środa, 7 stycznia 2015

Dobre nowego początki

Cześć kochani,
Wiecie, że dopiero minął pierwszy tydzień nowego roku? A już się tyle zdążyło wydarzyć. W Nowy Rok, moje dzieci były gospodarzami noworocznego obiadu. Nakrywały stół, przynosiły potrawy, nalewały napoje i chodziły dumne jak pawie. W poniedziałek byliśmy w Gdyni w dziecięcej sali zabaw. Sala (nie pamiętam nazwy) jak nigdy. W środku wielki dmuchany zamek, a  labirynty ścieżek takie że musiałam pomagać Jackowi dotrzeć do niektórych zjeżdżalni i wcale nie było mi łatwo. Na dmuchanym zamku oczywiście nie zdołałam zrobić ani jednego dobrego zdjęcia (chociaż zrobiłam 20), bo ruszało się to to z szaleństwem w oczach i krzykiem na ustach odbijając się od ścian w tempie, które było ponad możliwości mojego aparatu. Ich pierwszy dmuchany zamek. Radość dzika. Było mnóstwo dzieciaków, ale Asia z Jackiem cały czas biegali tylko ze swoim Piotrusiem, synkiem cioci Marty. A jaki numer nam zrobiła Asia! Były urodzinki jakiejś dziewczynki w sali obok. Słodycze, tort, śpiewanie i malowanie buziek itp. Na malowanie buziek wcisnęli się oboje. Ale nagle Asia zniknęła. W labiryntach nie ma, na zjeżdżalniach nie ma, nawet w jej ulubionych piłeczkach Asi ani śladu. Już chciałam biec i pytać, aż Marta zajrzała do salki urodzinowej obok, gdzie Asia siedziała z urodzinowymi gośćmi, zaśmiewała się i wciskała w siebie wszystkie smakołyki, jakie wpadły w jej małe rączki. Uff. Taką mam przebojową córeczkę! A wychodząc płakała, że chce zabrać kawałek tortu do domu...









2 komentarze:

  1. Słodkie te Twoje maluszki. Moje juz nie pozwalają się tak tulić:-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękne zdjęcia! Pozdrawiam cieplutko :*

    OdpowiedzUsuń