wtorek, 3 lutego 2015

Z pyska uśmiechniętego

Jejku to już luty! Już kawał roku 2015 za nami, a ja nawet nie miałam okazji za dużo razy napisać "2015". Pewnie jeszcze bym się myliła na korzyść przeszłości ;) Wiecie co, dokładnie tydzień temu miałam strasznie podły nastrój. Myślałam nawet, że mam rzut i że nie ma co czekać, tylko trzeba się meldować w szpitalu. Rzadko mi się zdarza tak upaść psychicznie i poddać się swoim lękom, ale muszę Wam powiedzieć, że wtedy byłam już prawie na dnie. I co? Minął tydzień, wszystkie okoliczności zmieniły się na gorsze, (tak - w rodzinie zaraza, dzieci ledwo zipią, wszystkie pieniądze jakoś się wydały, moje zdrowie też dostało po twarzy..), ale w sercu mi błogo. Lekko na duszy. Już się niczego nie boję. Już wiem, że wszystko się dobrze ułoży. Jak to wytłumaczyć? Pewnie jakoś by się dało. Tylko po co? Och, kochani, całuję Was wszystkich z głębi mojego paradoksu! :*

[edit] PS. Właśnie dzwoniła Marta. Marta mówi, że piszę na tym blogu same bzdury. "I po co to wszystko, ładne dzieci masz, to wrzucaj zdjęcia!". Tylko tak mi szkoda chwil, na robienie tych zdjęć... No zobaczymy, na razie nic nie obiecuję ;)

2 komentarze: