć. To było 5 lat temu. Sporo się zmieniło od tego czasu. Teraz blog ma trochę inny profil. Ale… widzisz to przecież, prawda? :) 


niedziela, 22 maja 2016

Trying to make His way Home

A może My... jesteśmy WEWNĄTRZ Boga? Może każdy z nas jest cząstką
całości? Holograficzną, co znaczy że każda, nawet najmniejsza, cząstka,
jest obrazem całości. Że budowa atomu i Wszechświata jest zadziwiająco
podobna. Dawno temu, w Chinach, ktoś mądry powiedział "Można poznać cały
świat, nie wychodząc z domu". Nie mówię, czy warto. Można.



Trochę zabawne, że teraz piszę TO, bo zaczęłam dziś słuchać Alanis i pierwsze, co się włączyło to "I'm a bitch" :P

Dobrej niedzieli kochani! 

sobota, 21 maja 2016

Bruno

Bruno. Najlepszy kolega Asi (tak, teraz dzieci też TAK się nazywają, "Zaprośmy Bruna na moje urodzinki!") Nie licząc ukochanego Krzysia. Mnie dziś po głowie chodzi Bruno Jasieński. Chciałam Wam coś zacytować... Ale nie wiem, co wybrać z tego Wszystkiego...

Już ich nie ma. Dzieci nie zdążyły zdmuchnąć. Skoszono...


piątek, 20 maja 2016

Fearlessness

Czym się różni bycie odważnym od zachowywania się odważnie? Och, różni się dużo bardziej, niż bym chciała. Można się odważnie zachowywać, a w środku być śmiertelnie przerażonym. Ale intuicyjnie… określone zachowania powinny wpływać na tworzenie nowych szlaków neurologicznych, czyli neuroplastyczność, prawda? I tak można dość od zachowania do uczucia. Zamanifestować to, co byśmy chcieli zobaczyć w lustrze. Najpierw trzeba zacząć. I nie przestraszyć się własnego strachu.

Aparat odżył zanim przekwitła moja akacja! :)




czwartek, 19 maja 2016

Źródło

https://www.youtube.com/watch?v=QCopoCoerRs (znowu prawie się udało udostępnić...:)



Nie ważne, co myślał Jacek. Nie ważne, co myślę ja. Wiesz, co jest ważne, prawda?

środa, 18 maja 2016

Born Free - Matt Monro (prawie udało mi się udostępnić z youtube'a:)

Kochani, nie da się zadowolić wszystkich, prawda? Czy może ktoś się ze mną nie zgodzi… Jak się z tym nie zgadzasz to… jej, muszę cię koniecznie poznać, hehe. Z resztą, ja nawet nie próbowałam wszystkich zadowolić. Gram tutaj w różne rzeczy. Zawsze gram z miłością. Bo słowo to tak mało… Często słowo nie wystarczy, żeby coś zrozumieć. Żeby coś poczuć. A ja mam TAK wiele. I tak bardzo bym chciała się tym z Wami podzielić. Kochani. Tak naprawdę wcale nie jest ważne, co JA miałam na myśli. Ważne jest, co TY zrozumiałeś. Ktoś chciał mi coś zarzucić, powiedział, że blog się stanął „na pograniczu metafizyki z filozofią”. Dla mnie nie jest to żaden zarzut. No po prostu nie jest. Nawet nie wiem, jak się do tego odnieść.

Czytasz to, więc… Dziękuję, że jesteś w moim życiu. Nieważne, co widzisz. Nieważne, czy oceniasz. Po prostu. Dziękuję. Kocham. Kocham Was wszystkich. Dobrze, że jesteście. A czy będziecie tu, to już indywidualna rzecz każdego z Was.

"Maleństwo"


Jacek wczoraj skakał po łóżku i śpiewał:

„Dzięki skakaniu siły dużo ma,
Kwa, kwa, kwa,
Kaczor to ja!”

A potem… „Ale to przez swoją niezdarność się przewróciłem!”

wtorek, 17 maja 2016

Speechless

Z zabawy w „lawowe potwory”. Pałac z krzeseł i poduszek już zbudowany, źli już przeszli na stronę dobra, więźniowie już uwolnieni...  Asia – „Mama, czy imię ‘Lavaria’ pochodzi od lawy?”. „Na to wygląda, kochanie”. Jacek – „A skąd pochodzi imię ‘Władca Bestii’?”. „Nie wiem… hmm… bestia po angielsku to ‘beast’ [bist]…”. Jacek – „Aa! Od BISkupa!”






Smutek ścieka rynną myśli. Bez ujścia. Wzdłuż mojego twojego tak oto jestem. Porusza tamy misterne. Blizny, znaki zakazu, resztki. Nie podda się. Przecież pamięta lekkość, z jaką tonęła nadzieja. U jego stóp.

To było wczoraj. (No ja zawsze zaczynam pisać notki trochę wcześniej…. I dodaję…) Dzisiaj powiem… na razie... tylko… WOW! Nawet nie mam do tego obrazka. Ani cytatu. Nie mam nic. A ja zawsze, do wszystkiego, mam obrazek. I cytat. I zrozumienie… czy chociaż pytania, albo coś… Teraz mam tylko wielkie DZIĘKUJĘ do Wszechświata.

poniedziałek, 16 maja 2016

Głowa w górę. Z piasku. W górę. Widzę. Jasno, że aż lecą łzy.

Dobra. Wracam do siebie. Czucie się beznadziejnie jest sto razy lepsze, niż nie czucie wcale. I nawet nie dlatego, że to oznacza, że bieguny są dwa, a balans zawsze potrzebny. Po prostu. Taka jestem. Nie będę uciekać w twisty buddyzmu (to już było, haha). Nie będę uciekać od siebie. Bo jak mogę nie słuchać siebie? To zupełnie nie-ok. Ktoś tam mnie kocha, prowadzi. I co, mam powiedzieć na to: „nie, self, sorry, to dla mnie za dużo”? Nie. Powiem - jestem, bring it. Tak, pozwolę. Detachment trip nie pójdzie na marne. Tak, poddam się. Ale inaczej. Poddam się „w” a nie „obok”. Nie po to tu przyszłam, żeby patrzeć z „obok”.

Nawet, jeśli ze środka zrozumiem mniej. Nawet, jeśli jakość przeżywania będzie zmienna. To będzie. Doświadczę. I nie mówię tego wcale z punktu „czuję się świetnie, nie chcę tego przegapić”. Mówię to z punktu „yyy… no… MOGŁABYM się czuć lepiej”. Ale… zacznę z tego punktu.

niedziela, 15 maja 2016

Płynę więc, przecież wszystko płynie

Zaczęłam dzień nie najgorzej. Teraz tylko... Pada trochę, no... Zaczęłam tak..


Potem byłam już bardziej tak...

"Festiwal vege", w Maneżu, po sąsiedzku. Wyszłam na dwór, żeby odpocząć od "muzyki". I "muzyka" przyszła do mnie. Trening w plenerze "pośladki na wiosnę", jeeej. Jadłam rzeczy, których nazw nawet nie potrafię powtórzyć... Mdli mnie do tej pory... Nie chcący pokazałam gacie na scenie... (to jest na scenę wyszłam specjalnie, nie powiedzieli po co, chcieli "ochotników"... i potem kazali ćwiczyć... a ja sukienkę miałam, no...). Ale... kupiłam sobie elfa... bakalie... trochę warzyw... i jedzenie (podobno), do przetestowania na jutro... Oczywiście byłam bardzo dobra, wdzięczna, miła i w ogóle... Jak zawsze... Teraz tylko trochę mi... tak... średnio no.

Ale powiem coś dobrego i tak. Powiem, co wczoraj. Wczoraj był dobry dzień. Taki Shift, miałam… że aż przez duże „Sz”. Osoba, z kraju o istnieniu którego nawet nie wiedziałam, powiedziała mi jedną tylko rzecz. Zupełnie oczywistą. Tak oczywistą, że aż się z siebie śmieję, jak mogłam sama tego nie zauważyć. Powiedziałam, że się staram. Tak się staram. Że chcę robić najlepiej, jak mogę, wszystko, co mogę. I wszystko, co jest ode mnie oczekiwane. Powiedziała… „przecież, już to robisz”. Po prostu. TAK, robię to. Już dążąc gdzieś, jesteśmy „najlepszą wersją” nas samych. Tak samo „najlepszą” jak będziemy, kiedy już „tam” dotrzemy. Nie gorszą. Nie „(jeszcze) nie-kompletną”. Nie „jeszcze nie-dopracowaną”. Każdy schodek w procesie, jest tak samo ważny. Tyle samo warty. I my na każdym takim schodku, jesteśmy idealnym sobą.

Słowo „prawie” jest głupim słowem. Słowem, które może być źródłem niebezpiecznych spostrzeżeń. A za niebezpiecznymi spostrzeżeniami, idzie też niebezpieczna twórczość.

Przecież… już to robisz! 

Zgadnij co to

Co TO pewnie wiesz, co...
O, przestało padać. Ale... pada.

I odlecieć byle gdzie ooo!

czwartek, 12 maja 2016

Makes you go hmmm

To co mi się dzieje… Nie wiem do końca, czy to jest dobre. To był właśnie ten twist w buddyzmie. Taki detachment. Bo… jak mogę coś poprawić, skoro nie przeszkadza mi, że coś jest źle? Skoro ufam, że przecież będzie dobrze? Że wszystko jest zamierzone i większe od nas… Ale… przecież będzie. Przecież będzie dobrze. Zwiedzam sobie ten biegun. Podoba mi się. Ale nie jestem pewna. To prawda, z dwóch biegunów zdecydowanie wolę ten. Niż attachment ponad granice zwykłego sensu. Manifestacyjny szał. Przeciąganie preferencji poza granice, ku oczekiwaniom. Tu mam pokój. Przyzwolenie. Poddanie się. I, co najciekawsze, z bycia w stanie „engaged detachment” wcale nie zgubiłam tutaj tego „engaged”. Dalej robię co mogę, jak mogę najlepiej. I słucham, żeby wiedzieć, co właściwie robić powinnam.

Stonowanie uczuć, wewnętrzny pokój, to nie tylko stonowanie lęku, bólu. To też stonowanie ekscytacji. Co dalej? Zobaczę, co dalej. Taka jestem ciekawa… Ale… nie mogłabym teraz uczciwie powiedzieć, że nie mogę się doczekać, co będzie dalej. Nie czuję tej ekscytacji.

No wiem, to wszystko jest blokada. Może potrzebowałam ją teraz stworzyć, żeby czuć się jako tako. I nie dać się życiu przejechać… Odkrywam. Ja wiem, że to nie koniec… To dopiero początek. Na dobrą sprawę… jeszcze nie minął rok. I nawet to jest ok. Że jeszcze zostało sporo do zrobienia. To wszystko jest w porządku. 


Przekwitła jabłonka. Ciekawe czy będą owoce. Ostatnio nie było ani jednego jabłka.