Posty

Eric Emmanuel Schmitt

Eric Emmanuel Schmitt. Pewnie słyszeliście to nazwisko. Francuski powieściopisarz, dramaturg. Piszę dziś do Was z głębi serca i na świeżo, bo właśnie skończyłam czytać dramat "Intrygantki" i cały czas jestem pod ogromnym wrażeniem. Eric Emmanuel Schmitt jest pierwszym autorem, którego poznałam odkąd odkryłam dla siebie mistycyzm, który zdaje się ubierać w słowa, to co we mnie głęboko tkwi i do czego, mniej więcej rok temu, zaczęłam się zbliżać, powoli, powoli, zbliżać . Cytując za jedną z jego powieści, jestem jedną nogą zakorzeniona w racjonalizmie, drugą w mistycyzmie. Mistyk by na to powiedział, że wobec tego każda z moich nóg tkwi głęboko w racjonalizmie. Staram się te nogi stopniowo uwalniać. Z jakim sukcesem przyjdzie mi ocenić w odpowiednim czasie. W czasie, w którym żadne oceny nie będą miały już najmniejszego znaczenia. Schemat, schemat. Czytacie to i co? I schemat. Oo znalazła się mistyczka. Tak, ta sama, która jeszcze jakiś czas temu, podobne rzeczy wygadywała o Da...

Proszę

Tak, nowy rok już w pełni. Już zdążyliśmy zapomnieć o niektórych noworocznych postanowieniach. Dla mnie początek każdego roku wiąże się niezmiennie z początkiem proszenia Was o pomoc. Tak, znowu będę jęczeć i prosić o 1% podatku;) Jeśli masz kogoś, komu w ten sposób pomagasz, to możesz sobie śmiało oszczędzić czytania dalszej części tej notki. W tym roku, pierwszy raz będę zbierać fundusze z 1% na konto nowej fundacji - Dobro Powraca. U nich, w przeciwieństwie do PTSR mam pewność, że całość kwoty, którą otrzymam wpłynie na moje subkonto, z pominięciem opłat manipulacyjnych. O mechanizmie subkonta już pisałam. Ale przypomnę, żebyście sobie nie myśleli, że "eee tam, po co mam ją wpisywać, pójdzie i przebaluje zamiast się leczyć". Otóż procedura zakupu leku z funduszy zgromadzonych na subkoncie wygląda tak: 1. zamawiam lek w aptece 2. apteka zamawia go w hurtowni 3. apteka (bądź ja) wysyła fakturę proforma na adres Fundacji 4. Fundacja robi przelew na konto apteki 5. mogę...

Dobre nowego początki

Obraz
Cześć kochani, Wiecie, że dopiero minął pierwszy tydzień nowego roku? A już się tyle zdążyło wydarzyć. W Nowy Rok, moje dzieci były gospodarzami noworocznego obiadu. Nakrywały stół, przynosiły potrawy, nalewały napoje i chodziły dumne jak pawie. W poniedziałek byliśmy w Gdyni w dziecięcej sali zabaw. Sala (nie pamiętam nazwy) jak nigdy. W środku wielki dmuchany zamek, a  labirynty ścieżek takie że musiałam pomagać Jackowi dotrzeć do niektórych zjeżdżalni i wcale nie było mi łatwo. Na dmuchanym zamku oczywiście nie zdołałam zrobić ani jednego dobrego zdjęcia (chociaż zrobiłam 20), bo ruszało się to to z szaleństwem w oczach i krzykiem na ustach odbijając się od ścian w tempie, które było ponad możliwości mojego aparatu. Ich pierwszy dmuchany zamek. Radość dzika. Było mnóstwo dzieciaków, ale Asia z Jackiem cały czas biegali tylko ze swoim Piotrusiem, synkiem cioci Marty. A jaki numer nam zrobiła Asia! Były urodzinki jakiejś dziewczynki w sali obok. Słodycze, tort, śpiewanie i malowa...

Noworocznie

Obraz
Witam Was w Nowym Roku! Mam nadzieję i tego Wam z serca życzę - że przyniesie Wam on mnóstwo sukcesów, radości i dumy. Sama stojąc u progu nowego, jestem pełna nadziei. Czuję, że będzie to dla nas dobry rok. Dzieci coraz starsze, coraz więcej możliwości się przed nami otwiera. Coraz głębiej i bardziej świadomie doświadczają świata, który z wielką pasją im pokazuję. A ja się staję coraz spokojniejsza, nie martwię się już tak swoim zdrowiem i biorę z wdzięcznością wszystko, co los przynosi. Także mamy z dzieciakami dobrą bazę, na dobry rok 2015. Co dokładnie przyniesie? Któż to wie. Ale ile będzie z tego radości? To już, w co głęboko wierzę, zależy od nas samych. A wczoraj moje skarby były na swoim pierwszym balu sylwestrowym! Skromna dokumentacja pozostała i prezentuję fragment. Dla Asiuni brawa za walkę z nieśmiałością, jestem strasznie dumna!

A po Świętach

Największe szczęście na świecie – patrzeć na radość swoich dzieci. Nic większego chyba zwyczajnie na świecie nie istnieje. W minione (już…) Święta mieliśmy cały przekrój (tych dobrych) dziecięcych emocji – od zaciekawienia, o co w tym wszystkim chodzi, czemu są jakieś nowe zasady (tradycje), przez radosne i jakże niecierpliwe oczekiwanie na świętego Mikołaja, wstyd i dumę z siebie przy śpiewaniu kolęd dla gości, po czystą, szczerą i wdzięczną radość podczas odpakowywania prezentów i zabawy. Kocham te dzieci, że ach… PS.  Moje osobiste Święta były wyjątkowo postne, bo kilka dnia przez wigilią żołądek się zbuntował od nadmiaru leków. Powiedział dość - i weź tu z takim rozmawiaj. Także zamiast wigilijnych przysmaków i świątecznego bigosu, były średnio radosne mdłości i zwijanie się w kłębek. Mam nadzieję, że sytuacja szybko wróci do normy, i zacznę się normalnie odżywiać, bo ci co mnie znają wiedzą, że ja to za bardzo nie mam z czego chudnąć... ;)

Od serca

Obraz
Moi mili, Na te Święta, które już prawie, prawie przyszły, życzę Wam z całego serca, aby był to czas obfitujący w chwile, które chcielibyście zatrzymać. Zrobić mentalne zdjęcie i wrzucić do przegródki z najlepiej strzeżonymi wspomnieniami. Żeby był to czas, kiedy miłość i pokój tak Was dotkną, że po prawdziwy aparat nie sięgniecie, żeby nie stracić tej chwili. Życzę Wam też, żeby te Święta były prawdziwie uroczyste, głębszego spojrzenia na tradycję. Żebyście łamiąc się opłatkiem, wkładając sianko pod obrus, szykując 12 potraw itd, zatrzymali się na chwilę i pomyśleli, o co w tym wszystkim chodzi. Co my właściwie świętujemy. Wesołych Świąt kochani! Agata z Jackiem i Asią

Ała małe i duże

Byłam z Asiunią na wizycie kontrolnej i okazało się, że Małe zdrowe. A, bo Wam nie mówiłam. Asia miała pękniętą błonę bębenkową. Ale się wtedy najadłam strachu. Chwała Bogu, błona zrośnięta, uszko nie boli i słuch wrócił do normy. Podobno była nadzwyczaj spokojna, jak na taki uraz. Żadnych gorączek, jęczenia, trzymania się za ucho. Tylko sygnalizowała (i to wcale nie nadmiernie), że boli. Taką mam dzielną córeczkę. Jacek z kolei, jak się nawet leciutko uderzy w coś, to już go trzeba żałować, litować się i najlepiej od razu "zaradzić" poprzez jakąś magiczną maść. Oj lubi maści mój synek. A wszelkiej maści lekarstwa wprost uwielbia. Cóż, jak się od małego berbecia obserwuje mamę, która jest zmuszona codziennie przeróżne lekarstwa brać, no to taki jest efekt. Ale przy najmniej, jak choruje, to nie mam tego kłopotu, co większość rodziców: "Wyyypij syropek, prooszę, za mamusi zdrówko, pyszny syropek, magiczna tabletka...", "Dobry synek, przepięknie wziąłeś lekarstwo...

Ilu nas w ciszy

Obraz
I co się okazało? Moje dzieci są dużo grzeczniejsze niż myślałam. Mikołaj o nich pamiętał, a nawet przeróżni Mikołaje. Trwoga Jacka pod tytułem "nie chcę rózgi, ja nie chcę rózgi!" okazała się nadmierna. Chociaż jeszcze tak do końca nie wiadomo, zobaczymy co Mikołaj zdecyduje przed wigilią ;) A jak Wam mija grudzień, kochani? Już pewnie wyrośliście trochę za bardzo, żeby świętować 6-tego grudnia, co? Ale mam nadzieję, że przedświąteczne przygotowania i towarzysząca im atmosfera Wam wynagradzają brak dziecięcych radości. Od serca polecam:

Małe Cudne

Obraz
Kto jest najkochańszą Perełką mamusi? Jak to kto :) Asieńka. Niestety zapalenie ucha się akurat przybłąkało, nie wiedzieć skąd. Ale leczymy. I za tydzień Asia będzie jak nowa :) Wdzięczne to takie. I dzielne! Nawet jak się żali, że boli, to nie zapłacze. PS. Ulotki na przyszły rok podatkowy gotowe! Zamówiłam 1000 sztuk. Nie, że jestem taką optymistką, ale kosztowało tyle samo, co 500  sztuk... Jakby ktoś miał ochotę w nowym roku przysłużyć się mojej "sprawie" poprzez kolportaż (np. po znajomych), to zapraszam po ulotki :) Pozdrawiam gorąco pierwszego dnia grudnia! :*

Zachęcam. Posłuchać, pomyśleć.

Obraz