poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Wiosenne cuda

Ach wiosna. Przepiękna. Dzieci popsuły mi żaluzję w łazience. Z zewnątrz wszystko widać jak na dłoni. Byłam mocno zła, że nie mogę się wykąpać bez potencjalnego bycia podglądaną przez przechodniów. Byłam zła pochopnie. Siedziałam dziś w wannie myjąc włosy i co widzę? Za oknem, na szczycie choinki, która przed Bożym Narodzeniem była skrócona o połowę (bo sięgała linii energetycznej) zobaczyłam sroczkę. Sroczka trzymała całkiem sporawą gałązkę. Obok ptaszka na szczycie drzewa – cały stosik podobnych gałęzi. Oo, myślę sobie, wije gniazdo! Przypatrywałam się, jak z gracją przeplata między sobą patyczki. Co raz to odlatywała i chwilkę później wracała z materiałami. Jak patyczków było dość – wracała z czymś w rodzaju mchu. Z trwogą obserwowałam jak spadła jej na ziemię część pracy. Nie wyglądała jednak na zmartwioną. Woda w kąpieli już mi dawno wystygła, a tymczasem co zobaczyłam – druga sroczka przyleciała z patykiem! To para. Para połączona wiosenną porą, przy pracy w trakcie budowania gniazda, żeby było gdzie powiększyć rodzinę! Od tej chwili sroczki pracowały razem. Razem wylatywały i razem wracały z nowymi zdobyczami. I sama czułam się trochę jak intruz, wkraczający w cudzą intymność, jak obserwowałam tę ptasią pracę, przepełnioną miłością, pełną niezwykłej precyzji i wytrwałości. Za moimi oknami zamieszka ptasia rodzina. Cóż mi po przypadkowych spojrzeniach przechodniów, jak mogę być świadkiem takich cudów.  





Fotki zrobione później. Tak, dalej śledzę, jak tam moi nowi sąsiedzi :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz