czwartek, 25 lutego 2016

Czwartkowe reflekcje

Cześć kochani! Piękny dzień, czyż nie? Chcąc nie chcąc, zaczęłam go dziś o 4.55. Wiecie ile ekstra-rzeczy można zrobić, jak się ma parę dodatkowych godzin? :) A całe szczęście nie brakuje mi ani energii, ani inspiracji ;)

Podzielę się z Wami moją dzisiejszą refleksją. Ze wszystkich stron, aż do znudzenia, mówią nam, że warto kochać samego siebie. W zdrowy sposób – szanować swoje uczucia, ciało i ducha. Staramy się. Wiemy to – na poziomie mentalnym. Czy jednak fakt, że to wiemy sprawia, że mniej przejmujemy się, co „ludzie sobie pomyślą”, gdy przychodzi nam podejmować decyzje, które (chociaż rwie się do nich nasze serce) mogą być społecznie negatywnie ocenione? Zaobserwowałam, że czasem boję się być do końca sobą. Szukając tym samym potwierdzenia swojej wartości na zewnątrz. A jeśli nie da się jej potwierdzić, to chociaż w celu uniknięcia negatywnej informacji zwrotnej. Świadomość tej tendencji sprawiła, że zaczęłam się zastanawiać po pierwsze – z czego to wynika, a po drugie – co mogę zrobić, żeby to zmienić. Mam wrażenie, że wynika to z głębokiej tęsknoty, za poczuciem jedności z czymś większym niż ja sama. Z faktem, że zapomniałam, że tak naprawdę, nigdy nie byłam od tego oddzielona. Dlatego szukam na zewnątrz – zamiast zajrzeć do środka.

Jesteśmy czymś więcej niż nam się wydaje. I nie ważne, jak mocno nie będziemy się starać, nie znajdziemy potwierdzenia swojej wartości na zewnątrz, jeśli nie mamy o niej głęboko zakorzenionego, wewnętrznego przekonania. Wtedy, po prostu, każda ofiarowana nam miłość, trafi w pustkę – bo jak możemy ją przyjąć, jak nie mamy swoistego „odbiornika” tej miłości, w postaci miłości własnej? Jak w ogóle możemy ją zidentyfikować, jeśli pierwotnie sami nie wcieliliśmy jej w życie?

Co więc możemy zrobić, żeby autentycznie się pokochać, być dla siebie dobrym, brać pod uwagę nasze potrzeby? I rzeczywiście być sobą w tym świecie, który wcale tego nie ułatwia? Myślę, że warto spróbować w końcu przyjąć do wiadomości, że jesteśmy doskonali (doskonały nie znaczy idealny!) tacy jacy jesteśmy . Jeśli pozwolimy sobie to poczuć, schodzimy tym samym sobie samemu z drogi do rozwoju w kierunku bycia tym, kim chcemy się stać.  Jestem z doskonały sposób, tym kim teraz powinnam być. Ta świadomość, jest moim pierwszym krokiem, na drodze do stawania się.  

Wiosna idzie! :)
 PS. Wiecie że już CZWARTEK? Też macie wrażenie, że czas ostatnio strasznie szybko płynie? Ciężko nadążyć! 

Całuję Was kochani mocno. Do następnego razu! :)

wtorek, 23 lutego 2016

Z trzeciej rundy

Cześć kochani! Ale miałam teraz ciężki tydzień… Pewien problem (stomatologiczny) nie dawał mi spać, mówić, jeść… Już jest lepiej. Już ziewam (prawie) bez bólu ;)  

Podzielę się z Wami kilkoma duchowymi lekcjami, których miałam się za jego pomocą nauczyć.

Od wczesnego dzieciństwa nie mogłam zrozumieć jednej rzeczy. Dlaczego ludzie nie chcą znać prawdy? Dlaczego opierają się na wszelkie możliwe sposoby, stosują głupie (wtedy dla mnie) sposoby, żeby od niej uciec… Moje pragnienie pomagania im w zrozumieniu tej prawdy, w większości przypadków, okazywały się kompletną porażką. Teraz wydaje mi się to zabawne, ale dziwiłam się, dlaczego, jak mówię komuś, co TAK NAPRAWDĘ mogło go motywować, albo odkrywam przed kimś, co RZECZYWIŚCIE może ukrywać się za jego wymówkami – dlaczego w takich sytuacjach spotykam się z atakiem, czy też rzeczywistym słownym, czy też w postaci tłumaczenia się (przede mną i przed sobą). Nie mogłam zrozumieć, dlaczego ludzie zamiast wykorzystać prawdę, żeby coś zmienić na lepsze, coś uleczyć, nie dopuszczają jej do siebie. Tak bardzo chciałam pomagać, że nie mogłam tego zrozumieć, nie wyciągałam wniosków z ludzkich reakcji.

Czego próbowałam się nauczyć, stawiając się ciągle w tych samych sytuacjach? Każdy ma swoją własną ścieżkę. Swoje własne tempo rozwoju. Czasem pomaganie na siłę, odpowiadanie na pytania, które NIE ZOSTAŁY ZADANE, jest naruszeniem. Błędem, który nie pomaga w niczym.

Cieszę się strasznie, że w końcu to zrozumiałam. W końcu świadomość to pierwszy krok na drodze do rozwoju. Zajęło mi to, bagatela, 30 lat :) Lepiej późno niż wcale. Obiecałam sobie, że będę pracować nad swoistym wdziękiem. I czekać. Może, jeśli będzie na to odpowiedni czas, padnie pytanie. A, jak to ktoś mądry kiedyś powiedział, sam fakt, że zadajesz pytanie implikuje, że odpowiedź już jest dostępna. I tylko czeka, aż ją odkryjesz. Bo już jesteś na to gotowy (przecież zadałeś pytanie, co nie?). 


środa, 17 lutego 2016

Postanowienia

Cześć kochani! Będziecie ze mnie dumni, jak Wam powiem :) Postanowiłam zacząć, uwaga uwaga, zdrowo się odżywiać! Tak właśnie. Moja dotychczasowa dieta opierała się na pizzy, słodyczach, bakaliach i owocach. Tak o siebie dbam w tylu kwestiach, rehabilituję się i w ogóle (nawet piję paskudztwo, co zwie się glutation), że dieta jest właściwie ostatnią modyfikacją stylu życia, którą warto by było wcielić w życie… Zobaczymy jak mi pójdzie :) Już zaczęłam pić soki marchewkowe i jeść chleb razowy. I odstawiłam pizzę (ze słodyczami to będzie dłuższy proces, coś czuję ;]). Jestem z siebie dumna. Zacznę jeść białko, zdrowe rzeczy, generalnie to, co jedzą moje dzieci. Może nawet warzywa, kto wie…


Tekst Jacka, jak wychodził z kąpieli, po tym jak się pokłócił z Asią o to, kto komu PIERWSZY oblał włosy (inaczej mówiąc kto ZACZĄŁ, wieczny dylemat) – „To ja już wysiadam z tego trombi-bombi pociągu!”.


W taksówce. Asia: „Mama, nóżki mi się nie mieszczą!” (bo dosięgała nóżkami do siedzenia kierowcy). Jacek na to: „Jak będziesz jeść tyle słodyczy, to niedługo będziemy cię wozić w ciężarówce!”. TAK, sam to wymyślił!



Buźki kochani!


niedziela, 7 lutego 2016

Relaks

Oczyszczająca kąpiel, zapach imbirowej świeczki, gorąca herbata mandarynkowa, DZIECI u taty... Tak właśnie wygląda mój niedzielny poranek. Żyć nie umierać :) Piękne chwile. I jeszcze nawet nie ma 10-tej! Co daje mi jeszcze ponad 8 godzin błogiego wypoczynku zanim wrócą małe. I już jutro moja kolejna sesja floatingu... No wiem, za dobrze mi. Nie narzekam ;)

PS. Przepis na detoks w kąpieli - do wanny z ciepłą wodą wsyp sól (dowolną) + sodę oczyszczoną w proporcji 1:2. Wyciąga z organizmu wszystkie toksyny. Jeśli spróbujesz, to obserwuj kolor wody po wyjściu z wanny ;) Dla osób które mają tylko prysznic (no wiem, ciężka sprawa, kąpiel na stojąco... ja bym tak nie przeżyła za długo), podobny efekt oczyszczenia można uzyskać mocząc stopy w ciepłej wodzie z solą i sodą.

Całuję Was kochani! :)

sobota, 6 lutego 2016

TAK!

ALE jestem szczęśliwa, coś niesamowitego się dziś wydarzyło. Okazało się, że nie muszę być aż tak cierpliwa jak myślałam, że będę musiała być! Dzięki życzliwości pewnej osoby wszystko to, co miało się dla mnie wydarzyć w nieokreślonej przyszłości, będzie się działo już od dziś, TAK!

Tak, wiem że piszę niejasno, ale nie będę Was zanudzać szczegółami, po prostu chciałam się z Wami podzielić moją radością.

Nie ma to jak spóźnione prezenty imieninowe od Wszechświata… A propos imienin, dzięki różnym osobom mamy już w domu prawdziwą wiosnę – pierwiosnki, żonkile, tulipany… Czas już chyba sprzątnąć resztki dekoracji świątecznych ;) I zacząć obserwować w ogrodzie znaki nadchodzącej wiosny. Jacek już wczoraj dostrzegł że narcyzy kiełkują. Na więcej oznak chyba jeszcze trochę poczekamy… 

Buźki kochani! Odpoczywajcie sobie, jeszcze sporo weekendu nam zostało :)

czwartek, 4 lutego 2016

Ze świata dzieci moich i nie moich

We wtorek nagrodę zabrałam dzieciaki do kina. Na "Odlotową przygodę". Strasznie się zawiodłam, miała być niewinna bajka o kosmosie, a okazała się bezczelną propagandą NASA. I jako, że byłam odpowiedzialna za pokazanie im tego wszystkiego, wynikło tego dnia dużo dyskusji i tłumaczenia, którego wcale nie planowałam. Przynajmniej na razie. Cóż, całe szczęście, najbardziej im się podobała reklama o "misiu w Nowym Jorku", który wchodzi do kin już wkrótce (no i nielimitowany popcorn, wiadomo). Wstępnie im obiecałam (Warunkowo! Za grzeczność i pokorę! Tak, straszny despota ze mnie:]). Pokażę Wam może parę fotek. Otóż znowu mam swój komputer i mogę "szaleć", to znaczy zgrywać zdjęcia z telefonu...

mój cudny siostrzeniec

moje małe kreatywne, "perfection is ever expanding" :)

artysta większy

artystka mniejsza


z urodzin u Franka

Asia integrująca się z Motylkami :)






Całuję Was i ściskam!