piątek, 31 października 2014

Rok podatkowy 2013

Witajcie. Otrzymałam dziś od mojej fundacji dane rozliczeniowe za zeszły rok podatkowy 2013. Tym razem, dzięki Waszym dobrym serduchom, Waszej pamięci, Waszej wrażliwości, życzliwości i wielu innym pięknym cechom otrzymałam ponad 39 tys. zł! To dla mnie prawie 5 miesięcy leczenia! Bądź też wiele turnusów rehabilitacyjnych oraz godzin rehabilitacji domowej. Z całego serca, dziękuję Wam, że to właśnie mi postanowiliście ofiarować swój 1% podatku.

Równie ważna, jeśli nawet nie ważniejsza niż kwota, jest liczba osób które mi w ten sposób pomogły. Wiecie ilu Was jest? 484 osoby! To nie tylko moja rodzina i najbliżsi. To wiele, wiele nieznanych mi osób. Każdemu z Was gorąco dziękuję. Możecie być pewni, iż ofiarowana kwota, zostanie wydana na cel mojej walki o zdrowie (nawet jakbym chciała przehulać jakieś fundusze, to nie mogę - to fundacja, zgodnie ze swoim ścisłym regulaminem, pokrywa rachunki za leczenie w ramach kwoty na moim subkoncie). Bo walka trwa. Toczy się każdego dnia. Raz to ja zbieram punkty, innym razem wygrywa choroba. Fakt, nie za często o tym tutaj opowiadam, bo przecież nie ma się czym chwalić. Kogo obchodzą kłopoty i zmagania innych? Każdy przecież ma swoje własne. Możecie jednak być pewni, że każdego dnia dziękuję Bogu za to, że nie jestem sama. Że wspiera mnie w mojej małej walce olbrzymia rzesza ludzi. Dziękuję że jesteście ze mną. Naprawdę, jest mi dzięki Wam dużo lżej. I finansowo i na duchu. Tak sobie myślę, że powiedzenie, iż zawsze cierpimy w samotności - nie jest do końca prawdziwe. Ja właściwie nigdy nie mam poczucia, że jestem w tym sama. Może dlatego tak dobrze przychodzi mi przekuwanie mojej bezsilności w siłę do walki. A słowa Mistrza "By to co słabością, bólem i kalectwem, stało się modlitwą, światłem i świadectwem" stanowią moje motto.

wtorek, 28 października 2014

'Wolni więźniowie wyobraźni'

Od początku września, kiedy to Jacek poszedł do przedszkola, mam już (w domu!) tylko jedno dziecko. Zatem czas mojego czasu wolnego uległ wspaniałemu i wbrew pozorom nieprzewidzianemu wydłużeniu. I coraz bardziej, lecz wciąż nieśmiało, świat Agaty przebija się przez Świat Aniołków. Jestem coraz bardziej sobą, ale jakby już nie jestem sobą. Doświadczenia macierzyństwa (i chcąc nie chcąc choroby po trochu też) tak mnie wzbogaciły, że czuję jakbym duchowo postarzała się nie o 3 i pół roku lecz o dobrą dekadę. A, właśnie mi się przypomniało, że Jacek skończył dziś DOKŁADNIE 3 i pół roku. Urodziny połówkowe. Chyba przygotuję jakąś niespodziankę na jego powrót z przedszkola :)

A tymczasem chciałabym Wam coś polecić. Właśnie skończyłam czytać "Halucynacje" Olivera Sacks'a. Autor, jak być może wiecie, jest neurologiem i psychiatrą. Lecz książka nie jest wcale książką medyczną - chociaż tłumaczy procesy powstawania halucynacji w różnych okolicznościach i chorobach. Jednak zawiera również przepiękne i bogate opisy samych halucynacji osób, które zgodziły się na ich publikację. Ostatnio fascynuje mnie działanie ludzkiego mózgu i wszystkie jego nieodkryte dotąd tajemnice. Wspomniana książka nie dość że uchyliła rąbka tej tajemnicy, to jeszcze, dzięki głęboko humanistycznemu podejściu autora, sprowokowała mnie do zadania sobie pewnych pytań natury metafizycznej. Naprawdę gorąco żałowałam, że już się skończyła. Ale może zachęcę kogoś z Was do przeczytania:) Bo warto - to wspaniała podróż po naszej najbardziej zagadkowej części ciała, a także po sekretach samej świadomości, która czasem nas zaskakuje w naprawdę niebywały sposób.


niedziela, 26 października 2014

'słodka świata treść wycieka'

Cześć kochani. Miałam wspaniały sen. To chyba kwestia przedłużonej nocy, hehe;) Sen euforyczny. Trudny do zrelacjonowania. Myślę o nim i uderza mnie, jego ulotność. Ani odrobinę  nie odcisnął się szczegółami w mojej pamięci, jednakże był taki realny. Nie pamiętam detali. Chyba więcej nie pamiętam, niż pamiętam. Ale to, co pamiętam, było doświadczeniem transcendencji. Śniąc, czułam wszechogarniające poczucie bezpieczeństwa. Jakbym siedziała w jakiejś jaskini otoczona ciepłem. Jakąś mocą, która nade mną czuwała. I miałam wrażenie, że to jest wszystko, czego potrzebuję do szczęścia. Czułam pełną pokorę wobec tego, co się dzieje, tego co było i tego co się miało się wydarzyć. I z tej pokory czerpałam siłę. Byłam w raju. Niewiarygodny sen. Choć usilnie próbuję znaleźć słowa, żeby go opisać, niepodobna mi to zrobić. Widziałam głupotę moich doczesnych lęków. Widziałam że są one pozbawione racji bytu oraz, patrząc na siebie jakby z zewnątrz, nie mogłam uwierzyć, że zajmowały mnie one w tak wielkim stopniu w moim dotychczasowym życiu. Chyba na zawsze zapamiętam to uczucie. Przy najmniej bardzo chciałabym, żeby tak się stało.

niedziela, 19 października 2014

Oddam autoject 2

W czasie porządków w szafce z lekami znalazłam mój automatyczny wstrzykiwacz do leku Copaxone. Jako że leku już nie biorę dobre dwa lata, więc chętnie oddam, może komuś się przyda. Z tego co pamiętam, to urządzenie nie dość że sprawia, że zastrzyk boli trochę mniej, to jeszcze ułatwia psychicznie proces dokonywania zamachu na własną skórę ;) Proszę o prywatną wiadomość z adresem.
Buźki kochani!



piątek, 17 października 2014

"Dzięki Ci Boże! Stworzyłeś najpiękniejszy ze światów!"

Jak Wam mija jesień? U nas na przekór ciemności za oknem i zmiennym okolicznościom - doskonale. Dzieci były teraz przez tydzień chore, czyli miałam przez cały tydzień ich oboje w domu. Naraz!! Żadnego przedszkola, tylko domowe radości, przytulania, żarty i zabawy. Dziś się mocno podbudowałam. Ujrzałam bowiem, jakby przez dziurkę od klucza, jak mogło wyglądać teraz moje życie. Gdyby tylko Pan Bóg poprowadził ścieżkę mojego życia w odrobinę innym kierunku. Więc dziękuję. I przyznaję, że czasem o tym zapominam. Zapominam ile zawdzięczam. Bogu, przyjaciołom, nieznajomym, rodzinie.

Tyle mam jesiennych fotek... Tylko kabel od telefonu odmówił współpracy, więc próżne słowa. Muszę pochwalić dzieci moje mądre, że zaczęły całkiem przytomnie używać aparatu fotograficznego. Jeszcze trochę i będę musiała przy każdej fotce wskazać autora ;) I w końcu sama zacznę być na zdjęciach! A nie tylko zatrzęsienie dzieciowych radości.

Całuję Was gorąco. Nie poddawajcie się jesiennym smutkom. Może razem zmienimy przysłowiową depresję sezonową w sezonowe radości. A przynajmniej w swoim życiu.

Że kłopoty, że zdrowie szwankuje, że smutno, że cele zalatują abstrakcją? Że to wcale nie jest takie łatwe? Posłuchaj!

sobota, 11 października 2014

'Nie myślę znieczulać kroplówką pokrzepień, nowego człowieka ze słów nie ulepię'

Jesień. Jesienne nastroje. Słucham sobie Mistrza mojego i rozmyślam. Przeczytałam "Jacek Kaczmarski. To moja droga" Krzysztofa Gajdy. I gdzieś koło strony 283 runął mój ołtarz, budowany misternie, z zachwytem, uwielbieniem i miłością, od czasów mojej szkoły podstawowej przez licealne bunty, po względną dojrzałość. Przeczytałam do końca. I okazało się że ten ołtarz w sumie, to się tylko zachwiał. Stoi jakby teraz w półcieniu, ale stoi. Bo geniuszu na pewnym poziomie, wyprzeć się po prostu nie da. A tym bardziej porzucić. Za to kwestionować i owszem. Nawet Słowo. Tak na przykład w Motywacji, tytułowy cytat, to tylko tak obok prawdy chyba. Z mojego punktu widzenia nawet całkiem daleko.