poniedziałek, 14 lipca 2014

ACH

Nareszcie. SĄ! (już od wczoraj) Z powrotem w domu! I jak mnie kochają! Jak nigdy :) Przez ten ostatni czas, prawie zapomniałam, jaka jestem szczęśliwa. Nie macie pojęcia. Takie dobre, empatyczne i czułe skarby moje. Takie stęsknione i spragnione przytulania. I znów sobie żyję wśród śmiechu dzieci pod, wyglądającym dziś czasem zza chmur, słońcem. Nawet udało nam się uchwycić 2 piękne słoneczne godziny i popluskać się w basenie z nowym rekinem (pontonikiem) dzieci. Asia wypadła wychodząc z niego do wody i dała nura. A ona normalnie nie moczy jeszcze całej głowy w wodzie. A jaka była dzielna! Troszkę zaskoczona. Jacek się dziwił, czemu ona nie płacze. A odnośnie braku zdjęć... Dziś byłam zbyt szczęśliwa, żeby cykać fotki. Nie chciałam stracić ani sekundy. Ale nadrobię to, pewnie już wkrótce.

Aha, Asia wróciła z wyjazdu w pieluszce, ale od dziś wznowiłam "trening czystości" i pięknie siusia na nocnik. Nawet na dwór wyszliśmy bez pieluszki i nie było nieszczęścia (tylko siusianie pod drzewkiem). Jestem dumna. Ale jeszcze długa droga przed nami.

A jak się czuję po tym moim "urlopie"? W sumie to doskonale. A dla mnie doskonale, to znaczy brak nowych objawów. Stare są albo tylko bywają, ale i tak szkoda Was nimi zanudzać, bo jeszcze sama zwrócę na nie większą niż potrzeba uwagę, i co wtedy? :)

Jak tam lato, kochani? Odpoczywacie?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz