poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Nowe szlaki neuronalnych połączeń

Zrobiłam wczoraj coś głupiego. Nawet nie wiedziałam, co zrobiłam, a czułam się tak podle. Jak daleko w tym absurdzie muszę się jeszcze posunąć, żeby w końcu zobaczyć absurd? Skoro nie widzę, to skąd wiem, że absurd?

Powiedzmy, najgorsza możliwość. Tak, zrobiłam coś głupiego. Dobra. I co teraz? Teraz przypominam sobie, że osobą, która mnie najsurowiej ocenia, jestem ja sama. Taak, co dalej? Dalej patrzę, czy to ma sens, czy prowadzi mnie do czegoś dobrego… Czy czuję się lepiej, działam skuteczniej, uczę się czegoś? Dobra, ale każde pytanie jest mocno retoryczne, bo WIDZĘ.

Może widzę i nic mi z tego? Puściłam ironię, już się nawet z siebie nie śmieję. Ciężko jest się nie śmiać, skoro KAŻDEMU daję „benefit of a doubt”, a samej sobie nie potrafię. Chwila bezbronności, garda ironii w dół. I nie wiem. Po prostu. Albo gorzej. Wiem, ale nie potrafię. Widzę absurd. Ok, co bym powiedziała komuś… Cokolwiek bym nie powiedziała, nie pomogłabym nic. Bo nie możesz komuś dać, czego sam nie masz. Co bym powiedziała jakbym miała? „Musisz sam”? „Tak naprawdę już wiesz, już to w sobie masz, musisz tylko znaleźć”? A co, jeśli już wiem, że wiem… Że nawet TEGO nie muszę sobie mówić. Co wtedy? Co mogę z tą wiedzą zrobić?

„Engage-Entrain-Embody”. Ok, powiedzmy, że zaczęłam. Przecież pytam. Teraz… jakie szlaki neurologiczne stworzyć i JAK? Bo dezaktywacja istniejących szlaków, odpowiedzią (podobno) nie jest żadną. Podobno nie chodzi o to, żeby zniszczyć samo zaburzenie, tylko dostarczyć do mózgu nową, dobrą wiadomość. Jaka jest wiadomość? Że to, co czuję, jest bez sensu, bo jestem piękna, fajna, dobra. Że wszystkie rzeczy, które się przyczyniły faktu, że nie czuję się dobrze ze sobą, JUŻ NIE ISTNIEJĄ . Zarówno wszystkie zranienia, jak i wszystkie błędy, które popełniłam i za nic nie mogę sobie wybaczyć (nawet jak części nie pamiętam). Już nie istnieją. Dobra, mój umysł to wie. Jak to przekazać reszcie mojej świadomości?

Najlepiej taaak, żeby prowadziła mnie motywacja „sobie” a nie „światu”. Wiadomo, że światu, ale motywacja „chcę”, a nie „jest to ode mnie wymagane”, jest (jakby) cenniejszą motywacją. Czy chcę? Chcę. Ale jak tylko zapytam „Jak?” odpowiadam sobie naturalnie „A co jest ode mnie wymagane? Pokaż, zrobię co trzeba”. I gdzie ja w ten sposób mogę dojść?

Dobra, powiedzmy, że moim sukcesem dziś będzie, że wcale się z tego nie śmieję. (Czyli mam dostęp, nie zablokowałam go, nie boję się AŻ TAK.)

Kocham moją podróż!! (Tu też nie ma ironii.) Siebie też, tak naprawdę, kocham. Tylko zapomniałam. Zapomniałam kim jestem. I jednocześnie nie zapomniałam, co mogę, co powinnam. A nie mogę wszystkiego, co mogę, nie pamiętając, kim jestem. Nie sposób tak spełnić własnych oczekiwań. O, moja dobra wiadomość, cześć :) Dobrze że jesteś. Zaczęłam właśnie synchronizować moje fale mózgowe do oczekiwanej częstotliwości, prawda? Psycholog behawioralny by to nazwał „entrainment”.  

40 symfonia mozarta i jadę zaczynać dzień, tydzień. To będzie dobry tydzień :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz