wtorek, 26 kwietnia 2016

Niech żyje.

“When you’re trying to motivate yourself, appreciate the fact that you’re even thinking about making a change”. Alice Domar

Jakie mądre, prawda? :)

Dziś będzie ciekawy dzień. Pierwsze urodziny mojego syna w gronie rówieśników. Chciałabym wyjść z tego żywa i może nawet przytomna (nie ma to jak wygórowane wymagania;) Chciałabym też to uwiecznić. Jeszcze bym chciała, żeby wszyscy byli zadowoleni. I żeby Asia nie była zazdrosna (już rano pytała „a moje urodziny?”)
A z czego się cieszę? Że dzieciątko się cieszy. Że przyjedzie tort. I dziadek. Że nasze jagódki pierwszy raz zakwitły. Że coraz bardziej czuję, że tak naprawdę nie muszę się nigdzie spieszyć. Z tego cieszę się najbardziej. Oddycham.
Siedzę sobie w szlafroku, moich okularach. Piję czarną herbatę, co ładnie pachnie. Jagodami i wanilią.  Ktoś za oknem pięknie śpiewa. Niebo bezchmurne uśmiecha się do mnie. Budzik zadzwoni dopiero za jakąś godzinę (Asia wychodząc z domu kazała „odpoczywać”), ale jakoś mi tu nie brakuje mojej poduszki. Zaczynam sobie dzień… powoli… delikatnie… ładny ten dzień. Tyle mam niby rzeczy do zrobienia. Wszystko to jutro. Dziś dzieci. Na moje 100%.  A że dzieci dopiero potem… :)
Całuję Was kochani!

PS. Asia w aucie: „Mama patrz! Białe tulipany! Tam! Po środku szyby!” Moje szczęście.


Jacek na urodziny by bardzo chciał TO KRZESŁO (mamo:)

Przygotowania w niedzielę. Przed chrztem kuzynki. Kuzynki Faustynki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz