piątek, 1 listopada 2013

Święto

Czy pamiętacie kiedy ostatnio na Wszystkich Świętych była taka pogoda? Ja zdecydowanie nie pamiętam. 12 stopni ciepła, zero śniegu, nawet deszczu brak. Jednak z powodu ciągłego smarkania Asiuni u nas nici ze świątecznego spaceru. Po kościółku odwiedziliśmy za to babcię i dziadka. I zdjęłam ze strychu… tak – ze strychu wdrapałam się tam, dosłownie, po drabinie – po moje klocki z dzieciństwa. Takie jakby lego tylko większe. I mój Jacuś oszalał. Dziecko, które każdą nową zabawką bawi się maksymalnie 5 minut i rzuca w kąt – bawiło się figurkami (pieski-strażacy, wrona, królik-mamusia, hipcio-rozrabiaka…), domkiem, zjeżdżalnią, karuzelą, huśtawką, lasem z choinek, wozem strażackim i innymi – godzinę. I przerwał dlatego, bo przerwać musiał, czas było się zbierać. Śmiechu i udawania było tyle… Świat nie istniał. A jeszcze więcej moich wspomnień. Jakie miałam szczęśliwe dzieciństwo. Każdą figurkę, każdy element pamiętałam. Także elementy zagubione. Ba, pamiętałam zabawy, które z nimi urządzałam. Pamiętałam w jaki sposób przeszkadzała (haha) mi w tym moja młodsza siostra. Śmieję się, bo Jacuś miał to samo, Asia „pomagała” w zabawie na swój sposób ;) Taki to był beztroski czas. Teraz doceniam takie rzeczy z dorosłej perspektywy. Ma to swoje wady i zalety. Pryzmat tego, schematy tamtego, perspektywa czegoś tam w tle… I świadomość że świat jednak istnieje. Ale wraz z mijającymi latami, pojawiła się też głębia spojrzenia. Że trzeba się nacieszyć, że to minie. Ale jest. TERAZ. Że ta rzecz, która teraz się wydaje malutka – kiedyś we wspomnieniach będzie rzeczą wielką. Staram się z całych sił, żeby była rzeczą wielką także we wspomnieniach moich aniołków.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz