niedziela, 15 września 2013

Błogosławieństwa macierzyństwa

Witajcie. Byliśmy dziś w kościółku. Jacuś jeszcze trochę się wstydzi księdza, ale stopniowo podchodzi coraz bliżej w czasie kazania (msza dla dzieciaków, może nie takich małych jak on, ale niech poznaje:) ). Zaczął się u nas sezon orzechowy. Mamy olbrzymi orzech włoski w ogrodzie i co roku zbieramy tyle, że obdzielamy całą rodzinę i znajomych. Ale najpierw jest wielkie suszenie. Orzechy porozkładane po całym mieszkaniu we wszystkich płaskich pojemnikach jakie mamy. A przed suszeniem – oczywiście zbieranie, największa frajda dla Jacusia. Tak się cieszy, jak znajduje orzecha, jak jego mama w dzieciństwie się cieszyła z każdego znalezionego w lesie grzyba. Asia jeszcze nie jest zainteresowana. Za to zbiera jabłka. Nadgryza, zostawia i szuka kolejnego. Jacuś swoimi grabkami sprząta liście. A mówi się, że jesienią w ogrodzie dzieci nie mają co robić. Fakt, z piaskownicy zrobiło się bagno (mimo, że jest przykrywana), basen zimuje w piwnicy, a na mokrą huśtawkę raczej nikogo nie ciągnie. Ale pomysłowość Jacuchy i Asi nie zna granic. Na przykład uwielbiają zbierać ślimaki. Jacuś nadaje im imiona i łaskawie wypuszcza na trawkę. Nie bez powodu w piosence fasolek jest „czy można pokochać ślimaka?”. Jacucha strasznie się też cieszy, że w końcu ma małego partnera do zabawy w chowanego. Asia się wciągnęła. I tylko chichot zza krzaków słyszę. Tak niedużo im trzeba. Super jest być mamą. Wszystko, co robię, jest witane z wdzięcznością. Każda propozycja zabawy – z entuzjazmem. Każda próba – z hurra-optymizmem. I wbrew moim obawom odnalazłam w sobie olbrzymie pokłady cierpliwości. Jacuś zaczął fazę pytań. „A co to jest?” „A do czego to jest?” I tym podobne. A mi się gęba śmieje, bo się cieszę, jaki on mądry. Może zniecierpliwienie dopiero przyjdzie. Ale póki co, na pewno jest ze mnie zadowolony. I sama jestem z siebie dumna. Im więcej one potrzebują miłości i czułości, tym więcej jej w sobie odkrywam. Jak już myślę, że no już przecież nie można kochać tych dzieci bardziej – zaraz przekonuję się, że byłam w błędzie. Tak mi dobrze, jak sobie czytamy bajeczki – jedno na jednym kolanku, drugie na drugim. Jak przychodzą się przytulić, tak po prostu. Dać buziaka na przeprosiny. Jacuś ostatnio wpadł mi w ramiona i spytał „czy jestem smutna?” (zaraz po tym, jak coś zbroił). Wrażliwe, wdzięczne, mądre, kochane. Szczęściara ze mnie, nie ma co :)





PS. Wiecie, że teraz w Kościele obchodzimy Tydzień Wychowania? Pozdrowienia dla wszystkich rodziców :) Niech Pan Bóg nam pomoże wychować dzieci na mądrych i szczęśliwych ludzi.

1 komentarz:

  1. Wspaniale :) Cieszę się, że tak dobrze sobie radzisz :) Pozdrawiam cieplutko :*

    OdpowiedzUsuń