wtorek, 23 lutego 2016

Z trzeciej rundy

Cześć kochani! Ale miałam teraz ciężki tydzień… Pewien problem (stomatologiczny) nie dawał mi spać, mówić, jeść… Już jest lepiej. Już ziewam (prawie) bez bólu ;)  

Podzielę się z Wami kilkoma duchowymi lekcjami, których miałam się za jego pomocą nauczyć.

Od wczesnego dzieciństwa nie mogłam zrozumieć jednej rzeczy. Dlaczego ludzie nie chcą znać prawdy? Dlaczego opierają się na wszelkie możliwe sposoby, stosują głupie (wtedy dla mnie) sposoby, żeby od niej uciec… Moje pragnienie pomagania im w zrozumieniu tej prawdy, w większości przypadków, okazywały się kompletną porażką. Teraz wydaje mi się to zabawne, ale dziwiłam się, dlaczego, jak mówię komuś, co TAK NAPRAWDĘ mogło go motywować, albo odkrywam przed kimś, co RZECZYWIŚCIE może ukrywać się za jego wymówkami – dlaczego w takich sytuacjach spotykam się z atakiem, czy też rzeczywistym słownym, czy też w postaci tłumaczenia się (przede mną i przed sobą). Nie mogłam zrozumieć, dlaczego ludzie zamiast wykorzystać prawdę, żeby coś zmienić na lepsze, coś uleczyć, nie dopuszczają jej do siebie. Tak bardzo chciałam pomagać, że nie mogłam tego zrozumieć, nie wyciągałam wniosków z ludzkich reakcji.

Czego próbowałam się nauczyć, stawiając się ciągle w tych samych sytuacjach? Każdy ma swoją własną ścieżkę. Swoje własne tempo rozwoju. Czasem pomaganie na siłę, odpowiadanie na pytania, które NIE ZOSTAŁY ZADANE, jest naruszeniem. Błędem, który nie pomaga w niczym.

Cieszę się strasznie, że w końcu to zrozumiałam. W końcu świadomość to pierwszy krok na drodze do rozwoju. Zajęło mi to, bagatela, 30 lat :) Lepiej późno niż wcale. Obiecałam sobie, że będę pracować nad swoistym wdziękiem. I czekać. Może, jeśli będzie na to odpowiedni czas, padnie pytanie. A, jak to ktoś mądry kiedyś powiedział, sam fakt, że zadajesz pytanie implikuje, że odpowiedź już jest dostępna. I tylko czeka, aż ją odkryjesz. Bo już jesteś na to gotowy (przecież zadałeś pytanie, co nie?). 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz