sobota, 20 czerwca 2015

Urodzinki

Piękny dzień. Goście, torty (z malinkami w kształcie księżniczki dzieła cioci Madzi oraz truskawkowy z kucykami), ogrodowe szaleństwa na trampolinie, prezenty (i te wymarzone i niespodzianki). Dzieci w siódmym niebie. Zdjęcia zrobione. Pożyczę od taty aparat i coś Wam pokażę.

Szkoda tylko, że dawno nie czułam się tak źle. Czuję, jakbym nie miała kontroli nad swoim ciałem. SM-owcy wiedzą, jakie to frustrujące. No i zmęczenie jak po dwóch bezsennych nocach. Tak bez powodu, po prostu. Dałam co prawda radę nadmuchać balony i w miarę w miarę porozmawiać z gośćmi. Ale tylko ja wiem, ile mnie to wszystko kosztowało wysiłku. Jak myślę z ilu planów na najbliższy czas będę musiała zrezygnować, to aż mi się chce płakać. Nieprzewidywalna ta choroba. A najgorzej jest, jak chcemy najbardziej. Tak dużo ludzi dookoła, a taka samotna się czuję. Podobno wszystko, co wartościowe znajduje się w nas. Cóż, nie jestem na tyle świadoma, żeby to "wszystko" odczuć. Przebłyski są, ale to tylko przebłyski. Siedzę sobie na własnych peryferiach i nawet spać nie mogę, tak mi źle.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz