Posty

Wyświetlanie postów z 2015

Po świętach

Obraz
Hej kochani, jak Wam minęły Święta? Pewnie powiecie, że szybko, co... Za szybko... U nas w sumie bez niespodzianek. Chociaż było dużo więcej emocji, niż się spodziewałam. Tyle czasu małe czekały na te Święta, że w sumie nie powinnam się dziwić. Było istne szaleństwo. Całe to napięcie oczekiwań i przygotowań się skumulowało i okazało się ciężkie do udźwignięcia dla moich skarbów. W każdym razie z wigilii wróciłam wykończona. Święta za to spokojnie. Nawet się udało trochę odpocząć.

Pokażę Wam parę fotek z wigilijnych przygotowań :)






Życzenia

Cześć kochani. Siedzę chora w domu, chore dzieci siedzą w domu i próbują mi biegać po głowie (nie no, nie daję się, ale próbują dzielnie). Racja, widocznie nie są takie chore... W sumie to są nawet całkiem zdrowe, nie licząc drobnej biegunki i osłabienia które przeszło już wczoraj. Ale cóż, dałam się wpędzić w poczucie winy, że "jak to, chore dzieci, do przedszkola??!", zostały w domu, to teraz mam :] Zamiast się kurować to słucham, tłumaczę, czytam o jadowitych pająkach i rozsądzam kłótnie. A kurować zdecydowanie się powinnam, bo infekcja dalej mi nie przeszła, byłam już nawet na RTG, żeby zobaczyć czy to nie zapalenie płuc. Chociaż, do świąt jeszcze dwa dni, zdążę, co to dla mnie. Święta będą u dziadków jak co roku. Pierwsze święta mojego maleńkiego siostrzeńca. I pierwsze święta z nowym szwagrem :] Niewątpliwie atrakcji nie zabraknie.

I, moi drodzy, nie wiem czy jeszcze zdążę tu być przed świętami, zatem... Z tej okazji, życzę Wam od serca... Żeby nie było nudno. A jak k…

Mój Aniołek

Obraz
Nie pytajcie skąd się wzięła ta aureola nad Jacka głową. Nic o tym nie wiem, nawet jakbym chciała to photoshop pewnie by mnie przerósł ;) To po prostu znak od wszechświata KIM jest to dziecko :)

Całuję Was!

Co za dzień

Co za dzień! Super dzień, ale TAKA wykończona jestem... I jeszcze nie będzie mi dane paść na łóżko i uwolnić się z ciała na jakiś czas, bo dzień się jeszcze nie skończył...

Dobra - nie mam co narzekać. Dzień był super. Odwiedził mnie mój kochany siostrzeniec. Przyjechała choinka. Przeżywaliśmy cały doroczny szał ubierania choinki - co jest jednym z moich ulubionych rytuałów, ale akurat złapałam paskudną infekcję, no i miałam niewiele procent mojego naturalnego potencjału energetycznego, żeby to w pełni docenić. Pięknie pachnie u nas. Choinka pod sufit. Ubrana że tak powiem w "artystycznym" stylu, w który nie ingerowałam, żeby nie psuć nastroju i zamiast tego podładować się patrząc na uśmiechnięte pyski. Jedno pytało drugie co chwilę: "cieszysz się, co?", "bardzo się cieszysz?". No cieszyły się, cieszyły. Potem były świąteczne wypieki, kolejna część - tak się im spodobało, że chyba też nie ostatnia. Potem przyszła babcia. A potem listonosz.

I zgadnijcie co…

FREEDOM! ...from things we just imagine

Obraz
ALE mam dziś dobry dzień :) W końcu udało mi się zmaterializować
pomysł, który zrodził się już jakieś 3 miesiące temu. Jako, że dziś
świętuję, podzielę się z Wami utworem, który niedawno odkryłam i który
porusza moje serce za każdym razem na nowy sposób.



O fizyce i świętach

Och grudzień. Kocham grudzień. Miłością szczerą i odwzajemnioną. Ta atmosfera przedświąteczna. Nie wspominając o przyjaznych temperaturach ;) Powiesiliśmy lampki świąteczne, udekorowaliśmy domek. Pierwsze partie świątecznych pierniczków i ciasteczek upieczone i przyozdobione (najprzyjemniejsza część - zabawa z lukrem:]). Ozdoby gipsowe pomalowane. Małe choineczki dzieci przystrojone (na prawdziwą, wielką jeszcze trochę poczekamy). Zdecydowanie czuć u nas w domu, że święta już tuż tuż.

A poza tym, co słychać w świecie Agaty... Odkąd zainteresowałam się fizyką, czyli od jakiś trzech-czterech miesięcy, moje życie stało się dużo ciekawsze. W sumie kto by pomyślał, że zniechęcona do fizyki w wieku lat 10-ciu, nagle zapragnę dowiedzieć się i zrozumieć, jak działa świat. Cóż, jako że pragnienie się pojawiło i nie dyskutowałam z nim specjalnie, stopniowo uczę się - co, jak i dlaczego. Partię "co" miałam już przerobioną przez 30 lat doświadczenia, ale zrozumienie "jak" i &q…

Ktoś mądry raz powiedział...

Cześć kochani. Ostatnio dostałam świetną radę. I tak obserwuję, jak się zmieniło moje życie od tego czasu i postanowiłam się nią z wami podzielić. Może komuś również zrobi się lżej na duszy. Rada brzmiała: "Take every problem and make it a challenge. Take every challenge and make it a game". Czyli w wolnym tłumaczeniu - "Spójrz na każdy swój problem, jak na wyzwanie. A każde wyzwanie potraktuj jak grę". Dobre, co nie? :) Powiem Wam, że próbuję stosować to na swój sposób i zaobserwowałam, że stres związany ze zwykłymi codziennymi sprawami (poważnym problemów, chwała Bogu, na razie nie mam:) jest dużo mniejszy. Wystarczyła mała zmiana perspektywy.

leniwie

Czyżbyśmy już zaczynali zimę? Przecudny śnieg za oknem. Takie wielkie płatki padają... Dzieci pojechały na weekend do dziadków. Wczoraj obudziłam się o 9 (normalnie nie wstaję tak późno). Zjadłam śniadanie. I z powrotem do łóżka ;) Przespałam pół dnia. Nadrobiłam trochę zaległości i dalej jestem senna... Coś chyba mój organizm mi próbuje powiedzieć, hehe ;) Piękny leniwy weekend. I nie żal mi ani jednej "zmarnowanej" chwilki. Trochę tylko żałuję że dzieci same cieszą się z pierwszego śniegu. Za to zostało mi darowane tłumaczenie, czemu jeszcze nie można ulepić bałwana, ani pojechać na sanki SKORO PRZECIEŻ PADA ŚNIEG ;)

Dobre wiadomości

Witajcie kochani :)

Właśnie się zorientowałam, że dziś piątek 13-tego. Hihi, ciekawa jestem jak wam mija ten dzień ;) Mi całkiem dobrze. Dostałam wyniki rezonansu. Zgadnijcie ile mam nowych ognisk w moim biednym mózgu... Jedno! Tak jest. Nieźle co. Jedno stare się trochę pogorszyło, a poza tym - BEZ ZMIAN! Czyli najlepsza wiadomość, jaką SM-owiec może otrzymać. Bo znaczy to nie mniej, nie więcej niż to, że choroba jest stabilna. Nie panoszy się za bardzo i nie czyni nowych szkód. W sumie tego się właśnie spodziewałam. Albo powinnam raczej powiedzieć - na to miałam nadzieję. Co nie zmienia faktu, że cieszę się bardzo. Mam po prostu niesamowite szczęście - tyle lat choroby i jakie zdrowie. Pozdrawiam Was gorąco i życzę SZCZĘŚLIWEGO dnia :)

Dziękuję

Obraz
Cześć kochani. Co jakiś czas dodaję notki o tym jak bardzo jestem Wam wdzięczna za Waszą pomoc. Dziś jest na to doskonały dzień :) Jako że otrzymałam z fundacji raport z 1% z 2014 roku. W ogóle wiecie ilu WAS jest? 240! 240 osób zdecydowało w tym roku, że przekaże mi swój 1% podatku. Pomóc mi tak po prostu. Jakbym tylko wiedziała kim jesteście, każdy z Was pewnie by dostał osobiste podziękowania, ale niestety ochrona danych osobowych i te sprawy, więc w moim raporcie nie było nazwisk, a jedynie lista urzędów skarbowych w poszczególnych miastach. Także znowu wykorzystam w tym celu tego bloga, żeby powiedzieć - DZIĘKUJĘ, DZIĘKUJĘ, DZIĘKUJĘ. 43tys.zł. Tak, kochani, właśnie tyle! Jestem Wam bardzo, bardzo wdzięczna. Powiem szczerze, że myślałam, że w związku ze zmianą fundacji-danych-itp w tym roku nie będzie nawet połowy tej kwoty. A tu taka niespodzianka. Czuję, że to nie tylko Wasza pomoc finansowa, ale też idzie z nią dużo, dużo miłości. Doceniam pomoc każdego z Was i każdą ciepłą myś…

Ważne chwile

Już jutro mój doroczny rezonans. Tym razem jestem wyjątkowo ciekawa wyniku. Za jakieś 2 tygodnie będę się chwalić ;)

jesiennie

Jesienne chłody, jesienne deszcze... I my się niestety zgraliśmy z jesienną aurą - u nas też pada. Jacek długo czekał na wizytę u dentysty, żeby ząbek w końcu przestał boleć. Płukał, płakał, nie mógł jeść, nie mógł spać... A jak pojechaliśmy do dentysty, nie pozwolił sobie nawet zrobić znieczulenia. Mimo że mama obiecała klocki lego w nagrodę i mimo że miał perspektywę, że nareszcie przestanie boleć. Kolejne podejście jutro. Może podtlenek azotu pomoże... Ale pani dentystka powiedziała, że do tego jest potrzebna chociaż minimalna współpraca dziecka. No zobaczymy. Już mu opowiadałam o "gazie rozweselającym", jaka to frajda. Że też bym chciała. Na razie ten nieszczęsny ząbek kładzie się cieniem na wszystkim, co mogłoby nam dawać radość. Sadzenie tulipanków, spacery, ogrodowe jabłko-branie... Nawet wieczorne usypianie, przytulanie i opowiadanie bajeczek zdominował. Trzymajcie jutro kciuki za Jacka, może się zdecyduje. Oby...

Zaufanie

Nie ma to jak słodko-gorzkie lekcje dostrzegania i doceniania doskonałości w sytuacjach z pozoru dalekich od ideału. Tak, tak, wyższy cel gdzieś się tam majaczy na horyzoncie, prawda. Tylko dalekooo. Ale daję sobie czas, małe kroczki :) I powoli zinternalizuję "all in divine right time and divine right order" :)


Mój siostrzeniec

Obraz
Szczęśliwa ciocia. Szczęśliwa, zakochana ciocia :)


"What is happening right now? Is it love or fear? There's no gray."

Obraz
Cześć kochani. Ciągle się chwalę tymi moimi dziećmi no i jakoś nie mogę przestać. Ale jak tu przestać, jak one potrafią wzruszyć człowieka aż po samo dno serca? Asia ma w przedszkolu kolegę, który ją przytula (i podobno raz dał jej całusa w policzek!). Opowiadała o tym dziś i dodała, że ona jak dorośnie zostanie żoną Jacka. Nikogo innego tylko Jacka. Na co Jacek dodał, że jego żoną będzie mama! Jak dorośnie. Tak jest, a już myślałam, że już nigdy nie pojawi się kandydat do mojego serca, hihi :)

Wczoraj był dzień szczepień i żeby im wynagrodzić cały ból zabrałam dziś moje małe na tańce. Tańce odwołali i spędziliśmy piękne popołudnie w bibliotece. Kto by pomyślał. Oczywiście nie na czytaniu, tego mają dość u siebie, tylko na budowaniu z potężnych piankowych kloców. Forty, tunele, zamki, kolorowanki na komputerze... Za moich czasów nie było takich bibliotek... Pełno szalejących dzieci i nikt nawet nie pomyślał, żeby na nie krzyczeć, że mają być cicho w takim miejscu.




"To have the courage and trust together. And love in between."

Obraz
Piękny dzień, prawda :) ? Byliśmy dziś na festynie w przedszkolu dzieci. Takim z okazji pasowania na przedszkolaka. Atrakcji było wiele, jednak najwięcej radości dzieciaki miały z dmuchanej zjeżdżalni. Tyle radości, że nie mogłam wybrać zdjęcia z najpiękniejszym uśmiechem Asi (więc cóż, muszę więc wrzucić je wszystkie:).

Całuję Was gorąco!















:)

Hurra! Zostałam dziś ciocią! :) Cudnego klopsa Michasia.

Twórzmy świadomiej

Cześć kochani :)

Piękne lato tej jesieni, czyż nie... Mimo, że pierwsze wyprawy na kasztany i żołędzie już za nami. Wczoraj było u nas prawie 30 stopni! Uczciliśmy to lodami w ogródku i ostatnimi letnimi zabawami z wodą. I mieliśmy gości z Krakowa. Dzieci dały popis swojej "grzeczności", jak to zwykle przy gościach bywa. Ale wszyscy którzy kiedyś nas odwiedzili wiedzą, że to zupełnie nic nowego ;)

Powiem wam, że coraz mniej rzeczy mnie dziwi. A coraz więcej zachwyca. Tak, wiem, to dwa różne kontinua. Ale jakoś tak się czasowo zbiegło. 

I małe słówko do nowo-zdiagnozowanych. Nie płaczcie już nad sobą/swoimi dziećmi/przyjaciółmi. Ktoś drogi mojemu sercu powiedział kiedyś : "There are no accidents. There are just some unfortunate creations sometimes". Także bierzmy odpowiedzialność za siebie (przynajmniej ;). I do przodu.

Pozdrawiam Was gorąco i kolorowo

córcia moja

Jeszcze jedno. Moja dobra córcia. Muszę się pochwalić. Asia zaliczyła swój przedszkolny debiut. Płakała tylko pierwszego dnia. Troszkę nie mogła spać w nocy. A drugiego dnia już pani Asieńki doniosła mi, że Asia, która w życiu nie tknęła śliwki - zjadła śliwki na drugie śniadanie. I więcej - leżakowała grzecznie z innymi dziećmi. Śpiąc! Jestem strasznie dumna, trochę się o nią bałam. Ale Asia jest taka silna, niczego się nie boi. Pani od razu powiedziała (cóż...), że ma "charakterek". Słucha swojego serca. Zawsze, nieważne od okoliczności. Czasem jej się za to dostaje po głowie (a czasem mnie:). Tym bardziej jestem dumna, że mieliśmy już 3 lata odkąd Asia jest z nami i nie udało nam się jej zmienić, mimo że wielu próbowało. Mogę się od niej naprawdę dużo nauczyć. Słuchania swojego wewnętrznego głosu. Niezależności. Odwagi. Asiu, jesteś moim darem :*

kolejna dekada skończona, bez huku :)

Dziękuję Wam kochani za życzenia! Kto by pomyślał, że to już trzydziestka stuknęła. Dobry wiek. Mogę sobie podróżować niespiesznie, uważnie. Bez presji. W sumie wiek jak wiek, każdy jest dobry. Przynajmniej dla mnie, dla niektórych niestety każdy jest zły. Dorastając chcą być starsi, a jak już dorosną tęsknią do młodości. Udało mi się nie wpaść w tą pułapkę, za co jestem wdzięczna. Zobaczymy jak będzie dalej. Ale póki co wraz z własnym rozwojem (czyli de facto wraz z upływem czasu) staję się coraz bardziej świadoma i szczęśliwa. Więc naprawdę nie mogę narzekać. Marzeń specjalnie nie mam, planów na kolejną, czwartą dekadę życia. Wolę nie ograniczać rezultatu ;) Zobaczymy co będzie. Ciekawa jestem gdzie będę za 10 lat...

PS. Kasiu, dziękuję za cudną kartkę, super niespodzianka!

But today, in this moment, in the warmth of the sun

Ale mam teraz dobry czas, kochani moi! Obiecałam, że na razie nie będę się chwalić szczegółami, ale powiem Wam, że jestem bardzo, bardzo szczęśliwa. Czuję się, jakbym się w końcu obudziła z długiego, długiego snu. Może to zabrzmi trochę sloganowo, ale czuję się sobą. Kocham Was! Serio :)

Dziękuję Wam ślicznie za nieustające wsparcie. Pani Hani za wyśmienite przetwory, moim kochanym dziewczynom za modlitwę. I Wam wszystkim, którzy tu ze mną jesteście i wspieracie mnie w "trudach" choroby, która na szczęście jest dla mnie wyjątkowo łaskawa. Jesteście niezastąpieni!

humor najlepszy z najlepszych

Cieszę się i sobie śpiewam. Dzieci wracają, hurra! Już dziś. Tak stęskniona nie byłam jeszcze chyba nigdy.
Odpoczęłam przez te dwa tygodnie. Nabrałam energii, doładowałam się duchowo. Przeczytałam w końcu, co miało być przeczytane. Dobry czas. Ale nie macie pojęcia, jak się cieszę, że już się skończył. Niespodzianki już leżą przygotowane na łóżkach, w lodówce ulubione przysmaki. A jutro imieniny synka (będzie niespodzianka, ćśś).
Całuję Was kochani!

Czas Agaty :)

Cześć kochani. Powiem Wam, co postanowiłam. Zamiast zamartwiać się i zatęskniać za dziećmi, które pojechały na wakacje do taty, pojadę na ten czas na Kaszuby. Do naszego domku nad jeziorem. Mama już obiecała, że mnie jutro zawiezie. Zostawię tutaj pusty dom, komputer, świat codzienności, problemów i radości. Spędzę trochę czasu na łonie natury sama ze sobą. No, powiedzmy że nie do końca sama, wezmę moje książki. Na myśl o tym, że będę mogła spokojnie zagłębić się w lekturze w słodkim zapomnieniu świata obowiązków, aż mi się serducho raduje. No pewnie, że martwię się o dzieci. I tęsknię, mimo, że dopiero co pojechały. Pociesza mnie, że od miesiąca rozmawialiśmy o tym wyjeździe, że będzie czas z tatą i że nie będzie mamy. Asia cieszyła się na ten wyjazd. Jacek był bardziej sceptyczny, ale mam nadzieję, że do teraz już zapomniał o mamie i  wszystkim wątpliwościach i się doskonale bawi.

PS. Jeśli wierzysz w Boga, pomódl się proszę za mnie. Dopadł mnie dziś znowu, po bardzo długiej przerwi…

dumna mama

We wtorek byliśmy na basenie. Jacek pierwszy raz odważył się i zjechał z największej żółtej zjeżdżalni. Na kolankach mamy oczywiście, żeby było raźniej. A potem chciał jeszcze i jeszcze. Wykończyło mnie trochę wspinanie się na zjeżdżalniową wieżę, ale radość dziecka - bezcenna. Z Asią z kolei bawiłyśmy się w syrenkę i potwora morskiego na basenie dla dzieci. Dłońmi odpychała się od dna, machała nóżkami i zasuwała! Aż miło. Właśnie w ten sposób, w tej pozycji, nauczyłam się pływać. Byłam wtedy dokładnie w jej wieku, nad jeziorem charzykowskim na wczasach z rodzicami. W pewnym momencie odkryłam, że wcale nie muszę odpychać się dłońmi od dna, bo sama się unoszę na wodzie. Więc córcia jest na dobrej drodze, żeby zostać wytrawną pływaczką :)

Wczoraj odwiedziliśmy park oliwski. Byliśmy w palmiarni, w "dziurawych" drzewkach-kryjówkach, przy wodospadzie. Największą atrakcją było chodzenie po kamieniach na strumieniu. Jacek co prawda spadł z kamienia i zmoczył buty, ale wcale go to n…

dobry początek tygodnia

Ktoś był dziś dla mnie bezinteresownie życzliwy. Bardzo życzliwy. Tak po prostu. I siedzę sobie teraz i się uśmiecham. Wzruszyłam się.

Jutro basen z dziećmi. Już szaleją, nie mogą się doczekać. Ja w sumie też. Uwielbiam nasze wodne zabawy. Ich radość.

letnie przygody

No i pogoda nam dziś zrobiła psikusa. A mieliśmy przechodzić przez strumyk po kamieniach w parku oliwskim. Za to była zabawa w Tup-tusiu, nowe koleżanki i zajadanie się lodami o smaku rafaello. Pogoda mnie naprawdę rozpieszcza tego lata. Dni upałów, kiedy czuję się trochę słabo, mogłabym policzyć na palcach jednej ręki. Zagrożenie rzutem i moje lęki o zdrowie rozwiały się z letnim wiatrem i korzystamy z dziećmi z lata ile się da. Są siły, są chęci, są pomysły. I w końcu przerwa w przedszkolu i mam oboje dzieci przez całe dnie! Jacuś zachwycony, mam wrażenie, że jakoś mnie nawet bardziej kocha;) No z pewnością jest bardziej grzeczny, rozkoszny i wdzięczny. Wczoraj dzieci wymyśliły sprzątanie lasu. Byłam naprawdę bardzo dumna. I pod wrażeniem zaangażowania, energii i konsekwencji z jaką sprzątali.

Mam nadzieję, że wakacje dobrze Wam mijają. Wypoczywajcie, ładujcie akumulatory na nowy rok pracy, a potem napiszcie słówko, czy dwa jak było. Pozdrawiam Was gorąco!

Sobącz po raz drugi

Obraz
PS. Ta kamizelka ma prawie 20 lat, była ze mną na pierwszych żaglach w życiu. Czas na nowe pokolenie!

Wakacje nad jeziorem

Obraz
Trochę fotek z wakacji z dzieciakami na Kaszubach.























Znikam

Dziś rano. Budzę się i nie widzę na lewe oko (to zdrowsze!). Na szczęście trwało to tylko 10 minut. Aczkolwiek szczerze mówiąc - było to chyba najdłuższe 10 minut mojego życia. Pełna panika.

Kochani, wiem, ten blog nie po to powstał, żebym miała gdzie narzekać. Bo ani nie jest miło takie rzeczy pisać, ani, tym bardziej pewnie, czytać. Także znikam na razie. Wrócę, jak tylko będzie ze mną lepiej. Nie martwcie się o mnie, na duchu mnie podnosić nie trzeba. Nie wątpię ani w sens życia, ani w Boga, ani w sensowność wszystkiego co się dzieje. Po prostu nie chcę pisać miłych i słodkich rzeczy, jak stan mojej duszy z miłymi rzeczami nie współgra. A kto lubi czytać o tym, że komuś jest źle? No Was o to nie posądzam, hehe ;)

Z prądem

Nie walczyć. Staram się. Obserwuję. Bo kto jest za to wszystko odpowiedzialny? Ja sama i nikt ani nic więcej. I tylko zastanawiam się, co moje ciało chce mi przez to wszystko powiedzieć. Pewne koncepcje mam. Powiedzmy szaro-różowe. Szary dla nieświadomych działań i ataku na samą siebie (Cóż z tego że za pomocą choroby? Tym gorzej!), różowy dla uzmysłowienia sobie ich (Ale do jakiego stopnia?). Jestem z tym. Staram się być.

Ech

Jest mi źle.

Urodzinki

Piękny dzień. Goście, torty (z malinkami w kształcie księżniczki dzieła cioci Madzi oraz truskawkowy z kucykami), ogrodowe szaleństwa na trampolinie, prezenty (i te wymarzone i niespodzianki). Dzieci w siódmym niebie. Zdjęcia zrobione. Pożyczę od taty aparat i coś Wam pokażę.

Szkoda tylko, że dawno nie czułam się tak źle. Czuję, jakbym nie miała kontroli nad swoim ciałem. SM-owcy wiedzą, jakie to frustrujące. No i zmęczenie jak po dwóch bezsennych nocach. Tak bez powodu, po prostu. Dałam co prawda radę nadmuchać balony i w miarę w miarę porozmawiać z gośćmi. Ale tylko ja wiem, ile mnie to wszystko kosztowało wysiłku. Jak myślę z ilu planów na najbliższy czas będę musiała zrezygnować, to aż mi się chce płakać. Nieprzewidywalna ta choroba. A najgorzej jest, jak chcemy najbardziej. Tak dużo ludzi dookoła, a taka samotna się czuję. Podobno wszystko, co wartościowe znajduje się w nas. Cóż, nie jestem na tyle świadoma, żeby to "wszystko" odczuć. Przebłyski są, ale to tylko przebły…

Porządkujemy

Ale miałyśmy dziś z Asią pracowity dzień. Nie wiem, co mnie tak naszło na generalne porządki, ale sukcesami się pochwalę. Z pięciu worków na śmieci pełnych za małych ubranek po dzieciach - powstało jedno pudło poskładanych w kostkę ciuszków. Z dwóch szuflad luźnej dokumentacji medycznej - zgrabny segregator ułożony datami. Z trzech siatek starych paragonów, faktur i rachunków - całkiem zgrabna teczka z podziałem na kategorie wydatków. Nie wspominając o nowych trzech workach na śmieci pełnych moich nie noszonych od lat ubrań (w szafie luz, sukienki mogą w końcu oddychać pełną piersią). Jeszcze został mi porządek w szafce (no dobra - szafkach) na leki i dzień będę mogła uznać za zakończony. Coś mi się wydaje, że moją porządkową inspiracją była niecierpliwość przed jutrzejszym przyjęciem. Tak, to już jutro! Hihi :)

Zakończenie roku

Dziś było zakończenie roku w przedszkolu. Jacek występował wraz ze swoją grupą. Przebrany za biedroneczkę, śpiewał, mówił wiersze, tańczył, nawet śpiewał po angielsku! A mi łzy ciekły z dumy i ze szczęścia. W czasie poprzednich występów zimą, był taki stremowany, że buzia na kłódkę, a oczy wpatrzone w podłogę. Teraz, po dawnej nieśmiałości, nie został nawet ślad. Później wręczyliśmy Paniom (wszystkim 5-ciu!) kwiatki i czekolady, podziękowaliśmy i po wakacjach mój syn już nie będzie małą biedroneczką. Wróci do przedszkola już jako "motylek" (każda grupa, to inny owad). Asia natomiast zadebiutuje jako biedronka. Już się powoli szykujemy. I póki co przeważają u niej uczucia pozytywne. Lęku naprawdę nie dostrzegam. W sumie Jacek płakał tylko 2 tygodnie w swoich przedszkolnych początkach (w przeciwieństwie do jego mamy, która aklimatyzowała się przez długie pół roku wycia pod salą przy rozstaniach z mamą). A młodsze dzieci mają ciut łatwiej, szlaki już przetarte. Więc jestem o ni…

Bezsenną nocą

********


Jak wiatr,
który leczy poczucie winy
tańczę.
Źródło rzeczki
nie pociąga mnie
wcale
Nurt
To on jest moim kochankiem.
Mijając drzwi
pytam nieśmiało:
"Wpuścisz mnie?"
Moneta upada
I już jedna z jej stron
rozpycha się łokciami
wypełnia obrzeża
jak to strony zwykły czynić.
To tylko obrzeża
Sam nurt jest moim kochankiem.
Puść


*********

Smutek ścieka
rynną myśli
Bez ujścia
Krąży
U szczytu człowieczego
"tak, oto jestem"
Wzrusza tamy blizn
Nie podda się
Pamięta przecież
niewinność
lekkość
z jaką tonęła nadzieja
u jego zmęczonych stóp


*********

Świątynia
Potężne cegły sklepienia
otulone zaprawą frazesów
ciążą duszy
nieświadomej
Koją nie pokój
Tworzą ramę
Tak, to o nią wołało wnętrze
Wszak takie nagie się czuło.
Zapomniany kamień węgielny
z cierpliwością godną skały
czeka
I tylko czasem
spod marmurów zasad
słychać jego stłumiony głos.
Na Boga
Stój


**********


Miłego weekendu kochani!

Dobre lata początki

Obraz
Ale miałyśmy dziś z Asią niespodziankę! Przyszedł listonosz z wielką paczką. Myślę sobie, co to jest? Przecież nic nie zamawialiśmy. I wiecie co to było? Paczka ciuszków dla Asi! Od Ani (i jej córci!). Aniu, zagubił mi się Twój mail, także pozwól że podziękuję Ci tutaj - dzięki kochana! Ciuszki cudne, idealne na lato dla Asi (część nawet z zapasem). Bardzo, bardzo dziękujemy. Zrobiłaś nam cudną niespodziankę.

I parę innych rzeczy za które jestem wdzięczna:

Odkryłam herbaty yogi tea. Rewelacja, kochani. Polecam. Do tej pory nie przepadałam za lukrecją, która wchodzi w ich skład. Ale ich kompozycje! Marzenie. Szczególnie polecam yogi tea "detox". 

Czereśnie w ogrodzie już czerwone! Jeszcze nie do końca dojrzałe, ale kilka z tych co spadły już powędrowało do buziek. I małych i tej dużej (a co sobie będę żałować!:).

Piwonie już kwitną. Jak one pachną! Szczególnie te różowe. Zapakowane elegancko do wazonu, cieszą zmysły.

Byliśmy dziś w lesie na siłowni i na moście nad nową kolej…