poniedziałek, 30 maja 2016

Akrobata mój

Robiąc dziecku te piękne zdjęcia, nawet nie przeczuwałam, że będę musiała się tam za chwilę wpinać i go ratować. W sukience, na boso. Tak jak przyszłam. Po linach. Przy prawie 30 stopniach. Jeeej.

A wyszliśmy z domu, do lasu... Z hulajnogami... LODY im nawet obiecałam, żeby nie iść TAM. Hulajnogi wróciły, zmoczyłam włosy i uległam, taka słaba jestem.

Och, jak oni się kochają...

I to wcale nie jest najdziwniejsza w "garnizonie" rzecz. Not even close.

Weszłam do tego bagna za ich plecami (piłka wpadła). Rybka mi przepłynęła koło stopy. Do góry brzuchem.








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz