sobota, 15 marca 2014

Niewytłumaczalna siła niezwykłego narzędzia

Długo zastanawiałam się, jak się połapać we wszystkich SM-owych nowinkach. Ciągłe nowe pomysły nowych ludzi, jak ograniczyć postęp choroby albo nawet „wyzdrowieć”. Spróbowałam wielu rzeczy. I muszę Wam powiedzieć, że większość tych teorii i związanych z nimi leków ma sens. Jednak cóż – jest tego ogrom. Nie sposób wykorzystać wszystkie metody walki z chorobą. Chociażby dlatego, że często są one sprzeczne ze sobą nawzajem. Z czasem zaczęłam obserwować, że moje początkowe nastawienie do danej terapii ma duży wpływ na jej skuteczność. Dużo się słyszy o efekcie placebo. Jednak nie do końca jestem pewna, czy to jest jedyny mechanizm rządzący skutecznością danej terapii. Myślę, że intuicyjnie człowiek jest w stanie przewidzieć, co będzie dla niego dobre, a co nie do końca. Długo próbowałam opierać się tylko na pewnym w 100% doświadczeniu i oraz równie pewnych dowodach, że coś działa. Obciążałam swój organizm nadmiarem leków, nie potrafiąc bez spróbowania podjąć decyzji, która terapia będzie skuteczna. Teraz, od niedawna, podejmuję, mam wrażenie, racjonalne decyzje przy udziale intuicji. Nie to że wcześniej jej nie było i byłam taka zagubiona. Wcześniej po prostu nie umiałam jej słuchać. A na pewno nie umiałam jej zaufać. I już nie dam się przekonać do testowania każdej nowinki, podobnie jak do odstawienia lekarstw, o których jestem pewna, że ratują mi życie. Jasne, zareagowałam hurra-optymizmem czytając wczoraj artykuł w Neuropozytywnych o przeszczepach szpiku, jako metodzie leczenia SM. Ale czy to jest dla mnie? Czy mogę poddać się związanej z nim chemioterapii i kilkukrotnym wycieczkom do Katowic? I podjąć ryzyko (śmiertelność metody w Europie 3,5-7%)? Rozum mówi, że cóż – badania pokazują że poczułabym się dużo lepiej na wiele lat. Ale intuicja się wtrąca – i to wcale nie tak nieśmiało – „halo, czy na pewno czujesz że to dla ciebie?”.

Wiem, pisałam już o tym kiedyś. Ale cały czas mam wrażenie, że "dojrzewa" we mnie umiejętność intuicyjnego podejmowania decyzji. Od poziomu - nie tylko intelekt jest na świecie - do obecnego poziomu - to co jest oprócz intelektu, jest co najmniej równie przydatne i wcale mi nieobce. Kiedyś tłumaczyłam się przed sobą i przed innymi - czemu tak, a nie inaczej. Czemu ta terapia, przecież jest też tamta i kolejna i kolejna. I rzecz jasna, do końca wytłumaczyć tego nie umiałam. Teraz dzielę się z Wami tymi przemyśleniami, bo czuję się coraz bardziej pewna siebie. Coraz lepiej znam swój organizm i potrafię nim, zazwyczaj, skutecznie zarządzać. Może to tylko moja potrzeba wpływu na własny los, której osoba chorująca na stwardnienie rozsiane jest zazwyczaj pozbawiona. A może coś w tym jest. W każdym razie czuję się dobrze i mam pokój w serduchu, którym (jak usłyszałam ostatnio) potrafię zarażać ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz