niedziela, 17 kwietnia 2016

Wiosna

Jestem :) Wiosna. Żegnajcie długie spodnie! Do zobaczenia w październiku. Cześć moje sukienki, tęskniłam. Właśnie zaczyna się miesiąc społecznego potępienia mojego chodzenia z „gołymi nogami” jak jest „przecież jeszcze tak zimno”. A to słońce jest „takie zdradliwe”. Uśmiechania się i mówienia „no właśnie, co mi strzeliło do głowy!”

Kiedyś tak bardzo chciałam się dostosować do społeczeństwa. Tak bardzo chciałam należeć. Potem… Potem doszłam do wniosku, że po pierwsze – wcale nie muszę. Mogę WSZYSTKO obok. A po drugie – że jak nie znajdę w sobie – nie znajdę w ogóle. Niezależnie czego szukam.

Aktywistom, co to chcą „zmieniać świat” bo „tak przecież nie może być!”, z którymi mocno empatyzuję, bo sama mam swoistego „wewnętrznego aktywistę”, który mnie czasem popycha do różnych rzeczy, powiem – „What if the broken thing isn’t fixable by you? Wouldn’t be more useful to learn how to work around the broken thing rather than to be trying to fix it?”

Herbatkę dostałam moją ulubioną. Piję sobie i rozmyślam.

Kto to był, co powiedział „It is no measure of health to be well adjusted to a profoundly sick society”…?  Krishnamurti?

PS. Zamiast niedzielnego winka/piwka polecam: 1 litr ciepłej wody + 2 łyżeczki różowej soli (himalajskiej). Wypić przez 15 minut. Detoks. Może to dla siebie zrobisz?

PS też. Szklanka do połowy… PEŁNA. Że aż się wylewa. Jeeej. Zrobiłam dobrze! Ale to dobrze. Dobrze, że w siebie wątpię. Pokora pomaga ciut uważniej. Iść. Być. 


Kto mnie wczoraj odwiedził? Hihi


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz