piątek, 22 stycznia 2016

Ciąg dalszy...

Cześć kochani. Co słychać? U nas dalej panoszy się choroba i chyba na razie nigdzie się nie wybiera. Dzieci już przez nią przegapiły doroczny bal przebierańców (specjalnie przygotowane kostiumy biedroneczki i pirata...) i występy z okazji Dnia babci w przedszkolu. Nie mówiąc o wyprawach na sanki przy tak magicznej aurze... Ja już (po drugim antybiotyku) myślałam że ze mną lepiej i znowu w nocy gorączka 39,7. Co wcale nie było "rekordem" tej choroby, ale moja teoretyczna wiedza o tym gdzie jest serce, zmieniła się o bolesną świadomość czucia, gdzie to serce się znajduje. Każdy wdech.. no masakra. Całe szczęście, że przynajmniej mięśnie i pęcherz nie buntują się aż tak mocno, jak by mogły (w reakcji na podgrzanie i osłabienie).

No normalnie nie mam dziś chyba żadnych dobrych wiadomości. Ale mam nadzieję, że to będzie ostatni "jęczący" mail na długi, długi czas :) Czas wyzdrowieć, ile można...
Aha, dziękuję Wam za miłe maile i życzenia powrotu do zdrowia :) Dobrze jest mieć Was po swojej stronie.

PS. Wczoraj dowiedziałam się co znaczy słowo "O'sho". I ręce mi oparły do samej podłogi. Znaczy "right". Właściwy, mający rację. Niech żyje skromność :( Chociaż jego propagowanie jednego światowego porządku powinno było mi dać do myślenia. W każdym razie, kimkolwiek nie był, zawsze będę mu wdzięczna. Moja podróż przez duchowość zaczęła się właśnie od niego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz