wtorek, 14 stycznia 2014

Dąbek

Witam Was gorąco i jeszcze goręcej pozdrawiam z Dąbka! Tak, przyszedł czas, żeby zadbać trochę o utrzymanie mojej sprawności. Otóż w Dąbku, niedaleko Warszawy, położony jest ośrodek rehabilitacyjny dla „takich jak ja”, czyli chorych na stwardnienie rozsiane. Ośrodek pierwsza klasa, na poziomie zdecydowanie powyżej skali. Pokój mam jednoosobowy, urządzony po domowemu, z dużą łazienką. Mam osobistego rehabilitanta ruchowego oraz takiego od terapii zajęciowej. Jeżdżę na konikach, korzystam z basenu, z kriokomory (do -140 stopni!), rezonansu stochastycznego, fizykoterapii… Możliwości są jeszcze większe – z logopedą i psychologiem włącznie. Czuję się tutaj zaopiekowana pod każdym względem. Począwszy od lekarzy, przez obsługę z prawdziwego zdarzenia (i z sercem na dłoni), po wyżywienie (domowe, smakowite i do wyboru!). Towarzystwo doborowe, atmosfera rodzinna. Wiem, brzmi trochę jak z ulotki reklamowej, ale tu naprawdę tak jest. Że nawet największa maruda z lupą by musiała szukać czegoś, co jej nie pasuje.Wszystkim moim przyjaciołom z SM, którzy jeszcze nie byli – gorąco polecam. Czeka się w kolejce około roku, ale zdecydowanie warto. Jestem szalenie wdzięczna, że udało mi się tu przyjechać i trochę nad sobą popracować. Zwłaszcza moim rodzicom, którzy zgodzili się zaopiekować w tym czasie dziećmi. Tęsknię niesamowicie. Ale wiem, że robię to także dla ich dobra, żeby miały jak najdłużej sprawną mamę. Bo rehabilitacja w tej chorobie jest co najmniej tak ważna, jak lekarstwa. I nie można ulec iluzji, że jak się dobrze czuję na lekach, to już nic nie muszę robić. Muszę. Zarówno z pomocą profesjonalistów, jak i codziennie w zaciszu domowym.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz